26.02.2025, 09:37 ✶
Biedna pani Bletchley: nie było szans, aby temat książki szybko się skończył, z tego prostego powodu, że Brenna po prostu kochała książki. Nie była może wielką wielbicielką romansów, nie dlatego, że miała coś przeciwko gatunkowi jako takiemu, a dlaczego, że często załamywała ręce nad głupotą bohaterek (nielada osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że pewna durnota była w jej rodzie wręcz dziedziczna), ale to nie oznaczało, że nie sięgała po nie nigdy. W dodatku szczególnie lubiła powieści historyczne, przynajmniej na tym etapie swojego życia, co mogło mieć coś wspólnego z tym, że była widmowidzem.
Gdy więc moment później zbiegła z powrotem na dół – po błyskawicznym pozbyciu się części brudu, z wciąż z mokrymi włosami po tym, jak wepchnęła je pod strumień wody (porządnie umyć miała zamiar je w domu), przebrana w zaoferowaną jej sukienkę, oczywiście, że natychmiast wróciła do książki.
– Czy arcyksiążę to ktoś bardzo ważny? To mugolska książka, prawda? To znaczy bo u nas nie ma książąt. Chociaż niektórzy bardzo by chcieli, żeby byli, ale dla mnie to strasznie głupie, to znaczy chodzi mi o takie dziedziczne tytuły, bo dlaczego ktoś ma być księciem i być ważny, tylko dlatego, że księciem jest jego dziadek? – paplała radośnie, z beztroską dzieciaka nie do końca jeszcze świadomego, że w gruncie rzeczy to w ich świecie działa to całkiem podobnie. Czysta krew. Brudna krew. Mieszana krew. Czy raczej kogoś, kto wiedział i uparcie ignorował to tak długo, jak tylko ignorować był w stanie. – Ludzie lubią chyba książki, jak jest ten, no, różny status społeczny. Raz znalazłam u mamy na półce taką książkę, ona jest biedna, a on bardzo bogaty, i chyba jest dobrym kandydatem na męża, bo stać go na kupowanie jej różnych naszyjników i kwiatków, i czekoladek, a ona jest dobrą kandydatką na żonę, bo jest bardzo ładna. Z tego mi wychodzi, że chyba byłabym dobrym mężem, bo lubię dawać ludziom czekoladki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.