Przez moment, bardzo krótki z resztą i łatwy do przeoczenia, Atreus wyglądał jakby najbardziej z nich wszystkich nie chciał tutaj być. Mniej więcej w chwili, kiedy zorientował się, że Victorii powoli zaczyna drżeć warga, a oczy błyszczą w charakterystyczny sposób. Nawet słowa Laurenta - okropnie ugłaskane i sygnalizujące odwrotny efekt do zamierzonego, nie poruszyły go specjalnie, a przynajmniej nie tak, jak wizja płaczącej czarownicy.
Z na nowo gotującymi się planami Prewetta, można było sobie jakoś poradzić. Jeśli nie teraz, nie za parę minut, to przynajmniej w najbliższej przyszłości. Jasne było, że mówił do nich te puste, sztuczne słowa, tak niepasujące do niego, bo chciał zaledwie pozornie podporządkować się ich tyradzie. Tę taktykę Atreus znał aż za dobrze, bo przecież sam ją praktykował.
Płaczącej Victorii natomiast nie dało się odzobaczyć. Gdyby mógł, to pewnie odsunąłby się od niej nieznacznie, ale własne krzesło na całe szczęście uniemożliwiało mu ten jednoznaczny gest potępienia, na który przecież kobieta wcale nie zasługiwała. Nadmierne emocje jednak, zdawały się działać na aurora jak najlepszy eliksir odstraszający. Może dlatego, że widział je wszędzie i o wiele dokładniej, nawet jeśli próbowali się z nimi kryć za maskami. Lestrange co prawda była oklumentą, ale może ten właśnie dysonans - jej pusta aura i wilgotniejące od łez policzki, wytrącały go z równowagi jeszcze bardziej.
Zmarszczył brwi, próbując odsunąć na bok tę delikatną niechęć do całej sytuacji, bo zainteresowało go w sumie coś innego. Też stracić? Spojrzenie Atreusa przebiegło od Victorii do Laurenta, z jakimś takim zaciekawieniem, ale mimo tego że pytania same cisnęły się na usta, nie zadał ich.
- Nikt nikogo nie będzie tracić - powiedział dość ostrożnie. - Bo nikt nie zrobi nic głupiego, prawda? - spojrzał na kuzyna kontrolnie. - Nie wierzę, ze to mówię, ale wydaje mi się, że wszyscy potrzebujemy zrobić krok w tył i odetchnąć. Niektóre z twoich rewelacji, Laurencie, były trochę niepokojące, nie powiem że nie. Zakładam też, że spodziewałeś się po nas czegoś innego. Jestem pewien, że jeśli zastanowimy się nad tym wszystkim ze świeżą głową, to dojdziemy do jakiegoś porozumienia. Bo jasne jest, że coś trzeba z tym zrobić i Dante nie może sobie tak zwyczajnie robić co chce... - ton miał obrzydliwie wręcz ugodowy i absolutnie do niego nie pasujący, ale mimo próby załagodzenia nieco tych wszystkich emocji, nawet nie podjął jakiejś innej próby pocieszenia Victorii. Mógł głaskać po głowie Laurenta, oprócz tego były jakieś granice.
Z na nowo gotującymi się planami Prewetta, można było sobie jakoś poradzić. Jeśli nie teraz, nie za parę minut, to przynajmniej w najbliższej przyszłości. Jasne było, że mówił do nich te puste, sztuczne słowa, tak niepasujące do niego, bo chciał zaledwie pozornie podporządkować się ich tyradzie. Tę taktykę Atreus znał aż za dobrze, bo przecież sam ją praktykował.
Płaczącej Victorii natomiast nie dało się odzobaczyć. Gdyby mógł, to pewnie odsunąłby się od niej nieznacznie, ale własne krzesło na całe szczęście uniemożliwiało mu ten jednoznaczny gest potępienia, na który przecież kobieta wcale nie zasługiwała. Nadmierne emocje jednak, zdawały się działać na aurora jak najlepszy eliksir odstraszający. Może dlatego, że widział je wszędzie i o wiele dokładniej, nawet jeśli próbowali się z nimi kryć za maskami. Lestrange co prawda była oklumentą, ale może ten właśnie dysonans - jej pusta aura i wilgotniejące od łez policzki, wytrącały go z równowagi jeszcze bardziej.
Zmarszczył brwi, próbując odsunąć na bok tę delikatną niechęć do całej sytuacji, bo zainteresowało go w sumie coś innego. Też stracić? Spojrzenie Atreusa przebiegło od Victorii do Laurenta, z jakimś takim zaciekawieniem, ale mimo tego że pytania same cisnęły się na usta, nie zadał ich.
- Nikt nikogo nie będzie tracić - powiedział dość ostrożnie. - Bo nikt nie zrobi nic głupiego, prawda? - spojrzał na kuzyna kontrolnie. - Nie wierzę, ze to mówię, ale wydaje mi się, że wszyscy potrzebujemy zrobić krok w tył i odetchnąć. Niektóre z twoich rewelacji, Laurencie, były trochę niepokojące, nie powiem że nie. Zakładam też, że spodziewałeś się po nas czegoś innego. Jestem pewien, że jeśli zastanowimy się nad tym wszystkim ze świeżą głową, to dojdziemy do jakiegoś porozumienia. Bo jasne jest, że coś trzeba z tym zrobić i Dante nie może sobie tak zwyczajnie robić co chce... - ton miał obrzydliwie wręcz ugodowy i absolutnie do niego nie pasujący, ale mimo próby załagodzenia nieco tych wszystkich emocji, nawet nie podjął jakiejś innej próby pocieszenia Victorii. Mógł głaskać po głowie Laurenta, oprócz tego były jakieś granice.