27.02.2025, 01:27 ✶
Zbieranie informacji faktycznie mogło wydawać się robotą żmudną i prawie tak uciążliwą jak pisanie raportów, ale mimo wszystko Atreus wolał to pierwsze od tego drugiego. Powolne pozyskiwanie kolejnych fragmentów układanki, podążanie za rozwiniętą szpulką nici, dawało o wiele większą satysfakcje niż stawianie literek na rolkach pergaminu - tym bardziej że był prawie pewien, że nikt tego potem dokładnie nie czytał. A przynajmniej nie tych spraw nudnych i prostych.
Fascynujące to było, że faktycznie nikt z organizatorów całego kiermaszu nie mrugnął na osoby zajmujące się loterią. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że udało im się przemycić na teren imprezy czarnomagiczne przedmioty i opchnąć je uczestnikom? Ktoś na którym etapie popełni karygodny wręcz błąd, ale nawet jeśli nie powinien, to Atreus zwyczajnie cieszył się z tego potknięcia. Jakże mógłby nie? Gdyby nie ono, dalej ślęczałby za biurkiem, obwarowany Bardzo Ważnymi Dokumentami, które zasłaniały Lestrange widok i składając papierowe samolociki z głupimi liścikami. Znaczy, pisząc raporty.
Niekoniecznie spodziewał się doków. Może w jakiś sposób zawsze przyjmował, że wszelkie podejrzane sprawy prowadzić będą do Nokturna, tak samo jak i wszystkie drogi podobno prowadziły do Rzymu. Nie był pewien, czy była to najprawdziwsza prawda, ale na potrzeby porównania był w stanie w to całkowicie uwierzyć.
Tak naprawdę, to w jego głowie wszystkie drogi prowadziły do goblinów, ale skoro już jakiegoś złapał na Beltane, to miał nadzieję że przynajmniej ten etap mają w tym momencie za sobą.
Wziął od Victorii puzderko z maścią, rozglądając się mimowolnie dookoła, jakby oczekiwał ze te sławetne wiewióry im zaraz wyjdą zza rogu. Pokiwał głową, nabierając trochę specyfiku i rozsmarowując.
- Flintowie mają tutaj swoją knajpę, całkiem spoko miejsce. Ale wątpię, żeby to tam chowały się nasze wiewiórki. Chyba za spokojnie tam. Ale w takim razie wystarczy iść za pijackimi przyśpiewkami, jak się spodziewam - oddał jej pudełeczko i zwyczajnie zaczął iść w kierunku, który wydawał mu się najwłaściwszy.
Fascynujące to było, że faktycznie nikt z organizatorów całego kiermaszu nie mrugnął na osoby zajmujące się loterią. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że udało im się przemycić na teren imprezy czarnomagiczne przedmioty i opchnąć je uczestnikom? Ktoś na którym etapie popełni karygodny wręcz błąd, ale nawet jeśli nie powinien, to Atreus zwyczajnie cieszył się z tego potknięcia. Jakże mógłby nie? Gdyby nie ono, dalej ślęczałby za biurkiem, obwarowany Bardzo Ważnymi Dokumentami, które zasłaniały Lestrange widok i składając papierowe samolociki z głupimi liścikami. Znaczy, pisząc raporty.
Niekoniecznie spodziewał się doków. Może w jakiś sposób zawsze przyjmował, że wszelkie podejrzane sprawy prowadzić będą do Nokturna, tak samo jak i wszystkie drogi podobno prowadziły do Rzymu. Nie był pewien, czy była to najprawdziwsza prawda, ale na potrzeby porównania był w stanie w to całkowicie uwierzyć.
Tak naprawdę, to w jego głowie wszystkie drogi prowadziły do goblinów, ale skoro już jakiegoś złapał na Beltane, to miał nadzieję że przynajmniej ten etap mają w tym momencie za sobą.
Wziął od Victorii puzderko z maścią, rozglądając się mimowolnie dookoła, jakby oczekiwał ze te sławetne wiewióry im zaraz wyjdą zza rogu. Pokiwał głową, nabierając trochę specyfiku i rozsmarowując.
- Flintowie mają tutaj swoją knajpę, całkiem spoko miejsce. Ale wątpię, żeby to tam chowały się nasze wiewiórki. Chyba za spokojnie tam. Ale w takim razie wystarczy iść za pijackimi przyśpiewkami, jak się spodziewam - oddał jej pudełeczko i zwyczajnie zaczął iść w kierunku, który wydawał mu się najwłaściwszy.