Zaczęło padać, ponownie. Deszcz jednak nie przynosił ukojenia, nie zmywał tego uczucia pustki, które się pojawiło, pogłębiał chłód, który ogarnął jej ciało. Wiedziała, że nic tu po niej, że nie powinna kontynuować tej rozmowy, bo nie miała ona żadnego sensu. Nic w ten sposób nie osiągnie, wszystko sobie wyjaśnili, chociaż, czy aby na pewno? Docierały do niej jego słowa. Słyszała je, chociaż nie do końca chciała je akceptować, tyle, że co innego jej pozostawało? Nic. Nie miało być już niczego.
Najwyraźniej miał to być koniec tej iluzji, którą tworzyli, koniec tego zawieszenia w którym tkwili. Wszystko miało zakończyć się tu i teraz, chociaż zupełnie nie zakładała tego, kiedy znalazła się w tym miejscu. Być może powinna to zrobić, bo przecież kiedyś musiało się to stać, nie znała dnia, ani godziny, ale ten moment najwyraźniej nadszedł. Czy jej się to podobało, czy nie, to właśnie się działo.
- Najwyraźniej nic nie ma sensu. - Do tego zmierzali. Co to za różnica, czy walczyli, czy nie walczyli, skoro do niczego ich to nie prowadziło. To bolało, ale nie dało się nie dostrzec, że właśnie tak było. Próbowała coś zdziałać, ale nie skończyło się to żadną zmianą, po co więc to robiła, skoro przynosiło to tylko i wyłącznie większy ból i cierpienie, dla niej i dla niego. Zdawała sobie z tego sprawę, chyba to faktycznie był moment, w którym powinna odpuścić, nie miała innego wyjścia. Od kilku dni przecież waliła głową w ścianę, której nie mogła ruszyć. Właściwie to trochę podziwiała Ambroisa za to samozaparcie, był w tym silniejszy od niej, ona zaczęła właśnie rezygnować, chociaż też była uparta, najwyraźniej nie tak bardzo jak on.
- Tak, to wszystko jest Twoją odpowiedzialnością, skoro tego chciałeś, niech tak będzie. - Ileż mogła próbować mu uświadomić, że to nigdy nie była tylko i wyłącznie jego odpowiedzialność? Nie dało się tego powtarzać co chwilę skoro chciał wziąć to na siebie, być czarnym charakterem w tej opowieści, niech mu będzie. Zaakceptowała to, chociaż podświadomie wiedziała, że jest zupełnie inaczej. Był to ich wspólny dramat, czy mówili o tym głośno, czy nie. Jedno i drugie było w tym przypadku ofiarą, tylko każde patrzyło na to ze swojej perspektywy. Od kilku dni miotali się w tym wszystkim, działali zupełnie nieświadomie, nie mieli żadnej kontroli nad tym, co się z nimi działo.
- Tak, nie możemy wrócić do tego co było, i nic na nas nie czeka, a to co jest teraz to iluzja. Rozumiem to wszystko. - Jej głos się załamywał, chociaż naprawdę próbowała go kontrolować, nie umiała jednak w tej chwili tego zrobić. Była rozżalona, nie chciała, żeby to skończyło się w ten sposób, nie dzisiaj, ale chyba przekroczyli granicę. Prawda ich do tego doprowadziła.
- Wobec tego akceptuję to co się z nami stało, akceptuję to, że znowu nie chciałeś walczyć, akceptuję to wszystko. - W końcu na niego spojrzała, bo się poddała. Mógł zobaczyć, że z nią wygrał. Nie miała zamiaru już niczego próbować. Straciła nadzieję, przyjęła rzeczywistość taką jaka faktycznie była. Nie miała siły na to, żeby nadal wmawiać sobie, że jeszcze mogą coś zmienić. To nigdy nie miało szansy zadziałać, nie kiedy ona była jedyną osobą, która chciała, żeby to się udało.
- Kurwa, niczego nie mogę zmienić, w tym tkwi największy problem. - Mógł jej mówić, że było inaczej, ale ona miała świadomość, jak to wyglądało z jej strony. Wiedziała co czuła, zdawała sobie sprawę, że nigdy się to nie zmieni. Musiała więc pogodzić się z tym, że będzie nieszczęśliwym, samotnym człowiekiem, dla którego nie było lepszego jutra. Już dawno temu dostrzegła to, że tylko i wyłącznie przy nim mogła być szczęśliwa, na dłuższą metę. Ich losy były ze sobą splecione, czy tego chcieli, czy nie. W tym przypadku wiązało się to z wieloletnim cierpieniem. Najwyraźniej nie miała innego wyjścia, jak to zaakceptować, pogodzić się z tym, że tak musiało być.
Nikt nie będzie w stanie pomóc jej poradzić sobie z tym poczuciem straty. To też już przerabiała. Byli ze sobą zbyt blisko, za bardzo jej na nim zależało. Nigdy nie uda jej się z tym pogodzić. Po raz kolejny czuła, jakby ktoś wyrywał jej część serca i duszy, ale powinna się na to przygotować, to nie był pierwszy raz. Ciekawe, czy zdarzy się kolejny, czy była szansa na to, że kiedyś się to zmieni, czy już zawsze będzie wybrakowana? Z tego, co ostatnio ustalili tak miało być do usranej śmierci. Będzie się to za nią ciągnęło przez całe życie, musiała się przyzwyczaić do tego uczucia pustki. Nie chciała tego, ale nie miała innego wyjścia. Decyzja została podjęta, może nie do końca przez nią, ale wypadało ją zaakceptować. Mogła próbować walczyć, ale wiedziała, że to nic nie da, nie miała żadnych, nawet najmniejszych szans na to, że osiągnie sukces, a nie chciała ciągle przegrywać. Lepiej było chyba zacząć oswajać się z myślą, że tak już będzie. Zaszyje się na trochę w swoim mieszkaniu, może znowu gdzieś zniknie, nie - tym razem nie mogła zniknąć, miała przecież tyle niedokończonych spraw, które czekały na to, aż w końcu się nimi zajmie. Musiała jakoś odnaleźć się w tej rzeczywistości bez niego, mając świadomość, że przecież gdzieś tam jest i ciągle ją kocha. Nie do końca potrafiła zrozumieć tę narrację, nie radziła sobie z tym, jak to wyglądało, ale to niczego nie zmieniało. Czas przywyknąć do tego, że tak właśnie miała wyglądać jej przyszłość.
Mogła mu powtarzać, że był dla niej wszystkim, że był najlepszym, co jej się przytrafiło, a on ciągle mówił o tym, że nie był wystarczający, że zasługiwała na kogoś lepszego. To była przepychanka, która nie miała najmniejszego sensu. Odbijali w siebie argumentami, które niczego nie przynosiły, niczego nie dawały.
- To nie minie. Uświadom sobie, że to nie minie, tak będzie zawsze. - Nie wierzyła w to, że kiedykolwiek się to zmieni, to za bardzo bolało. Mógł sobie myśleć co chciał, ale ona wiedziała swoje. Była skazana na wieczne potępienie. Mając świadomość, że tuż obok jest ktoś, na kimś najbardziej jej zależy, a u czyjego boku nie mogła być. To była ich osobista tragedia, pogodziła się z tym. Nie miała jednak złudzeń, wiedziała, że to nigdy nie minie, tylko każdego dnia będzie ją niszczyć jeszcze bardziej.
- To chyba koniec. - Wbiła w końcu wzrok w swoje buty, bo nie potrafiła teraz spojrzeć mu w twarz. Ktoś musiał to powiedzieć, padło na nią, zabawne, bo przecież robiła co mogła, aby do tego nie doszło, ale najwyraźniej to było nieuchronne. Musiało się wydarzyć. Zdawała sobie z tego sprawę od samego początku, a i tak udawała, że jest inaczej. Kierowała się mrzonkami, które okazały się nie mieć żadnego sensu. To był jej wybór, teraz wypadało się pogodzić z konsekwencjami, które musiały się pojawić, prędzej, czy później, właściwie to i tak udało im się wyrwać rzeczywistości ten tydzień, to dosyć długo, nie spodziewała się, że ten moment zawieszenia będzie tyle trwał. Liczyła na więcej, ale najwyraźniej to też nie było im pisane, powinna się teraz odwrócić na pięcie i stąd odejść, ale póki co utknęła w miejscu. Wydawało jej się, że jej ciało jest okropnie ociężałe i nie może się ruszyć.