27.02.2025, 07:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2025, 16:09 przez Millie Moody.)
Pytanie zdawało się podchwytliwe, ale w gruncie rzeczy łatwiej było jej zabrać od niego serwetki, niż je pozostawić. Czasem ciężko się jej o tym pamiętało, ale Ci którzy ją kochali mieli do niej ogrom cierpliwości. No dobrze, może nie wszyscy. Może czyściuchowe snoby obrażały się, że była w śpiączce i miała gorszy czas. Ale z drugiej strony co mogła wiedzieć o Flintym poza faktem, że świetnie całuje? Czy brak zazdrości u Thomasa byłby rzeczywiście zdrowy? Czy Basilius nie zareagowałby bardzo dziwnie, gdyby wiedział, że czasem obczaja jego tyłek? Była poirytowana. Na siebie, na tę sytuację, na Jonathana, że tak łatwo wyciągnął z niej całą litanię. Zabrała mu wszystkie serwetki i zmięła je bezceremonialnie po czym od razu sięgnęła po karty - jej osobistą tarczę.
Ostatecznie Jonathan nie załapał się na tarota po plaży.
Nim cokolwiek powiedział zaczęła tasować, a na jej twarz powrócił lekko kpiący uśmiech.
– Słuchaj cyganka prawdę Ci powie. Ja nie będę kart pytać o to co mam robić, bo już je pytałam. Jebną fochem, jak drugi raz to zrobię, skoro za pierwszym razem powiedziały, że mam ogarnąć dupę i skupić się na pracy. – Ilość wielkich arkanów trochę zatrważała w tamtym rozkładzie, ale nie było to wcale aż tak istotne. Chyba najbardziej cieszyło ją to, że nie pojawiała się tam VI kielichów, która dla Millie była reprezentacją jej najbliższej więzi, tej z bratem.
Wyszeptała kilka słów w sterane życiem kartoniki, prezent jeszcze od Papcia Morfiny, który próbował nastolatce jakoś pomóc w przymusowym leżeniu po złamaniu nogi.
– Nie ma nic lepszego na problemy sercowe, niż porady kartowe. Serio. Nie istnieje lepszy reality check. – Jak gwałtownie zaczęła, tak gwałtownie zakończyła, przełożyła mamrocząc coś do siebie i trzymając mocno talię, dopiero teraz wolną ręką odgarnęła zastawę, aby mieć miejsce dla "prawdy".
Widok obrazków przywołał na jej twarzy bardzo zaniepokojony wyraz. Ściągnięte brwi zmartwienia, może trochę niedowierzania. Nie trzeba było być geniuszem wróżbiarstwa, żeby ogarniać, że górujący nad układem diabeł i leżący opodal niego martwy mężczyzna przebity dziesięcioma mieczami to nie jest najlepsza wróżba.
– Słuchaj, ok, masz przejebane. Jeżeli jakkolwiek Cię to pocieszy... absolutnie tego nie widać na zewnątrz. – to powiedziawszy stuknęła w kartę odwróconej parki machającej rozłożystej tęczy. – Znaczy no trochę widać, ale nie że akurat to. Równie dobrze, mogłeś mi ściemniać, że jesteś zmęczony robotą i chuj, uwierzyłabym Ci bez problemu. Ale wracając do kart... Punktem wyjścia problemu jest to, że totalnie odciąłeś się od swoich emocji, z powodu niechęci do kontynuowania tej relacji. Jakby no... każda relacja wymaga wkładu, a ósemka denarów odwrócona mówi o tym, że jak zaczęły się problemy to zawinąłeś ogon pod siebie i udajesz, że to Cię nigdy nie obchodziło. – punktowała wskazując na mały krzyż - kobietę z mieczami i kującego złoto rzemieślnika. A potem pokręciła głową sapiąc w przytłoczeniu kolejnymi informacjami, które punkt po punkcie otwierały się w jej głowie.– Oczywiście są też większe zmartwienia, kloce jakieś takie... patrz tu mamy okładanie się pałami po głowie. To karta upartości, każdy ciągnie w swoją stronę, nikt nie chce odpuścić przekonany o własnej racji, ale karty nie rozstrzygają wiesz... kto ma racje. W przeszłości ten mag... to jakaś forma kłamstwa, oszustwa i nieszczerości. To przekonanie o tym, że wszystko jest zajebiście, że możecie wszystko, ale zbudowane na wątłych fundamentach. Teraz z kolei szarpiesz się z rzeczywistością – palec powędrował na diabła – Ale akurat odwrócenie tej karty to profit... kiedy diabeł się odwraca, oznacza, że problemy powoli odejdą. Że mgła opadnie, a Ty zobaczysz rozwiązanie, poczujesz się lepiej. Z resztą... ten tu trupek ma podobne przesłanie. Odbijesz się od dna, teraz jest najgorszy punkt a potem, jeśli nie zbraknie Ci cierpliwości, i... nie wiem... łagodności do siebie i tej laski, to może uda się jeśli nie wrócić do siebie, to chociaż załagodzić to napięcie, zacząć leczyć rany. I wiesz... – wzięła kartę typa, który kradł miecze – Hm... ten koleś to karta oszukiwania, może siebie kogoś innego. Ale jak jest odwrócony, to może pojawi się w Tobie ta możliwość, opcja, nie wiem... żeby przestać mącić i zacząć sobie wyjaśniać sprawy. Nie wiem czy wiesz, chyba nawet nie chcę wiedzieć o kogo chodzi. – przyszła jej do głowy Brenna, ale nie odważyła się tego powiedzieć głośno. – The point is, masz przejebane i ten konflikt w chuj Cię drenuje. Potrzeba czasu, szczerości i odpuszczenia wiesz ciągnięcia w swoją stronę. A wtedy... – wróciła oczami do kart, żeby sięgnąć za zasłonę i dostrzec omen przyszłości.
...było to jednak bardzo trudne. Mucha, jebana mucha, bzyczała jej cały czas za każdym razem gdy łapała choć odrobinę koncentracji. W końcu jednak przyszło zrozumienie. Mimowolnie parsknęła śmiechem.
– Sorka, to nie z Ciebie, słuchaj... ee... och słyszę ją... domową kłótnię. Ale to nie chodzi o tą sprawę. Jak ona się wyciszy, przyjdzie nowy problem, kolejne nieporozumienie. Sprzeczka w domu. – próbowała uśmiechnąć się pocieszająco. – Musimy kiedyś umówić się na chlanie bimbru a nie sączenie wińska publiczne. Mam poczucie, że nasze historie zasługują na wersję nieocenzurowaną.
Ostatecznie Jonathan nie załapał się na tarota po plaży.
Nim cokolwiek powiedział zaczęła tasować, a na jej twarz powrócił lekko kpiący uśmiech.
– Słuchaj cyganka prawdę Ci powie. Ja nie będę kart pytać o to co mam robić, bo już je pytałam. Jebną fochem, jak drugi raz to zrobię, skoro za pierwszym razem powiedziały, że mam ogarnąć dupę i skupić się na pracy. – Ilość wielkich arkanów trochę zatrważała w tamtym rozkładzie, ale nie było to wcale aż tak istotne. Chyba najbardziej cieszyło ją to, że nie pojawiała się tam VI kielichów, która dla Millie była reprezentacją jej najbliższej więzi, tej z bratem.
Wyszeptała kilka słów w sterane życiem kartoniki, prezent jeszcze od Papcia Morfiny, który próbował nastolatce jakoś pomóc w przymusowym leżeniu po złamaniu nogi.
– Nie ma nic lepszego na problemy sercowe, niż porady kartowe. Serio. Nie istnieje lepszy reality check. – Jak gwałtownie zaczęła, tak gwałtownie zakończyła, przełożyła mamrocząc coś do siebie i trzymając mocno talię, dopiero teraz wolną ręką odgarnęła zastawę, aby mieć miejsce dla "prawdy".
Widok obrazków przywołał na jej twarzy bardzo zaniepokojony wyraz. Ściągnięte brwi zmartwienia, może trochę niedowierzania. Nie trzeba było być geniuszem wróżbiarstwa, żeby ogarniać, że górujący nad układem diabeł i leżący opodal niego martwy mężczyzna przebity dziesięcioma mieczami to nie jest najlepsza wróżba.
– Słuchaj, ok, masz przejebane. Jeżeli jakkolwiek Cię to pocieszy... absolutnie tego nie widać na zewnątrz. – to powiedziawszy stuknęła w kartę odwróconej parki machającej rozłożystej tęczy. – Znaczy no trochę widać, ale nie że akurat to. Równie dobrze, mogłeś mi ściemniać, że jesteś zmęczony robotą i chuj, uwierzyłabym Ci bez problemu. Ale wracając do kart... Punktem wyjścia problemu jest to, że totalnie odciąłeś się od swoich emocji, z powodu niechęci do kontynuowania tej relacji. Jakby no... każda relacja wymaga wkładu, a ósemka denarów odwrócona mówi o tym, że jak zaczęły się problemy to zawinąłeś ogon pod siebie i udajesz, że to Cię nigdy nie obchodziło. – punktowała wskazując na mały krzyż - kobietę z mieczami i kującego złoto rzemieślnika. A potem pokręciła głową sapiąc w przytłoczeniu kolejnymi informacjami, które punkt po punkcie otwierały się w jej głowie.– Oczywiście są też większe zmartwienia, kloce jakieś takie... patrz tu mamy okładanie się pałami po głowie. To karta upartości, każdy ciągnie w swoją stronę, nikt nie chce odpuścić przekonany o własnej racji, ale karty nie rozstrzygają wiesz... kto ma racje. W przeszłości ten mag... to jakaś forma kłamstwa, oszustwa i nieszczerości. To przekonanie o tym, że wszystko jest zajebiście, że możecie wszystko, ale zbudowane na wątłych fundamentach. Teraz z kolei szarpiesz się z rzeczywistością – palec powędrował na diabła – Ale akurat odwrócenie tej karty to profit... kiedy diabeł się odwraca, oznacza, że problemy powoli odejdą. Że mgła opadnie, a Ty zobaczysz rozwiązanie, poczujesz się lepiej. Z resztą... ten tu trupek ma podobne przesłanie. Odbijesz się od dna, teraz jest najgorszy punkt a potem, jeśli nie zbraknie Ci cierpliwości, i... nie wiem... łagodności do siebie i tej laski, to może uda się jeśli nie wrócić do siebie, to chociaż załagodzić to napięcie, zacząć leczyć rany. I wiesz... – wzięła kartę typa, który kradł miecze – Hm... ten koleś to karta oszukiwania, może siebie kogoś innego. Ale jak jest odwrócony, to może pojawi się w Tobie ta możliwość, opcja, nie wiem... żeby przestać mącić i zacząć sobie wyjaśniać sprawy. Nie wiem czy wiesz, chyba nawet nie chcę wiedzieć o kogo chodzi. – przyszła jej do głowy Brenna, ale nie odważyła się tego powiedzieć głośno. – The point is, masz przejebane i ten konflikt w chuj Cię drenuje. Potrzeba czasu, szczerości i odpuszczenia wiesz ciągnięcia w swoją stronę. A wtedy... – wróciła oczami do kart, żeby sięgnąć za zasłonę i dostrzec omen przyszłości.
Rzut Symbol 1d258 - 141
Mucha (zadrażnienia w domu)
Mucha (zadrażnienia w domu)
...było to jednak bardzo trudne. Mucha, jebana mucha, bzyczała jej cały czas za każdym razem gdy łapała choć odrobinę koncentracji. W końcu jednak przyszło zrozumienie. Mimowolnie parsknęła śmiechem.
– Sorka, to nie z Ciebie, słuchaj... ee... och słyszę ją... domową kłótnię. Ale to nie chodzi o tą sprawę. Jak ona się wyciszy, przyjdzie nowy problem, kolejne nieporozumienie. Sprzeczka w domu. – próbowała uśmiechnąć się pocieszająco. – Musimy kiedyś umówić się na chlanie bimbru a nie sączenie wińska publiczne. Mam poczucie, że nasze historie zasługują na wersję nieocenzurowaną.
taroty