22.02.2025, 02:03 ✶
Hestia po prostu usiadła przy stoliku z kubkiem kawy i w milczeniu przysłuchiwała się tej całej wymianie zdań, powolnie pijąc łyk za łykiem smolistego napoju. W sumie to nawet jeśli ta cała wymiana zdań mogła z boku, wyglądać na dość abstrakcyjną, to dla Hesti naprawdę nie było w niej nic dziwnego. Znała przecież swoją rodzinę na tyle, by to wszystko miało dla niej sens. Bo przecież to było w pewien sposób logiczne, że Alice zdecydowanie będzie odprawiać wszystkich nachalnych i niepożądanych adoratowów, tak samo jak logiczne było to, że ich ojciec postanowi postawić się w roli strażnika związków swoich córek. No cóż. Dobrze, że sama raczej też miała dość duże wymagania jeśli chodziło o potencjalnych partnerów, ale nie miała pojęcia co by zrobiła, gdyby ojciec nie zaakceptował jej wybranka. Zapewne i tak by z tym wybrankiem chodziła, bo chyba jednak to nie było do końca zdrowe, aby dzieci zrywały z kimś tylko dlatego, że rodzice nie wydali swojej aprobaty.
Chooociaż... Może gdyby zarówno mama jak i ojciec zasugerowali, że coś jest nie tak z danym delikwentem? Eh... Sama nie wiedziała. Nie było to teraz istotne. Teraz istotna była jajecznica, bo o ile sprawy sercowe bywały zmienne i nieprzewidywalne, tak fakt tego, że Jolene Bletchley przyrządzi idealnie doprawioną jajecznicę, która aż rozlewala się półpłynnym złotem po kromkach świeżego chleba, pozostawał czymś niezmiennym.
– Myślę – powiedziała po chwili milczenia, wpatrując się w swój kubek. – Że to trochę jak z dietą wegetariańską tato. Jeśli kogoś przyprowadzimy i ci się nie spodoba powinieneś najpierw dać mu szansę, a potem krzyczeć. – Tu spojrzała na matkę, chcąc zobaczyć czy podziela jej zdanie, czy przypadkiem nie okaże się zaraz, że czarownica mimo wszystko popieram widłowe zapędy męża. – Zresztą widły to chyba nie najlepszy pomysł. Ostatnio byłam wezwana w sprawie pobicia się nimi. Zostawiają dość brzydkie rany. No i uzdrowiciel, który przybył nie mógł przestać się śmiał. Uzdrowiciele mają chyba dziwne poczucie humoru. A Alice na pewno by sobie poradziła.
Chooociaż... Może gdyby zarówno mama jak i ojciec zasugerowali, że coś jest nie tak z danym delikwentem? Eh... Sama nie wiedziała. Nie było to teraz istotne. Teraz istotna była jajecznica, bo o ile sprawy sercowe bywały zmienne i nieprzewidywalne, tak fakt tego, że Jolene Bletchley przyrządzi idealnie doprawioną jajecznicę, która aż rozlewala się półpłynnym złotem po kromkach świeżego chleba, pozostawał czymś niezmiennym.
– Myślę – powiedziała po chwili milczenia, wpatrując się w swój kubek. – Że to trochę jak z dietą wegetariańską tato. Jeśli kogoś przyprowadzimy i ci się nie spodoba powinieneś najpierw dać mu szansę, a potem krzyczeć. – Tu spojrzała na matkę, chcąc zobaczyć czy podziela jej zdanie, czy przypadkiem nie okaże się zaraz, że czarownica mimo wszystko popieram widłowe zapędy męża. – Zresztą widły to chyba nie najlepszy pomysł. Ostatnio byłam wezwana w sprawie pobicia się nimi. Zostawiają dość brzydkie rany. No i uzdrowiciel, który przybył nie mógł przestać się śmiał. Uzdrowiciele mają chyba dziwne poczucie humoru. A Alice na pewno by sobie poradziła.