Norka bardzo rzadko kiedy się denerwowała. Niewiele sytuacji było w stanie wyprowadzić ją z równowagi. Jednak kiedy jeden z jej najbliższych przyjaciół leżał tu przed nią teraz, w Mungu pokiereszowany to trochę przestawała nad sobą panować. Wynikało to ze zmartwienia, nie umiała zareagować inaczej, martwiła się o niego, o to, czy wszystko będzie w nim w porządku, a swoją troskę okazywała w ten nie do końca logiczny sposób.
- Czyś Ty kompletnie zwariował, nie jestem aż taka zdesperowana. - Ten komentarz to ją nawet trochę zabolał. Wiedziała, jaki Fergus miał stosunek do swojego ojca, nie wchodziła z nim też w żadne pogawędki, nawet te o niczym, bo czuła do niego ogromny żal za to, w jaki sposób traktował swojego syna i nie zamierzała się z nim spoufalać na żadnej płaszczyźnie. Na dzień dobry jedynie odpowiadała, żeby nie było, że jest niekulturalna, czy coś. Zresztą nie wiedziała nawet, czy ojciec Ollivandera wie o tym, że się przyjaźnią, nie sądziła, aby Fergus mu się zwierzał na temat swoich znajomych i przyjaciół.
- Już mnie tu nie czaruj Fergus...- Czas najwyższy chyba zmienić temat z pączków, na coś dużo bardziej istotnego. To nie jej wyroby były dzisiaj ważne, a stan zdrowia Olllivandera, nie dała mu o tym zapomnieć.
- Tak, Brenna do mnie napisała, że jesteś w szpitalu i że to nic poważnego i tyle, koniec kropka. - Dlatego też dosyć mocno się tym przejęła, w końcu nie miała zielonego pojęcia, co mu się przydarzyło. Cholera jasna, nawet jej nie wspominał o tym, że się gdzieś wybiera i że może mu się coś stać!
- Rozumiem, wybacz mi moje zdenerwowanie, ale się martwiłam po prostu. - Westchnęła ciężko i sięgnęła do kartonu z pączkami, który przyniosła poszkodowanemu. Nora jadła w momencie, w którym się stresowała, także więc zaczęła gryźć powoli pączka, aby się uspokoić. Nie chciała oskarżać Fergusa o to, że nic jej nie powiedział, no bo kiedy niby miał, po prostu bała się, że skończył gorzej. Wzięła wielkiego gryza, kiedy usłyszała kolejne słowa przyjaciela. Wytrzeszczyła oczy, spoglądała na niego uważnie, a kawałek pączka utknął jej w gardle Prawie umarłem Tego to się nie spodziewała usłyszeć. Odkaszlnęła głośno, aby pozbyć się pączka z gardła. Widać było, że jest przerażona. - JAK TO SIĘ STAŁO - Wróciła do pączka, aby nie przyszedł tu jakiś nieproszony gość.
- Fergusie Ollivander, masz mi się tu wyspowiadać w tej chwili, albo za siebie nie ręczę, co najważniejsze, nie masz żadnej drogi ucieczki. - Był przykuty do szpitalnego łóżka, więc nie miał szans uniknąć tej rozmowy. - Aż tylu Longbottomów? Weź przejdź do konkretów Ferg, nie rozumiem jak tak mówisz na okrętkę? - Zniszczył komuś życie, pracę? TYLKO KOMU do cholery jasnej, co w tym wszystkim robiły panny Longbottom. -Wyglądasz, jakby to było jakieś duże stworzenie, to, które Cię ugryzło, przecież ot tak byle pierdoły nie trafia się do tego miejsca.- Liczyła na to, że powie jej wprost całą historię, bo z każdą minutą rozumiała coraz mniej. - Nie będę prawić Ci kazań, tylko na Merlina, powiedz mi o co w tym wszystkim chodzi.