• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems

[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
26.02.2025, 00:56  ✶  

Yaxleyówna była przyzwyczajona do tego, że musiała pokazywać, gdzie jest jej miejsce i że nie zajmuje go bez przyczyny. Od najmłodszych lat starała się dorównać mężczyznom w swoim otoczeniu, chciała być zauważona, najlepsza, mimo swojej płci, bo przecież pannie nie wypadało zajmować się takimi rzeczami. Lubiła ucierać nosa, pokazywać, że to nie jest tylko i wyłącznie jej chwilowa zachcianka, a sposób na życie, droga, którą zamierzała podążać. To wcale nie było takie proste, jednak nauczyła się być cierpliwą, powoli dochodzić do celu, z czasem bez zastanowienia zaczęła sięgać po to, czego chciała. Nie znała granic, czy oporów. Nie, kiedy w końcu jej potencjał został dostrzeżony.

W szkole nie miała problemu z tym, aby wdawać się w bójki, szczególnie z tymi, którzy znęcali się nad słabszymi. Bardzo chętnie udowadniała im gdzie jest ich miejsce. Buntowała się przeciwko wszystkiemu i wszystkim, taki już miała sposób na życie. Pakowała się przez to w kłopoty, ale nigdy jej to jakoś szczególnie nie przeszkadzało, wiele razy musiała się tłumaczyć ze swojego nieokrzesanego zachowania, niczego jej to jednak nie nauczyło. Nadal to robiła, nie przejmowała się szczególnie tym, co sobie o niej pomyślą inni, bo po co właściwie miała to robić. Grunt, że ona znała swoje pobudki, że wiedziała czego chce, do czego zmierza. Czasem były to chwilowe zachcianki, ale kto ich nie miał? Zresztą to był najprostszy sposób, w jaki mogła wyładować swoje negatywne emocje, a te ostatnio chcąc nie chcąc się w niej kumulowały. Wtedy zupełnie przestawała nad sobą panować, wystarczyła mała iskra, jedno nieodpowiednio wypowiedziane słowo, czy spojrzenie, które jej się nie spodobało.

Przebywała w swoim życiu w różnych miejscach, z ludźmi o wątpliwej reputacji. Nigdy jej to nie hamowało. Blizny na jej ciele nie wzięły się znikąd, zbierała je niczym trofea, które przypominały jej o tych wszystkich sytuacjach. Nie bała się tego, że może sobie coś uszkodzić, wręcz przeciwnie, fizyczny ból przypominał jej o tym, że jeszcze żyła, że to nie była wyłącznie egzystencja.

Miała sporo szczęścia, że przyszła na świat akurat w rodzinie Yaxley, zapewne żadna, inna familia nie pozwoliłaby jej na takie wybryki, a w tym przypadku tatuś był przy okazji bardzo z niej dumny, co wcale nie było takie oczywiste wśród innych czystokrwistych. Ona wiedziała czym jest wsparcie i miłość rodzica. Nie, żeby szczególnie się tym chwaliła, chociaż gdy przychodziło co do czego nie miała problemu z tym, aby wcale tego nie ukrywać. Ostatnio sprawy nieco się skomplikowały z racji na wypadek jej ojca. Zaczęło mu trochę odpierdalać, ale nie zmieniło to stosunku Yaxleyówny do niego. Nadal uważała Gerarda za swój wzór do naśladowania, chociaż już nie był w stanie pokonać jej w praktycznie żadnym pojedynku, no chyba, że chodziło o to, kto wypije więcej księżycówki, tutaj nigdy nie potrafiła go dogonić.

Wdała się w tę bójkę, aby dać upust napięciu, które zaczęło ją wypełniać, może nie powinna była tego robić, ale przez te dwadzieścia dziewięć lat swojego życia jeszcze nie nauczyła się panować nad swoim temperamentem. Musiała się postawić, musiała zademonstrować swoje niezadowolenie. Zapewne wystarczyło po prostu to powiedzieć, ale to byłoby zbyt proste, czyż nie? Wolała sięgnąć po te mniej przyjemne metody.

Udało jej się umknąć przed złapaniem przez mężczyznę. Nie, żeby ją to zdziwiło, potrafiła się bardzo zgrabnie poruszać, jak przystało na pannę z dobrego domu, tyle, że w jej przypadku nie było to zasługą związaną z lekcjami tańca, a nauką szermierki, którą pobierała od najmłodszych lat.

Zareagowała jednak zbyt wolno i nie udało jej się wskoczyć mu na plecy, szkoda, nie zamierzała jednak pozwolić na to, aby to wybiło ja z rytmu, musiała walczyć dalej. Nie mogła pozwolić na to, żeby wygrał ten pojedynek, oczywiście nie chciała go przy tym szczególnie pokiereszować. Właściwie to nawet podobało jej się to, że w końcu znalazła kogoś obcego, z kim mogła się potłuc. Treningi z Erikiem, czy Brenną stały się dla niej codziennością, więc znała już ich metody walki, tutaj jej przeciwnik mógł ją czymś zaskoczyć, a lubiła ten dreszczyk niepewności.

Spróbowała go zablokować, chociaż wiedziała, że może jej się to nie udać zważając na to, że zdecydowanie był od niej cięższy, ale nie poddawała się tak łatwo. Przede wszystkim nie mogła dopuścić do tego, że znajdzie się na ziemi, to byłoby jej końcem, więc robiła wszystko, co mogła, aby tego uniknąć. Jeśli nie udało jej się zablokować próby odepchnięcia, to się nie poddawała, postanowiła skorzystać z jego ciężaru, jako podparcia, by nie dać sobie podciąć nóg, jeśli jednak wszystko poszło po jej myśli to kopnęła, a raczej spróbowała go kopnąć w prawe kolano.



AF ◉◉◉◉◉ zablokowanie lewym przedramieniem ciosu, by nie dać się przepchnąć
Rzut W 1d100 - 68
Sukces!

AF ◉◉◉◉◉ jeśli powyższe się nie udało, to próba podparcia się na ramionach mężczyzny i uskoczenie przed podcięciem nóg, jeśli się udało, to do próbuje kopnąć go w kolano swoim ciężkim butem
Rzut W 1d100 - 55
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2417), Benjy Fenwick (7013), Cornelius Lestrange (2164), Geraldine Greengrass-Yaxley (6198)




Wiadomości w tym wątku
[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 20.02.2025, 14:15
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 20.02.2025, 16:26
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.02.2025, 21:53
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.02.2025, 23:19
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 21.02.2025, 20:17
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 02:02
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.02.2025, 16:09
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 18:10
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.02.2025, 19:37
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 23:39
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.02.2025, 01:14
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 24.02.2025, 23:39
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.02.2025, 11:09
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 25.02.2025, 17:30
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.02.2025, 00:56
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 26.02.2025, 20:27
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.02.2025, 16:00
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 01.03.2025, 16:17
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 12.03.2025, 22:42
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.03.2025, 04:22
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.03.2025, 12:43
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 18.03.2025, 23:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa