Wszystko wskazywało na to, że ta cała sprawa ze świeczkami była losową akcją, a nie wielce zaplanowaną operacją, która miała zaprzepaścić biznes powiązany z Olibanum. Dodać do tego szczyptę młodego wieku Charlesa, tragedia była murowana.
Stanley pokiwał głową na zrozumienie słów Richarda. Świecie to była samowolka młodego Mulcibera, a nie żadna akcja promocyjna. Wszystko stawało się coraz jaśniejsze... Nie zmieniało to jednak jednego faktu - sprawa była na tyle zawiła i skomplikowana, że nawet wyjaśnienia nie podawały rozwiązania na tacy. To już chodziło o kwestię honoru rodziny, a przynajmniej tak odbierał to Borgin.
- Jasne. Dowiedzieć się kim są - powtórzył - Nie ma problemu. Nie dam się wsadzić za coś takiego - zapewnił, chcąc nieco rozluźnić atmosferę. Nie to, aby były to jakieś najlepsze słowa do tego typu rzeczy, ale Stanley chciał podkreślić, że nie da się złapać na czymś takim. Jak siedzieć w Azkabanie to chociaż za coś, co powoduje ciarki na plecach innych czy szacunek - ot, na przykład walkę o lepsze jutro.
- Pieniądze nie będą koniecznością. Tak długo, jak nikt nie zażyczy sobie miliona galeonów za informacje o tym człowieka - wytłumaczył - Wierzę też, że Charles postąpi lepiej z planem słodkiej zemsty, niż planem świeczek... - wzruszył lekko ramionami, wszak nie bardzo miał pojęcie o tym, czego mógł się spodziewać po młodym Mulciberze.
Dopisał te ostatnie informacje do swojej listy, a następnie odłożył pióro do kałamarza. Kartka powędrowała do szuflady, a Borgin pokiwał głową w odniesieniu do słów Richarda.
- Tak. Wszystko na razie mamy ustalone - zgodził się - Dziękuje i przepraszam. To się więcej nie powtórzy - zapewnił, podając dłoń wujowi na pożegnanie.
Minęło może 10 czy 15 sekund, a Richarda już tutaj nie było. W gruncie rzeczy, nie było tak źle - dobrze, że udało się załatwić ten temat bez rozlewu krwi.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972