31.01.2023, 12:20 ✶
- Skoro tak ci na tym zależy – westchnął Darcy z ubolewaniem. To znaczy, gdyby panna Figg faktycznie stanęła przed nim w takim stanie, prawdopodobnie byłby przerażony i zakładał, że ktoś dodał jej do jedzenia amortencji albo jakiegoś eliksiru powodującego szaleństwo.
Ale istniała duża szansa, że zanim by uciekł i zgłosił sprawę najbliższemu Brygadziście, zrobiłby jej zdjęcie.
Niemniej jeżeli Daisy tak bardzo jej nie lubiła, Darcy musiał być solidarny. Nawet jeżeli przychodziły mu do głowy różne sposoby na potencjalną współpracę między tą kawiarnią, co serwowała takie pyszności, jakie Daisy mu ostatnio przysłała, a księgarnią.
Gdyby siostra zrobiłaby mu zdjęcie z symbolem płodności w ręku, zapewne nawet tak bezkrytyczny brat jak Lockhart, trochę by się oburzył. Trochę bardzo. Na szczęście dziewczyna pozwoliła mu zachować jego godność i zadowoliła się fotografią Aarona i jego wspaniałych dzieł. Darcy, kiedy już znalazł się odpowiednio daleko od wszystkich gorszących rzeźb, zwolnił nieco kroku, by dać siostrze czas na dogonienie.
- No jak to co? Nakarmią za darmo – powiedział takim tonem, jakby to było oczywiste. – Ale przy odrobinie szczęścia wybuchnie jakiś skandal towarzyski, ktoś ogłosi zaręczyny albo zakrztusi się wykałaczką i umrze za stołem – wyliczył Darcy, odginając kolejne palce. Każda z tych ewentualności byłaby doskonałym tematem do artykułu, a gdyby on był akurat na miejscu zdarzenia, miałby forty wobec innych pismaków, tylko czekających na podkradnięcie mu tematu!
Oczywiście, młodzieniec zaraz przestał rozważać takie tematy i skupił się całkowicie na uśmiechaniu się do kapłanki i tworzeniu czarującego wrażenia.
– Myślę, że będzie to podobne Beltaine do wydarzeń z poprzednich lat – powiedziała kapłanka, na którą natknęli. Okazała się dość młoda i w dodatku jasnowłosa, co dodało Darcyemu motywacji do jeszcze szerszych i milszych uśmiechów. – Spodziewamy się znacznie większej ilości gości i czekają na nich liczne atrakcje, zarówno urządzone przez sabat, jak i wystawców. Będą oczywiście plecenie wianków, wróżby…
– A jeżeli już o wróżbach – chodzą plotki, że podobno niektórzy jasnowidze doświadczają różnych wizji… – wtrącił Darcy, bo to zdawało się tematem, który bardziej zaintryguje czytelników niż „liczne atrakcje”. – Jak sądzicie, czy to może Matka pragnie ostrzec nas przed niebezpieczeństwem?
Kapłanka spojrzała na niego, nieco zbita z tropu.
– Jestem pewna, że Matka troszczy się o wszystkie swoje dzieci – odparła, a Lockhart aż jęknął w duchu z rozczarowania na ten slogan. Zerknął na Daisy, jakby chciał powiedzieć „albo wciśnij jej jakiś kit, albo chodźmy poszukać czegoś bardziej interesującego”…
Ale istniała duża szansa, że zanim by uciekł i zgłosił sprawę najbliższemu Brygadziście, zrobiłby jej zdjęcie.
Niemniej jeżeli Daisy tak bardzo jej nie lubiła, Darcy musiał być solidarny. Nawet jeżeli przychodziły mu do głowy różne sposoby na potencjalną współpracę między tą kawiarnią, co serwowała takie pyszności, jakie Daisy mu ostatnio przysłała, a księgarnią.
Gdyby siostra zrobiłaby mu zdjęcie z symbolem płodności w ręku, zapewne nawet tak bezkrytyczny brat jak Lockhart, trochę by się oburzył. Trochę bardzo. Na szczęście dziewczyna pozwoliła mu zachować jego godność i zadowoliła się fotografią Aarona i jego wspaniałych dzieł. Darcy, kiedy już znalazł się odpowiednio daleko od wszystkich gorszących rzeźb, zwolnił nieco kroku, by dać siostrze czas na dogonienie.
- No jak to co? Nakarmią za darmo – powiedział takim tonem, jakby to było oczywiste. – Ale przy odrobinie szczęścia wybuchnie jakiś skandal towarzyski, ktoś ogłosi zaręczyny albo zakrztusi się wykałaczką i umrze za stołem – wyliczył Darcy, odginając kolejne palce. Każda z tych ewentualności byłaby doskonałym tematem do artykułu, a gdyby on był akurat na miejscu zdarzenia, miałby forty wobec innych pismaków, tylko czekających na podkradnięcie mu tematu!
Oczywiście, młodzieniec zaraz przestał rozważać takie tematy i skupił się całkowicie na uśmiechaniu się do kapłanki i tworzeniu czarującego wrażenia.
– Myślę, że będzie to podobne Beltaine do wydarzeń z poprzednich lat – powiedziała kapłanka, na którą natknęli. Okazała się dość młoda i w dodatku jasnowłosa, co dodało Darcyemu motywacji do jeszcze szerszych i milszych uśmiechów. – Spodziewamy się znacznie większej ilości gości i czekają na nich liczne atrakcje, zarówno urządzone przez sabat, jak i wystawców. Będą oczywiście plecenie wianków, wróżby…
– A jeżeli już o wróżbach – chodzą plotki, że podobno niektórzy jasnowidze doświadczają różnych wizji… – wtrącił Darcy, bo to zdawało się tematem, który bardziej zaintryguje czytelników niż „liczne atrakcje”. – Jak sądzicie, czy to może Matka pragnie ostrzec nas przed niebezpieczeństwem?
Kapłanka spojrzała na niego, nieco zbita z tropu.
– Jestem pewna, że Matka troszczy się o wszystkie swoje dzieci – odparła, a Lockhart aż jęknął w duchu z rozczarowania na ten slogan. Zerknął na Daisy, jakby chciał powiedzieć „albo wciśnij jej jakiś kit, albo chodźmy poszukać czegoś bardziej interesującego”…