Oczy faktycznie bywały zwierciadłem duszy, patrząc na nie można było określić to, co siedziało w człowieku. Często pokazywały zupełnie inne emocje od całej aparycji, otoczki, aury jaką roztaczali ludzie. Oczu nie dało się zmienić, zawsze wyglądały tak samo, no może z czasem spojrzenie mogło się zmienić, przybrać zupełnie inne emocje, jednak one same w sobie były takie same, tęczówki nie zmieniały swojego koloru. Prudence wiedziała, że te oczy, w które się wpatrywała były znajome, już je kiedyś widziała, jednak cała reszta nie pasowała jej do nikogo kogo by kojarzyła. Nie była w stanie w tej chwili rozwiązać zagadki, dopasować twarzy do znajomych personaliów, zapewne będzie się nad tym głowić, bo nie lubiła zasypiać przed rozwiązaniem zagadki. Tym się to dla niej teraz stało, zagadką. Kim właściwie był stojący przed nią mężczyzna? Skąd go kojarzyła? Nie miała zamiaru pytać o to wprost, nie sądziła, że to pytanie było na miejscu. Sama wolała dojść do odpowiedzi, właściwie była pewna tego, że prędzej, czy później ją oświeci. Zawsze się tak działo.
Nie była osobą, która wyciągała ręce po odpowiedzi podane na tacy, nie, nie lubiła tego. Większą satysfakcję przynosiło jej przekopywanie się przez informacje i szukanie ich na własną rękę. Cóż, nie bez powodu częścią jej pracy było prowadzenie śledztw, umiała wyszukiwać najdrobniejsze szczegóły i docierać do prawdy.
- Aktualnie jestem bardziej, czy coś. - Nie była już uzdrowicielem. Właściwie nigdy nie zakładałby, że skończy jako antropolożka. Medycyna zawsze była jej marzeniem, zresztą spełniła je, skończyła Akademię w Mungu, dostała swoją wymarzoną posadkę. Nie spodziewała się, że życie tak szybko zweryfikuje jej pragnienia.
Nie potrafiła wrócić do pracy na oddziale, nie po tym, kiedy na jej oczach z życiem pożegnał się jej ukochany, nie miała już do tego serca. Musiała sobie znaleźć inne zajęcie, nie była w stanie ratować innych, po tym, jak nie była w stanie udzielić pomocy jednej z nielicznych osób, na których jej naprawdę zależało.
- Kiedyś byłam uzdrowicielem. - Wypadało to chyba wyjaśnić, żeby nie było, że zupełnie nie zna się na rzeczy. Nie chciała, żeby sobie myślał, że jest jakąś szaloną babą z lasu, która zamierza testować na nim jakieś dziwne, nikomu nieznane techniki z medycyny niekonwencjonalnej.
Dopiero kiedy wypowiedziała w głos słowa o zdejmowaniu spodni dotarło do niej w jaki sposób mogło to wybrzmieć. Niestety, aktualnie było już trochę zbyt późno na to, aby się tym przejmować. Cóż, nie była zbyt dobra w dobieraniu słów, po raz kolejny to sobie udowodniła. Nie chciała, żeby zrobiło się tutaj niezręcznie, chcąc nie chcąc, chyba jednak do tego doprowadziła, cóż, na szczęście na pewno miało być to tylko i wyłącznie chwilowe, na pewno szybko zapomni o tym, co powiedziała.
Na szczęście mężczyzna chyba nie wystraszył się jej słów, dobrze, o to jej przecież chodziło. Chciała po prostu rzucić okiem na to kolano, które nie wyglądało najlepiej, bo zdecydowanie coś mu się w nie stało. Nie mieli jednak ku temu szczególnie dobrych warunków. Znowu zaczęła się zastanawiać, czy wzięcie go do kostnicy było dobrym pomysłem? Mogłaby go zaprosić do swojego mieszkania, z drugiej jednak strony to chyba nie był najlepszy pomysł, bo wiedziałby gdzie mieszka, a nie miała pojęcia, czy tego chciała, kto wie, czego można się po nim spodziewać, z drugiej strony, nie była jednak kimś kto mógł interesować kogokolwiek, więc może lepszą opcją było obejrzenie tego jego kolana w jej własnym mieszkaniu niżeli zabieranie go ze sobą do Ministerstwa Magii. Zresztą powinna chyba się przebrać, zanim znajdzie się w pracy, bo nie wyglądała najlepiej.
- Pójdziemy do mnie. - Chyba zadecydowała, co zamierza zrobić. Horyzontalna nie znajdowała się szczególnie daleko od Pokątnej, przeniosła ponownie wzrok na jego nogę, zastanawiała się, czy da radę tam dokuśtykać. - Dasz radę przejść kawałek? - Nie miała pojęcia, jaki miał próg bólu, zawsze też mogli spróbować się teleportować, ale nie do końca była specjalistką w grupowym przemieszczaniu się w ten sposób.
- Naprawdę chciałabym Ci pomóc, ale nie ma ku temu tutaj warunków. - We własnym mieszkaniu na pewno znalazłaby coś, co mogłoby jej pomóc nieco mu ulżyć, do tego nikt nie widziałby tego, czym się zajmowali. Nie było to może szczególnie rozsądnym posunięciem, bo kto normalny zapraszał obcych do swojego domu, ale nigdy nie mówiła, że jest normalna. Można to było zauważyć na pierwszy rzut oka, nie do końca pasowała do otaczającego jej świata.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control