Wyjątkowo nie mieli problemu z tym aby rozmawiać ze sobą w cywilizowany sposób. To było nowe w tej sytuacji, w której się znaleźli. Ostatnio bowiem każda ich konwersacja kończyła się mniejszą, lub większą kłótnią, tym razem tego unikali. Dlaczego więc mimo tego czuła, że to będzie ich gwóźdź do trumny, że prawda wcale ich nie wyzwoli, tylko jeszcze bardziej ich dobije? Nie miała pojęcia, ale wiedziała, że z tego też nie wyniknie niczego dobrego, czuła, że to może być ich koniec, chociaż przecież tego nie chciała.
- Tyle, że ja od samego początku właśnie tego chciałam, liczyłam na to, że nie będziesz robił tego, co powinieneś. - Pokrętne myślenie, ale właśnie tak było. Chciała przecież żeby pozwolił sobie zapomnieć o tych wszystkich problemach, chociaż na chwilę, mimo, że wiedziała, że nie przyniesie im to niczego dobrego. Nie zamierzała z tym walczyć, stawiać się temu, sama przecież pozwalała mu na wiele tylko i wyłącznie dlatego, że czuła, że tego potrzebuje. Tyle, że dla niej nigdy to nie było tylko chwilowe zatracanie się, o tym też wiedziała, miała tego świadomość, że nie potrafiła w to nie mieszać tych wszystkich uczuć, których nie umiała się pozbyć. Kochała go, jakże mogła myśleć, że tak prosto będzie jej z tego zrezygnować? Była naiwna, ślepa, a teraz zupełnie traciła grunt pod nogami.
To wszystko, co kiedyś mieli do niej wróciło, wystarczył tydzień, aby pojawiła się złudna nadzieja, że faktycznie wszystko się ułoży, że całkowicie do tego wrócą, chociaż przecież wspominał jej o tym, że nie było takiej możliwości. Już raz podjął taką decyzję, nic nie mogła z tym zrobić, to musiało się powtórzyć, bo Roise wydawał się być bardzo zdeterminowany, aby tak się stało. Zresztą też miał prawo do tego, aby sięgać po to, co nie do końca było właściwe, ten czas też nie był dla niego lekki. Robili to sobie nawzajem.
- Trzymałeś się ode mnie z daleka, samymi myślami nie mieszałeś między nami, ja nie potrafię tego zrobić, nie umiem, na tym polega różnica. - Wiedziała, że nie będzie się w stanie powstrzymać przed tym, aby się do niego zbliżyć, już nie. Nie było nawet takiej opcji. Przez te prawie dwa lata udało im się siebie unikać. Musiał nadejść taki moment, w którym w końcu znowu coś ich połączyło. Kiedy wyjaśnił jej, jak to wtedy wyglądało z jego strony, cóż, sporo się zmieniło. Jej narracja była dużo prostsza, zostawił ją, znudził się, i to by było na tyle. Teraz? Wszystko było dużo bardziej skomplikowane niż jej się mogło wydawać jeszcze kilka dni temu, nie sądziła, że szybko ułoży sobie to w głowie, to nie było możliwe.
- Dajesz mi więcej, niż dał mi ktokolwiek inny, jeśli to jest dla Ciebie chuj... - To co, no właściwie nic. Nie miała jakiejś zgrabnej riposty po którą mogła teraz sięgnąć. Zaciskała mocno dłonie o barierkę, o którą się opierała. Nie przeszkadzał jej chłodny wiatr, właściwie to w ogóle nie czuła tego zimna, bo ta rozmowa spowodowała, że krew w jej żyłach znowu zaczęła wrzeć. Wiedziała, że zbliżają się do momentu, w którym coś będzie musiało między nimi paść i spodziewała się, że nie będzie z tego powodu zadowolona.
- Niby co Twoim zdaniem sobie robię? - Dla niej to wszystko było jasne jak słońce, sięgała po wsparcie, które jej dawał, mimo, że nie musiała tego robić, robiła to zupełnie świadomie, wiedziała, do czego ich to doprowadzi, a i tak sobie na to pozwalała, bo kurewsko jej go brakowało. Chciała chociaż przez chwilę poczuć się, jak kiedyś, mimo, że nie powinna była tego robić.
Oczywiście, że patrzył na to z zupełnie przeciwnej strony, to też już ustalili, kiedy ona próbowała szukać jakichś pozytywów, on od razu kontrował tym swoim czarnowidztwem, to się nie zmieniło, nie sądziła, że kiedykolwiek się zmieni. Byli po dwóch skrajnie różnych stronach, nic nie mogli na to poradzić.
- Tak, oboje to zrobiliśmy, i co teraz? Co teraz Roise? - Miała świadomość, że nie dałoby się tego zrobić jednostronnie, razem w to weszli, dali sobie czas, dużo więcej czasu niż zakładali. To miał być dzień, dwa, a tkwili w tym nadal, żadne z nich nie chciało odejść, wręcz przeciwnie, chyba powoli zaczynali wracać do tego co mieli, zaczęli wspominać o tym, co zrobią w najbliższym czasie, wspólnie, chociaż to też nie powinno mieć miejsca.
- Nie potrafię odejść. Nie chcę odchodzić, nie poradzę sobie z tym. - Nie w tej chwili, nie w tym momencie, kiedy świat naprawdę udowadniał jej jakim był parszywym miejscem, czy była gotowa na kolejny cios? Nie, ale może powinna być, bo przecież akurat tego mogła się spodziewać, to było nieuniknione. Zresztą co by to dało, gdyby odeszła, a za chwilę wróciła do niego sprawdzić, czy nadal ją pamięta, z tym też nie była w stanie sobie poradzić. Ostatnio właściwie przytłaczało ją chyba wszystko, błądziła w coraz głębszym bagnie, z którego nie potrafiła się wydostać.
Nie chciała płakać, chociaż czuła, że znowu zaczyna pękać, wszystko było spowodowane bezsilnością, brakiem kontroli, nie miała wpływu na nic, co działo się aktualnie jej w życiu i nic nie mogła z tym zrobić, bo przecież próbowała i do czego ją to doprowadziło?