25.02.2025, 21:47 ✶
Jonathan zamilkł na chwilę, przyglądając się cicho czerwonej zawartości swojego kieliszka tylko po to by po chwili powrócić zmartwionym wzrokiem na chłodne spojrzenie jednego z najlepszych przyjaciół, jakich kiedykolwiek dane mu będzie posiadać. Nie był widmowidzem, a jednak mógłby przysiąc, że przed jego oczami zatańczyły wspomnienia i nie patrzył już na dorosłego mężczyznę pełnego determinacji, a młodego Krukona, którego przytulił pewnego dnia zmartwiony śmiercią w Hogwarcie.
Krukona o którego miał się przecież troszczyć. Krukona, którego zawsze puszczał przodem, gdy schodzili stromą ścieżką na błoniach, aby czujnie asekurować go z tyłu w w razie upadku. Krukona, o którym myślał, kiedy zgodził się na propozycję Brenny, nawet jeśli status krwi Shafiqa chronił go. A teraz ten głupi Krukon, który miał być bezpieczny od wszelkich zagrożeń, postanowił się pakować w sam ich środek, jakby zapomniał, że to była rola jego gryfońskiego zastępcy.
Westchnął cicho i skinął głową.
– Wygląda na to, że masz wszystko przemyślane mój przyjacielu – stwierdził cicho, posyłając mu nieco niemrawy uśmiech. – Co mam ci powiedzieć? Będę się martwić Tony, oczywiście, że wolałbym, abyś w ogóle nie ryzykował, ale nie zabronię ci przecież czynu godnego podziwu.
Dlatego mówię o tym Tobie, gdy tylko Twoje serce uspokoiło się po rozwiązaniu problemu francuskiego. Mówię, bez chwili zwłoki, bo jesteś jednym z moich najbardziej zaufanych przyjaciół.
Coś zakuło jego sumienie chociaż wiedział, że nie powinno. Przecież to nie było to samo. Anthony mógł spodziewać się, że Jonathan prędzej czy później zrobi coś głupiego, więc miało to sens, że mu o tym powiedział. A w drugą stronę? W drugą stronę, aż tak to nie działało, nawet jeśli Shafiq udowadniał mu, że było inaczej. Poza tym... Poza tym Zakon to było coś innego. To nie była jego organizacja. Musiał przestrzegać pewnych zasad, w ramach których, kiedy się ugiął i tak próbował włączyć Anthony'ego do działania. Zresztą od kiedy wyrzuty sumienia atakowały za próbę zapewnienia bliskim bezpieczeństwa?
Nagle podniósł się z leżaka, tak aby przewiesić nogi przez bok leżanki i pochylić się w stronę przyjaciela.
– Dziękuję, że mi o tym powiedziałes Tony to... Naprawde szczytny cel. Podziwiam cię. Nie wątpię, że osiągniesz wiele, jesteś madrzejszy niż większość naszego Ministerstwa razem wzięta. Proszę cię tylko, uważaj na siebie mój drogi. Przykro mi z powodów masek mój drogi, jestem przekonany że byłyby one zdecydowanie finezyjne niż te śmierciożerskie. – Uśmiechnął się. – Oczywiście możesz na mnie zawsze polegać. Pomogę jak tylko będę potrafił.
Krukona o którego miał się przecież troszczyć. Krukona, którego zawsze puszczał przodem, gdy schodzili stromą ścieżką na błoniach, aby czujnie asekurować go z tyłu w w razie upadku. Krukona, o którym myślał, kiedy zgodził się na propozycję Brenny, nawet jeśli status krwi Shafiqa chronił go. A teraz ten głupi Krukon, który miał być bezpieczny od wszelkich zagrożeń, postanowił się pakować w sam ich środek, jakby zapomniał, że to była rola jego gryfońskiego zastępcy.
Westchnął cicho i skinął głową.
– Wygląda na to, że masz wszystko przemyślane mój przyjacielu – stwierdził cicho, posyłając mu nieco niemrawy uśmiech. – Co mam ci powiedzieć? Będę się martwić Tony, oczywiście, że wolałbym, abyś w ogóle nie ryzykował, ale nie zabronię ci przecież czynu godnego podziwu.
Dlatego mówię o tym Tobie, gdy tylko Twoje serce uspokoiło się po rozwiązaniu problemu francuskiego. Mówię, bez chwili zwłoki, bo jesteś jednym z moich najbardziej zaufanych przyjaciół.
Coś zakuło jego sumienie chociaż wiedział, że nie powinno. Przecież to nie było to samo. Anthony mógł spodziewać się, że Jonathan prędzej czy później zrobi coś głupiego, więc miało to sens, że mu o tym powiedział. A w drugą stronę? W drugą stronę, aż tak to nie działało, nawet jeśli Shafiq udowadniał mu, że było inaczej. Poza tym... Poza tym Zakon to było coś innego. To nie była jego organizacja. Musiał przestrzegać pewnych zasad, w ramach których, kiedy się ugiął i tak próbował włączyć Anthony'ego do działania. Zresztą od kiedy wyrzuty sumienia atakowały za próbę zapewnienia bliskim bezpieczeństwa?
Nagle podniósł się z leżaka, tak aby przewiesić nogi przez bok leżanki i pochylić się w stronę przyjaciela.
– Dziękuję, że mi o tym powiedziałes Tony to... Naprawde szczytny cel. Podziwiam cię. Nie wątpię, że osiągniesz wiele, jesteś madrzejszy niż większość naszego Ministerstwa razem wzięta. Proszę cię tylko, uważaj na siebie mój drogi. Przykro mi z powodów masek mój drogi, jestem przekonany że byłyby one zdecydowanie finezyjne niż te śmierciożerskie. – Uśmiechnął się. – Oczywiście możesz na mnie zawsze polegać. Pomogę jak tylko będę potrafił.