26.02.2025, 11:31 ✶
– Zabrałam własne. Wystarczy kawałek podłogi.
Niemal się bez nich nie ruszała, a teraz wiedziała, że będą potrzebne. Nie przyszło jej do głowy, że Laurent pewnie takie posiada, chociaż powinno: w końcu widziała, jak wykorzystywał je, aby skomunikować się z duchami. Po prawdzie jednak za mało wiedziała o sztuce przywoływania duchów czy egzorcyzmów, aby mieć pewność, że te świece są identyczne.
Przejrzenie teraz części jej myśli pewnie nie było szczególnie trudne. Zastanawiała się, kto groził Laurentowi, co ten miał zamiar z tym zrobić, dlaczego nie złożył oficjalnego doniesienia. Ale mogła odpowiedzieć sobie przynajmniej na część pytań – zazwyczaj nie szedłeś do Ministerstwa, jeśli mu nie ufałeś, albo jeżeli się bałeś. A lęk mógł wynikać z wielu różnych przyczyn, choćby obawy, że jeśli wpadnie z tą kartką do BUMu, to ktoś faktycznie zginie: i nawet nie mogła go zachęcić, żeby postąpić inaczej, bo jeżeli ta groźba była poważna… to niby jak mieliby ochronić wszystkich, których Laurent kochał?
– Muszę spytać – mruknęła po chwili milczenia, już klęcząc na podłodze i rozstawiając świece. Robiła to tak często, że nie musiała nawet szczególnie się starać, żeby utworzyć równy krąg i zachować odpowiednie odstępy między świecami. – Czy ten list ma coś wspólnego ze śmierciożercami?
Skoro wiedział, kto go wysłał, to prawdopodobnie nie. Nie chciała uwierzyć, ze Laurent Prewett, nawet jeśli wywodził się z czystokrwistego rodu i trafił do Slytherinu, kryłby kogoś, kto ma powiązana ze śmierciożercami – pozwalając działać i… cóż, mordować. Zdawało się to mieć prędzej jakieś związki z interesami rodzinnymi, bo kasyna i wyścigi konne były przecież czymś, co często szło w parze z działaniami jeśli nie nielegalnymi, to przynajmniej dość niebezpiecznymi. Ale po tym ostatnim ataku, wywiadzie, nie wiedząc nic o ciemnym okresie w życiu Laurenta, nie mogła mieć pewności.
A jeśli chodziło o śmierciożerców, to… to niewtrącanie się bardziej niż on tego chciał miało być trudne, jeśli nie niemożliwe.
Uniosła na moment wzrok znad świec, spoglądając na Laurenta, zanim weszła do środka, z listem w dłoni – na razie tym, w którym zapisano pogróżkę - by w dymie spróbować poszukać odpowiedzi: jak wyglądał moment wysłania listu, i czy toczyły się nad nim jakieś rozmowy?
percepcja (rzucam z Z, bo dzień później ma PO, ale chyba tu jeszcze Z się liczy)
Moment wysłania listu Dante:
Próba podsłuchania jakiejś pogawędki
Niemal się bez nich nie ruszała, a teraz wiedziała, że będą potrzebne. Nie przyszło jej do głowy, że Laurent pewnie takie posiada, chociaż powinno: w końcu widziała, jak wykorzystywał je, aby skomunikować się z duchami. Po prawdzie jednak za mało wiedziała o sztuce przywoływania duchów czy egzorcyzmów, aby mieć pewność, że te świece są identyczne.
Przejrzenie teraz części jej myśli pewnie nie było szczególnie trudne. Zastanawiała się, kto groził Laurentowi, co ten miał zamiar z tym zrobić, dlaczego nie złożył oficjalnego doniesienia. Ale mogła odpowiedzieć sobie przynajmniej na część pytań – zazwyczaj nie szedłeś do Ministerstwa, jeśli mu nie ufałeś, albo jeżeli się bałeś. A lęk mógł wynikać z wielu różnych przyczyn, choćby obawy, że jeśli wpadnie z tą kartką do BUMu, to ktoś faktycznie zginie: i nawet nie mogła go zachęcić, żeby postąpić inaczej, bo jeżeli ta groźba była poważna… to niby jak mieliby ochronić wszystkich, których Laurent kochał?
– Muszę spytać – mruknęła po chwili milczenia, już klęcząc na podłodze i rozstawiając świece. Robiła to tak często, że nie musiała nawet szczególnie się starać, żeby utworzyć równy krąg i zachować odpowiednie odstępy między świecami. – Czy ten list ma coś wspólnego ze śmierciożercami?
Skoro wiedział, kto go wysłał, to prawdopodobnie nie. Nie chciała uwierzyć, ze Laurent Prewett, nawet jeśli wywodził się z czystokrwistego rodu i trafił do Slytherinu, kryłby kogoś, kto ma powiązana ze śmierciożercami – pozwalając działać i… cóż, mordować. Zdawało się to mieć prędzej jakieś związki z interesami rodzinnymi, bo kasyna i wyścigi konne były przecież czymś, co często szło w parze z działaniami jeśli nie nielegalnymi, to przynajmniej dość niebezpiecznymi. Ale po tym ostatnim ataku, wywiadzie, nie wiedząc nic o ciemnym okresie w życiu Laurenta, nie mogła mieć pewności.
A jeśli chodziło o śmierciożerców, to… to niewtrącanie się bardziej niż on tego chciał miało być trudne, jeśli nie niemożliwe.
Uniosła na moment wzrok znad świec, spoglądając na Laurenta, zanim weszła do środka, z listem w dłoni – na razie tym, w którym zapisano pogróżkę - by w dymie spróbować poszukać odpowiedzi: jak wyglądał moment wysłania listu, i czy toczyły się nad nim jakieś rozmowy?
percepcja (rzucam z Z, bo dzień później ma PO, ale chyba tu jeszcze Z się liczy)
Moment wysłania listu Dante:
Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!
Sukces!
Próba podsłuchania jakiejś pogawędki
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.