22.02.2025, 00:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2025, 00:56 przez Hestia Bletchley.)
Rozpoznała jej mundur. Musiała więc być w jakiś sposób powiązana z magicznym światem, co chyba czyniło tę całą sytuację nieco łatwiejszą. No i trudniejszą, bo bo czemu w takim razie jakaś czarownica miałaby skakać po cudzych grobach? Była nekromantką? Nigdy wcześniej chyba nie łapała samodzielnie nekromantki. Ale fajnie byłoby gdyby... Nie. Nie byłoby fajnie. Byłoby bardzo, ale to bardzo niefajnie.
Skłamałby gdyby dumnie oznajmiła, że słysząc akcent kobiety, nie poczuła się bardziej zaalarmowana, jakby wcale w tym tygodniu nie musiała aresztować czarodziejów mieszkających w dobrych domach, w dobrej dzielnicy i mówiącym ze zdecydowanie innym brytyjskim akcentem. Oczy ponownie jej pociemniały, chociaż zaraz szybko się zganiła za głupie założenia, nawet jeśli wciąż nie przestała mieć się na baczności.
Możliwe też, że zrobiło jej się nieco głupio, gdy dziewczyna wyjaśniła powód swojej wizyty na cmentarzu. Wydawała się być zagubiona, a wpołączeniu z jej słowami, jak i faktem, że wcześniej nazwała ją ładną panienką, Hestia zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem zagubienie nie było w jej przypadku stanem stałym. Oczy nieco jej pojaśniały, powracając do swojego naturalnego, i tak ciemnego, koloru, nawet jeśli upięte w kucyk włosy wciąż pozostały paskudnie platynowe. Czy byłoby to głupie gdyby w domu potajemnie sprawdziła jak sama wyglądałaby w podobnej fryzurze co ta dziewczyny? Tak. Pewnie tak. Zresztą pewnie nie wyglądałaby w lokach tak dobrze, jak jej rozmówczyni.
– Ah tak. Rozumiem – powiedziała z łagodnym uśmiechem, rozglądając się dookoła, jakby niby miała wiedzieć w którym miejscu jest grób którego szukała jej rozmówczyni. — Kogo dokładnie szukasz? Może pomogę? Jest ci zimno? Mam eee – Spojrzała na siebie, jakby spodziewała się, że ma przy sobie jakiś koc, ale ku szoku wszystkich... Logiczne było to, że go nie miała. Zmarszczyła brwi i odsuwając się nieco od dziewczyny, aby nie myślała, że celuje w nią, rzuciła zaklęcie, które miało wyczarować koc.
Robię ładny koc, kształtowanie III
Koc, który znalazł się w jej dłoniach był... Po prostu zwykłym, całkiem przecietnym kocem, które wyróżniało jedynie to, że był barwy spranego różu. Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale bez słowa, trochę zmieszana, podała go napotkanej czarownicy.
Skłamałby gdyby dumnie oznajmiła, że słysząc akcent kobiety, nie poczuła się bardziej zaalarmowana, jakby wcale w tym tygodniu nie musiała aresztować czarodziejów mieszkających w dobrych domach, w dobrej dzielnicy i mówiącym ze zdecydowanie innym brytyjskim akcentem. Oczy ponownie jej pociemniały, chociaż zaraz szybko się zganiła za głupie założenia, nawet jeśli wciąż nie przestała mieć się na baczności.
Możliwe też, że zrobiło jej się nieco głupio, gdy dziewczyna wyjaśniła powód swojej wizyty na cmentarzu. Wydawała się być zagubiona, a wpołączeniu z jej słowami, jak i faktem, że wcześniej nazwała ją ładną panienką, Hestia zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem zagubienie nie było w jej przypadku stanem stałym. Oczy nieco jej pojaśniały, powracając do swojego naturalnego, i tak ciemnego, koloru, nawet jeśli upięte w kucyk włosy wciąż pozostały paskudnie platynowe. Czy byłoby to głupie gdyby w domu potajemnie sprawdziła jak sama wyglądałaby w podobnej fryzurze co ta dziewczyny? Tak. Pewnie tak. Zresztą pewnie nie wyglądałaby w lokach tak dobrze, jak jej rozmówczyni.
– Ah tak. Rozumiem – powiedziała z łagodnym uśmiechem, rozglądając się dookoła, jakby niby miała wiedzieć w którym miejscu jest grób którego szukała jej rozmówczyni. — Kogo dokładnie szukasz? Może pomogę? Jest ci zimno? Mam eee – Spojrzała na siebie, jakby spodziewała się, że ma przy sobie jakiś koc, ale ku szoku wszystkich... Logiczne było to, że go nie miała. Zmarszczyła brwi i odsuwając się nieco od dziewczyny, aby nie myślała, że celuje w nią, rzuciła zaklęcie, które miało wyczarować koc.
Robię ładny koc, kształtowanie III
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 40
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Koc, który znalazł się w jej dłoniach był... Po prostu zwykłym, całkiem przecietnym kocem, które wyróżniało jedynie to, że był barwy spranego różu. Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale bez słowa, trochę zmieszana, podała go napotkanej czarownicy.