Dawali sobie wsparcie. Yaxleyówna przestała już budować wokół siebie mur. Nie sądziła, żeby ukrywanie czegokolwiek przed Ambroisem miało jakiś sens na dłużej. Jeszcze tydzień temu uważała, że nie chce go mieszać w swoje sprawy, wydawało jej się, że poradzi sobie sama ze wszystkim, jednak szybko zweryfikowała to zdanie. Pomógł jej w jaskini, był przy niej, kiedy radziła sobie z tym, co działo się później. Nie mogła przed nim ukrywać tego, co działo się z nią później, w końcu poniekąd też go to dotyczyło. Wolała być szczera, może dostrzegła też, że nie jest w stanie sobie poradzić ze wszystkim sama, na niektóre rzeczy nie miała wpływu. Nie, żeby chciała na niego zrzucać swoje problemy, ale znajdował się obok - zawsze gotowy jej pomóc, wyjątkowo postanowiła skorzystać z tej możliwości. Zresztą ustalili, że może do niego przyjść ze wszystkim. Nadal był chyba jedyną osobą przed którą potrafiła się w pełni otworzyć, więc skorzystała z tej możliwości. Nie czuła, żeby to o niej dobrze świadczyło, nie przywykła do tego, aby obciążać kogoś tym, co się z nią działo, ale teraz chyba tego potrzebowała.
Tym bardziej, że mimo tego iż doszło między nimi do starć, to ten czas który razem spędzili nie należał tylko i wyłącznie do pełnego niesnasek. Próbowali ze sobą rozmawiać, wyjaśniać swój punkt widzenia, dzisiaj właściwie skończyło się to wyjątkowo dobrze, nie zdołali się pokłócić, szczerość najwyraźniej im służyła, powinna była o tym pamiętać. Wyjątkowo też starała się nie poruszać tych tematów, które doprowadzały ich na skraj, bo tak było prościej.
Geraldine wbrew pozorom nie chciała im tego komplikować, wiedziała, że to może nie przynieść niczego dobrego. Zależało jej na nim, to było niezaprzeczalne, nadal była skłonna zrobić wszystko, aby ponownie ze sobą byli, ale czuła, że to nie jest możliwe. Roise kierował się jakimiś swoimi głęboko zakorzenionymi pobudkami, których może nie rozumiała, ale wypadałoby, aby je szanowała. Nie mogła go zmusić do tego, aby robił coś wbrew sobie.
Nie było to brutalne, dawali sobie swoja obecność, której aktualnie potrzebowali. Nie rozeszli się bez słowa, nadal starali się jakoś przy sobie egzystować, dawali sobie coś, chociaż chyba docierało do niej, że faktycznie niedługo powinni w końcu pójść każde w swoją stronę. To, co powiedziała Florence spowodowało, że pojawiły się kolejne pytania, na które nie znała odpowiedzi, najwyraźniej jednak zostali skazani na porażkę przez siły na które nie mieli wpływu. Decyzje, które kiedyś podejmowały miały ogromny wpływ na teraźniejszość, zapewne żadne z nich nie sądziło, że tak się stanie.
Paliła tego jego ziołowego papierosa, nie był to może jej pierwszy wybór, ale grunt, że mogła zaspokoić ten głód, obojętne było czym się zaciągała, ważne że mogła się w ten sposób odstresować, chociaż, czy właściwie w ogóle czuła teraz jakiekolwiek napięcie, chyba nie. Było wyjątkowo dobrze. Nie rzucali w siebie piorunami z oczu, nie byli sobie obojętni, chociaż pojawiało się pytanie na jak długo. To musiało minąć, nie mogli tak trwać w nieskończoność.
Geraldine stała tuż obok Roisa, nie odzywała się jeszcze nie chcąc przerywać tej ciszy, wcale jej ona nie ciążyła. Kiedyś też potrafili przy sobie milczeć, to się nie zmieniło. Właściwie ostatnio miała wrażenie, że może oni się zmienili, ale to, co ich łączyło pozostawało takie samo, czy to w ogóle było możliwe? Chyba nie, może więc to było tylko złudzeniem. Nie mogła dłużej oszukiwać samej siebie, że jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim w pojedynkę, nie mogła też wymagać od tego, że to Ambroise będzie osobą, która pomoże jej sobie poradzić z demonami, ale to właśnie on stał obok niej, nie ktoś inny. To powodowało mętlik w jej głowie, powinna w końcu sobie z nim poradzić.
Przeniosła spojrzenie na mężczyznę, kiedy się odezwał. Kiwnęła jedynie głową. Nie wspominał jej o tym wcześniej, najwyraźniej poczuł, że chce jej to powiedzieć. Nie mógł wiedzieć, czy coś jej znowu nie strzeli do głowy i nie zacznie go szukać, zwłaszcza po tym co zrobiła dzisiaj. Do Norwegii nie uda jej się dotrzeć tak szybko, więc będzie miał od niej trochę spokoju. Może dobrze im zrobi taka rozłąka, może dzięki temu zaczną wracać do rzeczywistości?
- Możesz być spokojny, nie nawiedzę Cię tam. - Chciała, żeby wiedział, iż nie zamierza go niepokoić. Może wyśle do niego list, lub dwa, w sumie pewnie nie zdąży go odebrać, jeśli będzie tam kilka dni, więc pewnie i przed tym się powstrzyma. Będzie miała czas, aby zająć się swoimi sprawami, w pełni wrócić do tego, co na nią czekało w Londynie. Wypadało, aby w końcu to zrobiła, ciągle jednak oddalała ten moment.
Poczuła ciepło na swoich ustach, co uświadomiło ją, że powinna już zgasić papierosa, bo zaczynała palić filtr, przygasiła go więc o barierkę, o którą również się oparła i pstryknęła niedopałek w eter.
- Dziękuję za informację, nie będę Cię szukać, właściwie to postaram się, aby to się już nie powtórzyło. - Nie chciała, aby czuł się w jakikolwiek sposób zobowiązany do tego, aby się nią przejmować. Nigdy nie chciała być jego ciężarem, a ostatnio trochę tak to wyglądało. Powinna się w końcu ogarnąć i stanąć na nogi, doprowadzić do porządku, chyba właśnie nadarzyła się ku temu okazja.
Nie, żeby była z tego powodu szczególnie zadowolona, bo wolałaby, aby wszystko między nimi wróciło do normy, jednak wiedziała, że akurat to nie było możliwe. Nie chciała też komplikować za bardzo tej sytuacji, musiała się odsunąć, aby znowu przypadkiem nie rozdrapywali starych ran, chociaż, czy na to nie było już zbyt późno. Wszystko do niej wróciło w momencie, w którym znaleźli się razem w Piaskownicy, wiedziała, że dla niego również nie mogło to być zupełnie obojętne. Nie chciała, żeby się krzywdzili, zasługiwali na coś więcej.