Pytanie, które skierował w kierunku Richarda, chcąc upewnić się, że na pewno jest to on, było stricte retoryczne. Zapewne istniał jakiś promyk nadziei, że usłyszy inną odpowiedź, która jednak nie była im pisana. To był Richard - nie Robert. W gruncie rzeczy, może tak było lepiej? Borgin raczej nie był zainteresowany w tym, aby zobaczyć nieboszczyka w swoich drzwiach.
- Kamień z serca - odparł szybko, oddychając z ulgą. Nie zdążył zrobić zbyt wiele w kwestii Bagshota, a informacja, że nie taki był cel ich spotkania, przyniosła odrobinę ukojenia. Dało się to dostrzec na twarzy Stanleya, który przeniósł pełnię uwagi na swojego wuja.
- Zostawił to dla mnie...? - zapytał z niedowierzaniem, a na jego twarzy zagościło zaskoczenie - Prezent? - dodał, odkładając przy tym monetę, którą podrzucał jeszcze kilka chwil temu. Jednak pamiętał o moich urodzinach? Może ma w tym jakiś kolejny interes o którym nie wiemy? głowił się nad tą całą sytuacją.
Nie czekał zbyt długo, wstając od biurka. Zbliżył się do obrazu. Podniósł go. Obejrzał z kilku stron, a następnie spojrzał w kierunku Mulcibera. Trochę jakby chciał zapytać - mam to teraz otworzyć? Nie było czasu na żadną odpowiedź, ponieważ położył zaraz prezent na stole, aby móc go rozpakować.
- Sprawdźmy - skomentował, ściągając warstwy papieru i sznurka. Co by nie mówić, był zapakowany elegancko, a i odpowiednio zabezpieczony. Nie było możliwości na to, aby jakkolwiek się uszkodził.
Stanley ściągnął ostatni kawałek osłony, widząc obraz w całości. Wspaniały Pokiwał głową z uznaniem, przygryzając odrobinę własne wargi.
- Ja... - podniósł wzrok znad prezentu na Richarda, ale powrócił prędko w kierunku malunku - Jest piękny. Od razu widać tę kreskę Averych - przyznał, pozwalając sobie na lekki uśmiech - Wspaniała jednostka morska. Jakby człowiek miał taką, to by było coś - pokiwał głową z lekkim rozmarzeniem w głosie. Prawdę mówiąc, gdyby Borgin miał taką możliwość, rzuciłby to wszystko w diabły i odpłynął pod własną banderą ku nowemu, lepszemu życiu.
Niestety, to nie było takie proste. Miał swoje zobowiązania, które były mu wyryte na skórze. Nie miał też takiej łajby, więc musiało to zostać odwleczone na plan dalszy. Na przyszłość, która była im nieznana.
- Dziękuje. Jest wspaniały - dodał, odkładając go przy jednej z biblioteczek - Zawiśnie... - postukał się po brodzie - Może tutaj? - wskazał otwartą dłonią na wolny kawałek ściany, która znajdował się nad kanapą - Tak. To będzie odpowiednie miejsce - stwierdził, przykładając do swojej twarzy ramkę, która była wykonana z palców. Tak, jakby chciał sprawdził to miejsce. Te zaś okazało się idealne.
- Powiedz mi proszę jedno - zwrócił się do wuja - Jak się trzymacie? - kontynuował, opierając się o biurko - Ty... Charlie, Leonard... Sophie? - wymieniał osoby, o których Richard mógł cokolwiek wiedzieć. Specjalnie jednak nie napomknął imienia Lorien, wiedząc, że za bardzo nie przepadał za tą kobietą.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972