31.01.2023, 00:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2023, 00:53 przez Patrick Steward.)
Patrick przystanął, obserwując jak Erik wyczarowywał magiczne orby. Zmrużył oczy, skupiając się na próbie odczytania aury. Może była to kwestia wprawy, a może tego, że Longbottomem targały silniejsze niż zazwyczaj emocje, ale po kilku sekundach, Steward odczytał je bez trudu: zirytowany i niespokojny a jednocześnie zamyślony i próbujący się opanować. Udał, że nie dostrzega zaskoczenia malującego się w jego oczach. Zamiast tego skupił uwagę na wyczarowanych przez detektywa świetlistych kulach. Zastanawiał się, czy nocą, na tle ognisk Beltaine, rzeczywiście spełnią swoją funkcję.
Wzruszył ramionami.
- Spokojnie. Wątpię by to wszystko jakoś szczególnie eskalowało – odpowiedział lżejszym tonem. – Tak, to było dość nieprzyjemne spotkanie, ale ostatecznie i tak został na nim wypracowany plan – zauważył. – A o tobie dobrze świadczy, że próbujesz wziąć na siebie odpowiedzialność za resztę brygadzistów. Wątpię by Rookwooda było stać na taki gest wobec mnie, Lucy czy jakiegokolwiek innego aurora.
Patrick uśmiechnął się krzywo, jakby bawiła go sama wizja Chestera stojącego po stronie kogokolwiek poza nim samym. I to nie tak, żeby przed spotkaniem na polanie jakoś szczególnie nie lubił Rookwooda. Nie ufał mu jako człowiekowi nigdy, bo nie dostrzegał jego aury, ale przyznawał mu czasem rację jako aurorowi.
- To służbista. Chociaż dopiero dzisiaj dotarło do mnie, jak bardzo chce rządzić i jak bardzo się do tego nie nadaje. Mam nadzieję, że Harper też to dostrzeże. Ostatecznie władza przecież nie sprowadza się do wydawania bezmyślnych rozkazów i opieprzania, gdy efekty będą inne niż chciał rozkazujący. – A przynajmniej nie powinna na tym polegać, jeśli chodziło o coś więcej niż władzę dla samej władzy.
Patrick nie mógł się zaangażować otwarcie w konflikt między brygadzistami a Rookwoodem. Jako Prawa Ręka Dumbledore’a, wolał nie wyrywać się na pierwszy plan. Raz, bo wolał pozostać w cieniu. Dwa, bo mógł nadejść taki dzień, gdy Lord Voldemort będzie posiadał zbyt wielkie wpływy w Ministerstwie Magii. A wtedy wszyscy Longbottomowie i Hardwick wylecą stamtąd z hukiem. Dobrze by wtedy było, by pozostał tam ktoś, kto nadal będzie zajmował się dbaniem o pokrzywdzonych, zamiast dbaniem o interesy czystokrwistych czarodziejów skupionych wokół jednego wariata z manią wielkości.
Popatrzył na Erika uważniej.
- Gdyby ci jeszcze kiedyś przyszło stanąć oko w oko z Rookwoodem, po prostu powiedz mu, że masz swoje metody i będziesz się ich trzymał. Zresztą, jak zrozumiałem, poczuł się upoważniony do dzielenia się z tobą swoimi mądrościami, tylko dlatego, że od biedy mógłby być twoim ojcem. – A wiek, gdy nie szły z nim w parze żadne szczególne osiągnięcia, nie był specjalnym wyznacznikiem posiadania racji. Przynajmniej nie w oczach Stewarda. – I tak, chociaż podczas spotkania udało się wypracować jakieś główne zasady działania, to wydaje mi się, że i tak nie okazało się tak owocne jak mogłoby. Pomyślałem sobie, że moglibyśmy się przejść we dwóch do kapłanki Kowenu. Może ona sama zauważyła coś niepokojącego, na co nikt z nas nie zwrócił uwagi – wyjaśnił, podając drugi powód, dla którego podszedł do Erika.
Pierwszy był dużo bardziej prozaiczny. Patrick chciał okazać mu wsparcie. Nie takie, które może okaże mu siostra lub kuzynki, a które będzie związane ze słusznym gniewem osoby publicznie obrażonej. Chodziło o to, które może okazać tylko ktoś, kto stał z boku; kto sam czasami dowodził i kto przez owo dowodzenie, musiał podejmować ciężkie decyzje i wiedział z jaką odpowiedzialnością się to wiązało.
- Wiem, że to banał, ale dobrze sobie poradziłeś. I jako lider brygadzistów, i podczas spięcia z Rookwoodem. Jeśli przyjdzie ci się tłumaczyć przed Bonesem, też sobie dobrze poradzisz - powiedział jeszcze, a potem skierowali się obaj w stronę kapłanki kowenu, która nadzorowała czarodziejów pracujących przy rozstawianiu stołów.
Patrick posłał jej przyjazne spojrzenie. Zresztą, o ile pamiętał, obydwaj z Erikiem, wcześniej się już z nią witali. Cierpliwie zaczekał aż znalazła dla nich chwilę.
- Chcieliśmy jeszcze zapytać, czy może nie wydarzyło się coś podczas przygotowań, co wzbudziło waszą uwagę? Albo coś niecodziennego? - zapytał, gdy zwróciła na nich uwagę. Zdawał sobie sprawę, że sami mogli coś przegapić, bo byli z zewnątrz a ona tkwiła w samym sercu przygotowań. - Ewentualnie coś, na co waszym zdaniem powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?
Wzruszył ramionami.
- Spokojnie. Wątpię by to wszystko jakoś szczególnie eskalowało – odpowiedział lżejszym tonem. – Tak, to było dość nieprzyjemne spotkanie, ale ostatecznie i tak został na nim wypracowany plan – zauważył. – A o tobie dobrze świadczy, że próbujesz wziąć na siebie odpowiedzialność za resztę brygadzistów. Wątpię by Rookwooda było stać na taki gest wobec mnie, Lucy czy jakiegokolwiek innego aurora.
Patrick uśmiechnął się krzywo, jakby bawiła go sama wizja Chestera stojącego po stronie kogokolwiek poza nim samym. I to nie tak, żeby przed spotkaniem na polanie jakoś szczególnie nie lubił Rookwooda. Nie ufał mu jako człowiekowi nigdy, bo nie dostrzegał jego aury, ale przyznawał mu czasem rację jako aurorowi.
- To służbista. Chociaż dopiero dzisiaj dotarło do mnie, jak bardzo chce rządzić i jak bardzo się do tego nie nadaje. Mam nadzieję, że Harper też to dostrzeże. Ostatecznie władza przecież nie sprowadza się do wydawania bezmyślnych rozkazów i opieprzania, gdy efekty będą inne niż chciał rozkazujący. – A przynajmniej nie powinna na tym polegać, jeśli chodziło o coś więcej niż władzę dla samej władzy.
Patrick nie mógł się zaangażować otwarcie w konflikt między brygadzistami a Rookwoodem. Jako Prawa Ręka Dumbledore’a, wolał nie wyrywać się na pierwszy plan. Raz, bo wolał pozostać w cieniu. Dwa, bo mógł nadejść taki dzień, gdy Lord Voldemort będzie posiadał zbyt wielkie wpływy w Ministerstwie Magii. A wtedy wszyscy Longbottomowie i Hardwick wylecą stamtąd z hukiem. Dobrze by wtedy było, by pozostał tam ktoś, kto nadal będzie zajmował się dbaniem o pokrzywdzonych, zamiast dbaniem o interesy czystokrwistych czarodziejów skupionych wokół jednego wariata z manią wielkości.
Popatrzył na Erika uważniej.
- Gdyby ci jeszcze kiedyś przyszło stanąć oko w oko z Rookwoodem, po prostu powiedz mu, że masz swoje metody i będziesz się ich trzymał. Zresztą, jak zrozumiałem, poczuł się upoważniony do dzielenia się z tobą swoimi mądrościami, tylko dlatego, że od biedy mógłby być twoim ojcem. – A wiek, gdy nie szły z nim w parze żadne szczególne osiągnięcia, nie był specjalnym wyznacznikiem posiadania racji. Przynajmniej nie w oczach Stewarda. – I tak, chociaż podczas spotkania udało się wypracować jakieś główne zasady działania, to wydaje mi się, że i tak nie okazało się tak owocne jak mogłoby. Pomyślałem sobie, że moglibyśmy się przejść we dwóch do kapłanki Kowenu. Może ona sama zauważyła coś niepokojącego, na co nikt z nas nie zwrócił uwagi – wyjaśnił, podając drugi powód, dla którego podszedł do Erika.
Pierwszy był dużo bardziej prozaiczny. Patrick chciał okazać mu wsparcie. Nie takie, które może okaże mu siostra lub kuzynki, a które będzie związane ze słusznym gniewem osoby publicznie obrażonej. Chodziło o to, które może okazać tylko ktoś, kto stał z boku; kto sam czasami dowodził i kto przez owo dowodzenie, musiał podejmować ciężkie decyzje i wiedział z jaką odpowiedzialnością się to wiązało.
- Wiem, że to banał, ale dobrze sobie poradziłeś. I jako lider brygadzistów, i podczas spięcia z Rookwoodem. Jeśli przyjdzie ci się tłumaczyć przed Bonesem, też sobie dobrze poradzisz - powiedział jeszcze, a potem skierowali się obaj w stronę kapłanki kowenu, która nadzorowała czarodziejów pracujących przy rozstawianiu stołów.
Patrick posłał jej przyjazne spojrzenie. Zresztą, o ile pamiętał, obydwaj z Erikiem, wcześniej się już z nią witali. Cierpliwie zaczekał aż znalazła dla nich chwilę.
- Chcieliśmy jeszcze zapytać, czy może nie wydarzyło się coś podczas przygotowań, co wzbudziło waszą uwagę? Albo coś niecodziennego? - zapytał, gdy zwróciła na nich uwagę. Zdawał sobie sprawę, że sami mogli coś przegapić, bo byli z zewnątrz a ona tkwiła w samym sercu przygotowań. - Ewentualnie coś, na co waszym zdaniem powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?
Rzut PO 1d100 - 70
Sukces!
- aurowidzenie na ErikaSukces!