26.02.2025, 03:05 ✶
Nie byli dwójką Gryfonów wspólnie biegających po błoniach na każdej przerwie.
Nie byli dwójką Krukonów, ślęczącymi wspólnie nad książkami w spowitym błękitem pokoju wspólnym.
Nie byli też połówkami tej samej duszy, rozumiejącymi się niemal bez słów.
Byli dwójką uczniów, których los splótł ze sobą pętami przyjaźni tak mocno, że przetrwały one dorastanie, nieodwzajemnione zauroczenia, czy też oddzielenie granicami państw i obowiązkami w tychże państwach.
Krukon i Gryfon.
Dwójka jeźdźców.
Szef biura i jego zastępca.
Zagadkowy smok i golden retriever, który tego smoka lizał po uszach, których tamten nawet nie miał.
Nie potrzebował swojego daru, aby wiedzieć, że coś było nie tak. Wiedział też, że słowa przyjaciela nie były reakcja na coś co powiedział w tym momencie. Anthony przecież już tutaj przybył dziwnie chłodny wobec niego, a wypowiedziane przez niego słowa ewidentnie niosły za sobą oskarżenie.
Czemu? Był zły, że nie powiedział mu wcześniej o hrabim? A może... Nie...
– Tony – powiedział, nagle zdecydowanie poważniejszym tonem, niż chwilę wcześniej. Gwiazdoski uśmiech niespodziewanie zniknął z jego twarzy. – Co się stało przyjacielu?
Nie byli dwójką Krukonów, ślęczącymi wspólnie nad książkami w spowitym błękitem pokoju wspólnym.
Nie byli też połówkami tej samej duszy, rozumiejącymi się niemal bez słów.
Byli dwójką uczniów, których los splótł ze sobą pętami przyjaźni tak mocno, że przetrwały one dorastanie, nieodwzajemnione zauroczenia, czy też oddzielenie granicami państw i obowiązkami w tychże państwach.
Krukon i Gryfon.
Dwójka jeźdźców.
Szef biura i jego zastępca.
Zagadkowy smok i golden retriever, który tego smoka lizał po uszach, których tamten nawet nie miał.
Nie potrzebował swojego daru, aby wiedzieć, że coś było nie tak. Wiedział też, że słowa przyjaciela nie były reakcja na coś co powiedział w tym momencie. Anthony przecież już tutaj przybył dziwnie chłodny wobec niego, a wypowiedziane przez niego słowa ewidentnie niosły za sobą oskarżenie.
Czemu? Był zły, że nie powiedział mu wcześniej o hrabim? A może... Nie...
– Tony – powiedział, nagle zdecydowanie poważniejszym tonem, niż chwilę wcześniej. Gwiazdoski uśmiech niespodziewanie zniknął z jego twarzy. – Co się stało przyjacielu?