Było coś pocieszającego w tym, że go poprawiła. Bo jeśli nie uważała wiernych kowenu na owce, to może była lepszą osobą niż za jaką ją brał. Może, ale tylko może, zwyczajnie przeliczył się w jej ocenie i powinien czuć chociaż odrobinę pokory w tym momencie. Może. Bo Atreusowi ciężko było przyznawać się do błędów, nawet przed samym sobą i jedyne co w tym momencie mogła otrzymać Isobell, to delikatne drgnięcie kącików ust w swoistym zadowoleniu.
- Myślę... - powiedział powoli, jakby faktycznie się zastanawiając nad tym, co do niego powiedziała. Więcej jednak w tym chyba było kalkulacji odnośnie nie tego, co właściwie chodziło mu po głowie, a co Macmillan chciała usłyszeć. - Że cokolwiek się teraz dzieje, mówi nam że może nasza Bogini potrzebuje od nas czegoś innego, niż nam się wydawało do tej pory.
Wcale jednak nie wyglądał na ukontentowanego swoją odpowiedzią, głównie dlatego że absolutnie nie był pewien co chodziło Isobell po głowie. Rozpruła całun, naruszyła zasłonę i to w sposób brutalny - tylko po to, by bogini, a może boginie, doszły do wniosku że nie chcą takiego traktowania. Że lepiej przemawia do nich to delikatne podejście, pełne bezprzemocowego uwielbienia. Szkoda tylko, że na nie wydawały się do tej pory niespecjalnie reagować i potrzeba było krwi, ludzkiej krwi, by odezwały się wreszcie do kogokolwiek. - Nie zmienia to jednak tego, że różne ścieżki potrafią prowadzić do tego samego miejsca. Ciężko jest wierzyć w cokolwiek - faktycznie wierzyć - kiedy to dzieje się na naszych oczach. Wiara jest ulotna i stoi pod rękę z nadzieją. Kiedy niebo się otwiera i kiedy potrójna bogini rozmawia z wiernymi, to już bardziej wiedza. Mam nadzieję, że te specjalne plany faktycznie są dla nas. Czy wierzę w nie? Jeszcze nie wiem, ale to głównie dlatego, że to pierwsze takie objawienie w moim życiu.
Chciał się uśmiechnąć, ale kąciki ust drgnęły tylko w jakimś niewyraźnym grymasie. Nigdy nie był zbyt dobry w oddawaniu modłów czemuś, co było gdzieś wyżej. Gdzie ponad ludzkim pojmowaniem i poza zasięgiem rąk. Ale co faktycznie nim zachwiało i wstrząsnęło to wpadnięcie do limbo. Wtedy skończyła się wiara. Skończyło się gdybanie, domysły i podejrzenia. Coś było po drugiej stronie. Ktoś cierpiał, kiedy Voldemort wdarł się do zaświatów. To był Fakt, a nie religijne obrazki i formuły.
- Źle - powtórzył z pewnym zastanowieniem. - Nie chodzi o to, czy źle. Inaczej. Obco i zimno. Jakby limbo wciąż i cały czas siedziało w środku. Jakby coś było poza kolejnością. Ale nie do końca o to chodzi; inni czują się gorzej i chcielibyśmy zrozumieć, czy w ogóle jest na to szansa. Reszta, która znalazła się w limbo, otrzymała szansę od kogoś, kogo tam znaleźli. To był ktoś bliski i teraz noszą w sobie ich wspomnienia. U mnie było nic. Stan pomiędzy, ktoś kto stał bardzo daleko, czekając, ale poza moim zasięgiem. Zamiast tego wyciągnęłaś swoje ręce do mnie ty, Arcykapłanko. Skoro osiągnęłaś ten sam efekt co znajdujące się w limbo dusze, to może cały proces mógłby się dla nas jaśniejszy.
@Eutierria
- Myślę... - powiedział powoli, jakby faktycznie się zastanawiając nad tym, co do niego powiedziała. Więcej jednak w tym chyba było kalkulacji odnośnie nie tego, co właściwie chodziło mu po głowie, a co Macmillan chciała usłyszeć. - Że cokolwiek się teraz dzieje, mówi nam że może nasza Bogini potrzebuje od nas czegoś innego, niż nam się wydawało do tej pory.
Wcale jednak nie wyglądał na ukontentowanego swoją odpowiedzią, głównie dlatego że absolutnie nie był pewien co chodziło Isobell po głowie. Rozpruła całun, naruszyła zasłonę i to w sposób brutalny - tylko po to, by bogini, a może boginie, doszły do wniosku że nie chcą takiego traktowania. Że lepiej przemawia do nich to delikatne podejście, pełne bezprzemocowego uwielbienia. Szkoda tylko, że na nie wydawały się do tej pory niespecjalnie reagować i potrzeba było krwi, ludzkiej krwi, by odezwały się wreszcie do kogokolwiek. - Nie zmienia to jednak tego, że różne ścieżki potrafią prowadzić do tego samego miejsca. Ciężko jest wierzyć w cokolwiek - faktycznie wierzyć - kiedy to dzieje się na naszych oczach. Wiara jest ulotna i stoi pod rękę z nadzieją. Kiedy niebo się otwiera i kiedy potrójna bogini rozmawia z wiernymi, to już bardziej wiedza. Mam nadzieję, że te specjalne plany faktycznie są dla nas. Czy wierzę w nie? Jeszcze nie wiem, ale to głównie dlatego, że to pierwsze takie objawienie w moim życiu.
Chciał się uśmiechnąć, ale kąciki ust drgnęły tylko w jakimś niewyraźnym grymasie. Nigdy nie był zbyt dobry w oddawaniu modłów czemuś, co było gdzieś wyżej. Gdzie ponad ludzkim pojmowaniem i poza zasięgiem rąk. Ale co faktycznie nim zachwiało i wstrząsnęło to wpadnięcie do limbo. Wtedy skończyła się wiara. Skończyło się gdybanie, domysły i podejrzenia. Coś było po drugiej stronie. Ktoś cierpiał, kiedy Voldemort wdarł się do zaświatów. To był Fakt, a nie religijne obrazki i formuły.
- Źle - powtórzył z pewnym zastanowieniem. - Nie chodzi o to, czy źle. Inaczej. Obco i zimno. Jakby limbo wciąż i cały czas siedziało w środku. Jakby coś było poza kolejnością. Ale nie do końca o to chodzi; inni czują się gorzej i chcielibyśmy zrozumieć, czy w ogóle jest na to szansa. Reszta, która znalazła się w limbo, otrzymała szansę od kogoś, kogo tam znaleźli. To był ktoś bliski i teraz noszą w sobie ich wspomnienia. U mnie było nic. Stan pomiędzy, ktoś kto stał bardzo daleko, czekając, ale poza moim zasięgiem. Zamiast tego wyciągnęłaś swoje ręce do mnie ty, Arcykapłanko. Skoro osiągnęłaś ten sam efekt co znajdujące się w limbo dusze, to może cały proces mógłby się dla nas jaśniejszy.
@Eutierria