27.02.2025, 05:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2025, 05:06 przez Asena Greyback.)
Fenris zdążył się nauczyć na jej przykładzie wielu rzeczy i kiedy jego syn ruszył podbijać szkolne mury Howartu, te gdzie brakowało nieustannego ojcowskiego nadzoru, zadbał o to by Maddox posiadał odpowiednią wiedzę. Nie dziwiła się temu ani trochę, wręcz ciesząc się że ta surowość przelewana była właśnie na niego, co odrobinę ujmowało ciężaru z jej barków. Kiedyś potrafiła się za te myśli biczować, jednak w pewnym momencie doszło do niej, że nie była męczenniczką. Była to osobliwa rewelacja, jakby najoczywistsza prawda nagle stanęła jej przed oczami, przypominając w swoim jestestwie doświadczenia niemal boskiej ekstazy. Może dlatego, że Fenris był trochę bogiem. Wyjętym z dziecięcych koszmarów, który karmił się ich niepewnościami i wątpliwościami. Był Wielkim Złym Wilkiem z opowieści, który dochodził do swego nie samą brutalnością, a sprytem i podchodząc kogoś w odpowiedni sposób. Coś tam w głowie brzęczało, że miał zbyt ostre pazury i szpiczaste zęby, ale były to jakieś przytłumione cywilizacyjnym postępem zwierzęce atawizmy. Z resztą, ktoś kto tak sprawnie poruszał się po Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach musiał być przecież chociaż odrobinę straszny.
Maddox musiał więc w szkole uważać, podczas gdy jego starsza siostra z zadziwiającą wprawą zjednywała sobie ludzi. Nie musiała szczerzyć do tego zębów w ostrzegawczym grymasie, bo jak się okazywało - równie wiele można było ugrać uśmiechem i to całkiem szczerym. Plakietka prefekta błyszczała na jej piersi dumnie, ale może jeszcze wtedy był to jakiś wielki plan czy jeszcze większy eksperyment. Czasem myślała sobie, że kiedy była taka ważna i odpowiedzialna w Hogwarcie, to wtedy właśnie była najwyżej. Miała przed sobą tyle otwartych drzwi, tyle marzeń i tyle pięknych perspektyw, które układały przed nią wspaniałe osiągnięcia w nauce i chęć wyrwania się z domu. Ale kiedy drzwi klatki zostały jednoznacznie otwarte, jak spłoszone zwierzę nie wiedziała co ze sobą zrobić. Niemal klasyczny przypadek, że sierściuchy trzymane od urodzenia w klatkach nie były w stanie sobie poradzić na wolności.
Uśmiechnęła się do brata krzywo, z jakimś takim niesmakiem. Spadnięcie tych parę schodków do jego poziomu, z Nokturnu do Podziemnych, wcale nie musiało być aż takie bolesne. Powinien się cieszyć że nie siedziała na stołku w ministerstwie, albo innej poważnej instytucji, bo tam to by w ogóle nie doskoczył.
- Nie zapomnij tylko urwać sobie po tym wszystkim łba, żeby dopełnić swojego magnum opus - syknęła przez zęby, w kontraście do jego krzyku.
Emocje wrzały. I w niej i w nim, ale nawet na moment nie pożałowała, że nie ugryzła się w język. Może zrobi to później, kiedy trzeba będzie wszystko posprzątać, ale pokornie przyznać się głupiemu kapeluszowi Tarpa, co tu się w ogóle stało. Szczepili się w ciasnym uścisku, jakby obydwoje nie pragnęli niczego innego tylko tego, by drugie nie zdołało im uciec, kiedy kości trzasnęły jękliwie, pobudzone do przemiany.
przemiana
Zwierzęce ślepia zogniskowały się z pełną świadomością na bracie i wtedy Sena ponownie na niego naparła. Tym razem brutalniej, ze zwierzęcą siłą, ale wciąż chcąc go docisnąć do pobliskiej ściany. Tak by wydusić mu w płuc powietrze i najlepiej zmusić do puszczenia lub chociaż poluzowania uchwytu.
puść mie
Maddox musiał więc w szkole uważać, podczas gdy jego starsza siostra z zadziwiającą wprawą zjednywała sobie ludzi. Nie musiała szczerzyć do tego zębów w ostrzegawczym grymasie, bo jak się okazywało - równie wiele można było ugrać uśmiechem i to całkiem szczerym. Plakietka prefekta błyszczała na jej piersi dumnie, ale może jeszcze wtedy był to jakiś wielki plan czy jeszcze większy eksperyment. Czasem myślała sobie, że kiedy była taka ważna i odpowiedzialna w Hogwarcie, to wtedy właśnie była najwyżej. Miała przed sobą tyle otwartych drzwi, tyle marzeń i tyle pięknych perspektyw, które układały przed nią wspaniałe osiągnięcia w nauce i chęć wyrwania się z domu. Ale kiedy drzwi klatki zostały jednoznacznie otwarte, jak spłoszone zwierzę nie wiedziała co ze sobą zrobić. Niemal klasyczny przypadek, że sierściuchy trzymane od urodzenia w klatkach nie były w stanie sobie poradzić na wolności.
Uśmiechnęła się do brata krzywo, z jakimś takim niesmakiem. Spadnięcie tych parę schodków do jego poziomu, z Nokturnu do Podziemnych, wcale nie musiało być aż takie bolesne. Powinien się cieszyć że nie siedziała na stołku w ministerstwie, albo innej poważnej instytucji, bo tam to by w ogóle nie doskoczył.
- Nie zapomnij tylko urwać sobie po tym wszystkim łba, żeby dopełnić swojego magnum opus - syknęła przez zęby, w kontraście do jego krzyku.
Emocje wrzały. I w niej i w nim, ale nawet na moment nie pożałowała, że nie ugryzła się w język. Może zrobi to później, kiedy trzeba będzie wszystko posprzątać, ale pokornie przyznać się głupiemu kapeluszowi Tarpa, co tu się w ogóle stało. Szczepili się w ciasnym uścisku, jakby obydwoje nie pragnęli niczego innego tylko tego, by drugie nie zdołało im uciec, kiedy kości trzasnęły jękliwie, pobudzone do przemiany.
przemiana
Rzut PO 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
Zwierzęce ślepia zogniskowały się z pełną świadomością na bracie i wtedy Sena ponownie na niego naparła. Tym razem brutalniej, ze zwierzęcą siłą, ale wciąż chcąc go docisnąć do pobliskiej ściany. Tak by wydusić mu w płuc powietrze i najlepiej zmusić do puszczenia lub chociaż poluzowania uchwytu.
puść mie
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!