Faktycznie powinna się po nim wszystkiego spodziewać. Nie ma się co oszukiwać, Roise nie należał do osób, które jakoś bardzo trzymały się zasad, wręcz przeciwnie raczej je ignorował, lub udawał, że nie istnieją. Nie liczyło się dla niego to w jaki sposób wygra, tylko, że faktycznie sięgnie po swój cel. Tak było od zawsze, to się nie zmieniło. Spodziewała się tego, chociaż jeszcze nigdy nie straszył ją Lecznicą Dusz, jak widać powinna się spodziewać niespodziewanego, czy coś.
Westchnęła więc jedynie lekko, cicho i pokręciła głową, jakby chciała zaprzeczyć. Tak, znała go, wiedziała, że to było dla niego typowe.
- Dlaczego nieosiągalnym? - Tak, zdawała sobie sprawę, że było to dosyć sporym przedsięwzięciem, musiałby się w nie dość mocno zaangażować, znaleźć sobie współpracowników, miejsce, w którym mógłby otworzyć taką działalność, ale dlaczego miałby tego nie zrobić? Niewielu było specjalistów, którzy mogli mu dorównać, mających takie doświadczenie, zresztą miał też swoich stałych klientów. To nie wydawało jej się być wcale takim głupim pomysłem, więc przeciwnie. Tak, pomysł ten wymagał sporo zaangażowania i pracy, ale wydawało jej się, że mógłby mu przynieść więcej satysfakcji niż Mung. Szczególnie, że nadal go nie awansowali i chyba nie miało się to stać zbyt szybko. Po co więc tkwić w takim miejscu bez perspektyw?
- Tak, zdaje sobie z tego sprawę, ale wydaje mi się, że akurat ty bez problemu byś sobie poradził z taką inwestycją, masz przecież sporo znajomości, mógłbyś zaangażować w to więcej osób. - Bo dlaczego by nie. Rządziliby sobą sami, nie musieli się przejmować nikim ponad sobą. Właściwie Yaxleyówna uważała, że to naprawdę był wyjątkowo dobry pomysł. Zapewne nie dało się go zrealizować od ręki, ale przecież Roise nigdzie się nie spieszył.
- To dobrze, że wiesz, wolałabym, żebyś o tym nie zapominał. - Wiedziała, że te rozważania między nimi nie powinny mieć miejsca, obietnice bez pokrycia i cała reszta, ale jakoś lekko przychodziło im rzucanie słów o wspólnych chwilach, które miały nie nadejść. Nie da się ukryć, że było im razem całkiem dobrze, nawet teraz siedząc po prostu w tym gabinecie, przeglądając nudne dokumenty. Nie potrzebowali niczego spektakularnego do robienia, wystarczyło im ich towarzystwo, nic więcej. To mówiło samo za siebie. Mogli sobie zakładać pewne rzeczy, próbować trzymać się od siebie z daleka, ale to chyba nie do końca miało zadziałać.
Nie zdążyła zbyt dokładnie przyjrzeć się temu mundurowi, może to i lepiej, bo dotarło y do niej, jaki paskudny kolor się jej trafił, pewnie wtedy wcale nie pozwoliłaby go na siebie narzucić, w szybie, odbiciu w którym widziała ich sylwetki kolory jej się nieco rozmywały, więc nie do końca była świadoma tego, jak się prezentowała. Zresztą czy faktycznie była, aż tak wybredna. Mieli plan, miała udawać jego asystentkę, w tym stroju pewnie nawet ktoś by jej w to uwierzył, no oczywiście dopóki nie otworzyłaby ust, wtedy na pewno bardzo szybko wszyscy by się zorientowali, że udaje. Dlatego właśnie jeśli się na kogoś natkną nie miała zamiaru się odzywać, wbije wzrok w swoje stopy i będzie zdana na łaskę Roisa. Zresztą jemu też powinno zależeć na tym, aby nikt nie zorientował się, że ją tam przemyca.
Nie powiedziała nic, bo nie zamierzała udawać, że ma coś przeciwko temu, że jego usta znalazły się na jej szyi. Nie miała, wręcz przeciwnie, mógłby ich stamtąd nie odrywać, mogłaby tkwić w takim uścisku przez wieczność. Nie była szczególnie asertywną częścią tej pary, właściwie to niby nie było żadnej pary, ale to też nieszczególnie ją obchodziło. Nie zamierzała go ograniczać, siebie też. Póki pragnęli tej bliskości, póki znajdowali się tuż obok siebie nie miała problemu z tym, aby na to pozwalać. Najchętniej sięgnęłaby jeszcze po więcej, ale na to chyba nie do końca mogli sobie tutaj pozwolić, chociaż może, właściwie, czemu by nie? Nie takie rzeczy robili w swoim życiu.
Mogła go teraz pocałować, nie wydawało jej się, aby ją odrzucił, ale tego nie zrobiła, bo mieli iść zapalić, mieli plany, których nie chciała zakłócać. Może i chciała to zrobić, ale później, nie miała za to problemu z tym, aby w między czasie chwycić jego dłoń, spleść palce z jego palcami, to wydawało jej się właściwie. Kiedyś było dla nich bardzo naturalne, w sumie coraz częściej do tego wracali.
Nie spodziewała się, że wypuści jej dłoń. Musnął ją jeszcze przed tym swoimi ciepłymi wargami, tak jak robił wiele razy wcześniej, a później wypuścił. To było całkiem logicznym zachowaniem, w końcu raczej nie chodził ze swoimi współpracownikami w ten sposób, a przecież miała udawać jego asystentkę, jednak nie ukryła swojego rozczarowania, ust wygiętych w podkówkę nie dało się tak łatwo schować. - Jasne, gorzej będzie jak mnie gdzieś zgubisz po drodze... - Nie zamierzała do tego doprowadzić, bo wolałaby nie zgubić się w Mungu, ale to zawsze mogło się zdarzyć, prawda? Różne rzeczy mogły się jej przytrafić.
Wyszła więc pierwsza, gdy otworzył przed nią drzwi, zatrzymała się jednak niemalże od razu, aby Roise znalazł się przed nią. On był u siebie, ona była tylko jego towarzyszką, nie znała drogi, nie miała pojęcia dokąd powinna iść. Była zdana na jego łaskę i dobrą wolę.