Nie miała pojęcia, jak to właściwie możliwe, że niektórzy nie mieli problemu z tym, aby faktycznie skrupulatnie wypełniać te oficjalne papiery. Miała świadomość, że była to część pracy, w sporej ilości miejsc papierologia była dość istotna. Na szczęście jej to nie dotyczyło, naprawdę nie potrafiła sobie siebie wyobrazić podczas takich nudnych czynności. Jasne, ten jeden raz mogła to zrobić, krzywda jej się nie działa, ale na dłuższą metę? Umarłaby ze znużenia. Nie przywykła do siedzenia w miejscu, od lat jej praca wiązała się głównie z łażeniem po lasach, tak naprawdę pewnie nie umiałaby się na długo skupić na powtarzalnych czynnościach.
- Nie da się ukryć, że to moja specjalność. - Mrugnęła do niego nawet porozumiewawczo zadowolona z tego, że Roise zdawał sobie sprawę z tego, jak to u niej wyglądało.
Miała zadziwiająco lekki humor jak na rozmowę, którą przed chwilą odbyli, jakby wcale mu się nie zwierzyła ze swoich największych traum. Nie miała pojęcia, jak w ogóle było to możliwe, ale całkiem zgrabnie przeszli zmianę między tymi nastrojami. Cóż, to była tylko i wyłącznie jego zasługa, to on znalazł rozwiązanie.
Nie była w nastroju, żeby w czymś w niego rzucać, nie, wbrew pozorom zupełnie poważnie podeszła do tego zajęcia, które dla niej znalazł. Wiedziała, że jego praca jest dla niego ważna, nie lekceważyła wcale tego przybijania pieczątek, chociaż mogła to zrobić.
- Acha? Naprawdę sądzisz, że zamknięte drzwi mogłyby mnie powstrzymać przed wyjściem? - Och, sweet, summer child. Raczej wątpiła w to, żeby rzeczywiście w to wierzył. Zamknięte drzwi nie były dla niej żadną przeszkodą, na pewno miał tego świadomość. Mogłaby je wyważyć bardzo szybko, albo wyjść oknem, na pewno znalazłaby całkiem szybkie rozwiązanie, ale nie chciała tego robić.
Dobrze jej się tutaj siedziało, nawet jeśli był to Mung, w sumie w jego gabinecie nie odczuwała, aż tak bardzo tej szpitalnej aury, a przynajmniej starała się ją ignorować.
- Rzeczywiście, to zadziwiające. - Nie pomyślała o tym, że rodziny pacjentów mogły próbować w ten sposób przekupywać uzdrowicieli, dopiero po chwili to do niej dotarło. - Czy masz barek u siebie pod biurkiem? - Nie zamierzała tego sprawdzać, ale skoro mogła zapytać, to postanowiła to zrobić. Ambroise od lat pracował w Mungu, na pewno miał cały wianuszek pacjentów, którzy byli mu wdzięczni za odpowiednią opiekę, podejrzewała, że mogli mu się chcieć odwdzięczyć za opiekę podarunkami, a jak wiadomo alkohol był idealnym prezentem na każdą okazję. To wcale nie było takie głupie.
- Wiesz jak działa czekolada? Będę mieć bardzo dużo energii, jeśli mnie nią uraczysz, szybko się mnie stąd wtedy nie pozbędziesz. - Nie miała nic przeciwko temu, ale wolała go uprzedzić o tym, że tak się stanie. Cukier działał na nią chyba jeszcze bardziej intensywnie od kawy, więc to mógł nie być najlepszy pomysł, z drugiej strony nie zamierzała póki co spać, więc właściwie było jej bez różnicy, czego się teraz napije.
- Oficjalnego angażu bym nie przyjęła, chociaż właściwie, jakbym miała być tylko i wyłącznie Twoją asystentką, to mogłabym się skusić. - Wszystko zależało od okoliczności. Nie, żeby widziała siebie w takiej roli, na pewno nie na dłużej, ale od czasu do czasu? Śmiesznie byłoby poudawać kogoś innego.
- Kwita, to nie jesteśmy? Coś mi umyka? - Nie miała pojęcia, co jeszcze i za co była mu winna, ale skoro sam o tym wspomniał, to wolała się upewnić o co właściwie mu chodzi.
Kiedy Ambroise wyszedł z pomieszczenia ułożyła te papiery, którymi się zajmowali całkiem równo, żeby nic się nie pomieszało, po czym wstała i oparła się o jego biurko. Wypatrywała się w okno i czekała, aż do niej wróci.
- Zawsze jestem gotowa. - Rzuciła, kiedy wrócił do pomieszczenia, na jej twarzy malował się uśmiech, w sumie miała nawet dobry humor, jak na to, co ją tutaj sprowadziło. - Gdzie jest mój fartuszek? - Skoro sam stwierdził, że to będzie najlepsza opcja, to zamierzała się na to zgodzić. Rzadko kiedy wybierała takie kolory, właściwie to nie pamiętała, kiedy miała na sobie coś jasnego, będzie musiała wyglądać w tym całkiem zabawnie. - Nie boję się deszczu. - Nie przeszkadzałoby jej gdyby padało, tak właściwie to nawet lubiła deszcz, szczególnie, że jeszcze nie było, aż tak zimno, żeby był nieprzyjemny.