• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[01/09/72] It's bloody and raw, but I swear it is sweet

[01/09/72] It's bloody and raw, but I swear it is sweet
the horror and the wild
But the half part sees what the other half's got
Sometimes I feel like I'd rather just rot
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
medium za dychę i niegrzeczny sklepikarz
Wysoki, bo mierzący 185 cm wzrostu, smukły, o długiej twarzy zwykle przekornie uśmiechniętej — Cain w wielu aspektach przypomina gentlemana, w pozostałych sępa. Wszystko w nim jest zawsze trochę niedbale, trochę niedokończone, jego koszule są zawsze niedopięte, a antracytowe włosy nosi palcami sczesane z czoła. Łatwo odnaleźć w tłumie ślady jego obecności — cierpki zapach papierosów, kadzideł i mocnych, piżmowych perfum oraz przedziwny chłód, zupełnie jakby minął cię właśnie duch. Gdy mówi, jego niski głos brzmi uprzejmie, choć przebrzmiewa w nim nuta protekcjonalizmu, a nieco bezczelne spojrzenie ciemnobrązowych oczu zdaje się tkwić w tobie jak sztylet.

Cain Fawley
#2
22.02.2025, 02:57  ✶  
Alkohol w szklance pachniał gorzkim jałowcem, a Cain wyobrażał sobie, że tonie, choć powietrze wokół niego było tak suche, że drapało go w gardle. Oparzył się w palec, gasząc papierosa w porcelanowej popielniczce, więc teraz, poza pilną potrzebą utonięcia w ginie, czuł też okrutnie uporczywe szczypanie i irytację, przez którą drętwiał mu język. Był pijany – i to pijany zupełnie niepotrzebnie. Zły, znudzony. Ponad wszystko – sam. Przeklął cicho, układając głowę między łokciami, podpartymi beznadziejnie na blacie baru. Kosmyki ciemnych włosów zdążyły wypaść z jego gładko zaczesanej fryzury i teraz przyklejały mu się do czoła, zasłaniając brwi.

Nie pamiętał, jak się tu znalazł ani dlaczego ślina w jego ustach smakowała czystym alkoholem. Przywykł do porozmywanych nocy i do sposobu, w jaki nietrzeźwość przyklejała się do podniebienia, ale tym razem cały wieczór wydawał mu się dziwnie obcy – jak gdyby wybudził się w tym pojedynczym, wskazanym fragmencie, przeskakując wszystkie poprzednie akapity. Otworzył oczy, a bar był tuż przed nim. Na barze szklanka. Ból w lewej skroni.

Zastanawiał się, czy to wina Abla – czy brat w końcu postanowił go zdradzić i jakimś cudem wyrwał mu kilka godzin życia. Idiotycznie samolubny i uparty w swoim dążeniu do samodzielności. Być może zrobił to, gdy Cain nie patrzył – zazwyczaj przyglądali się światu jednocześnie. Jeden czuwał, podczas gdy drugi siedział wepchnięty niewygodnie w kąt świadomości, obserwując świat tymi samymi oczami i słuchając cudzych słów opuszczających ich usta. Co jeśli tym razem Cain nie zauważył? Co jeśli przyglądał się zbyt długo którejś z ładnych twarzy, śmiał się zbyt głośno lub przymknął powieki na kilka sekund za długo?

— To twoja wina — jęknął cicho, prostując się chwiejnie na barowym stołku. Wiedział, że brat go słyszy, nawet jeśli nie może odpowiedzieć. Lubił zresztą ten stan rzeczy – Abel był dobrym słuchaczem i bardzo kiepskim rozmówcą. Czasem, gdy zmuszał go do konfrontacji w ich snach, Cain zatykał palcami uszy i śpiewał dziecięce rymowanki tak długo, aż bliźniak znudził się w końcu lub ogłuchł. — Nie nawaliłbym się tak, gdybyś wczoraj nas tak cholernie nie zanudził — dodał, i choć był pewien, że szepcze, barmanka uniosła na niego skonfundowany wzrok. Miała wielkie, zaskoczone oczy i powieki, które zbyt szybko mrugały. Uśmiechnął się, unosząc kieliszek w geście przypominającym toast, po czym przechylił szkło, zmuszając ich wspólne ciało do wypicia reszty alkoholu duszkiem. Jeżeli księżyc sprzyja, porannym kacem będzie musiał przejmować się jego zarozumiały braciszek.

Chciał chyba wstać – odejść, wyjść, pójść gdzieś indziej. Biała koszula, którą miał na sobie, była już pogięta, ciemne szelki poluźnione, a uśmiech, którym obdarzał każdą twarz w lokalu, zdecydowanie zbyt spoufalony. Chciał znaleźć sobie miejsce w innej ciemności, w jakimś innym brudzie, gdzieś po drugiej stronie nokturna, a może nawet w podziemnych ściankach – pomyślał o dymie opium w palarni Changów i o herbacie jaśminowej. Był pewien, że znudził się już tym miejscem, nudził się bowiem zawsze szybko i ze szczenięcym zniecierpliwieniem.

Jak dobrze więc, że Borgin stanął w drzwiach.

Cain przechylił lekko głowę, łapiąc jego przydymione spojrzenie. Abel go lubił, pamiętał to. Czasem przyglądał mu się zbyt długo ich wspólnymi oczami, a gdy wracali do domu, zapominał o kolacji.

— Tęskniłeś? — odparł zbyt szybko i niemal od razu prychnął śmiechem, wyraźnie rozbawiony naiwną sztampowością swoich słów. Wzrok prawie bezwiednie spłynął znów na jego pusty kieliszek. Postukał palcami w szkło. Było nadal przyjemnie zimne. — Cóż, lubię myśleć. Mam do tego, jak to mówią, dryg — powiedział nieco ciszej, znów podrywając brodę tak, żeby spojrzeć na Borgina. Nigdy nie widział go w świetle innym niż przygaszony błysk latarni lub świecy – zawsze więc kojarzył mu się z czymś, co w połowie było złote, a w połowie niepokojąco zacienione. Był przystojny w ten uporczywy, głośny sposób, w jaki zwykli przystojni być mężczyźni noszący garnitury i cudze serca pozgniatane w kieszeniach – w irytujący sposób, którego nie potrafił ignorować Abel, a który Cainowi, szczególnie pijanemu Cainowi, przywodził na myśl stare, owalne portrety wieszane nad schodami niektórych klientów Madame. Borgin uśmiechał się nawet z manierą gentlemana, co Cain lubił odwzajemniać – nawet jeśli jego uśmiech zawsze był bardziej jadowity, mniej gładki przy krawędziach. — Teraz na przykład… — odezwał się, ufając dłoń ze szklanką tak, by ta dotykała jego czoła. — Też myślę… — Był prawie pewien. — Spytaj o czym — zażądał nagle. — Albo nie — zreflektował się — Z g a d n i j.

Rzut Z 1d100 - 85
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Fawley (722), Emrys Borgin (1404)




Wiadomości w tym wątku
[01/09/72] It's bloody and raw, but I swear it is sweet - przez Emrys Borgin - 08.02.2025, 22:47
RE: [01/09/72] It's bloody and raw, but I swear it is sweet - przez Cain Fawley - 22.02.2025, 02:57
RE: [01/09/72] It's bloody and raw, but I swear it is sweet - przez Emrys Borgin - 24.02.2025, 23:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa