31.01.2023, 18:31 ✶
Tomasz, gdy tylko odczytał wiadomość, którą przyniósł mu orzeł Idy Moody, od razu wiedział, że musi jakoś pomóc. Wiedział, że śmierciożercom nie wiele potrzeba, by zaatakowali niewinną osobę i chciał ochronić jak najwięcej przed marnym losem. Wiedział, że czasami przybywali za późno, by zapobiec krzywdzie. Tak było i teraz, nie znikła jednak nadzieja na pomyślne zakończenie całej sprawy. A on chciał się jakoś przydać.
Jego wiedza o roślinności czy zdejmowaniu uroków była mierna, jeśli spojrzeć na nią nawet dość optymistycznym okiem, na wyprawie stałby się więc tylko zbędnym kołem, nie oznaczało to jednak, że nie istniało zadanie, którego mógł się podjąć. Był niezły w pojedynkowaniu się, nie tylko za pomocą magii, nadawał się więc idealnie do roli ochroniarza, na którą go wytypowano. Co prawda oznaczało to najpewniej spędzenie trochę czasu nad poszkodowaną i tyle, mogło jednak się zdarzyć, że ktoś postanowiłby jednak ich zaatakować. Musiał więc trzymać różdżkę w pogotowiu.
Przybył na miejsce jako drugi, nadal jednak był na czas. Zapukał do drzwi domu, w którym ukrywała się Arabella, otworzył zaś mu młody mężczyzna, zapewne będący jej synem.
- Twój partner z Zakonu już jest, czeka na górze - usłyszał, po tym, jak się przywitali. Skinął głową na znak, że rozumie i wspiął się po schodach, po czy odnalazł sypialnię, w której przebywał Peregrin wraz z panią Bulstrode.
- Dobry wieczór - powiedział, wchodząc do środka, po czym zmarszczył brwi w niepokoju, widząc obłożoną klątwą kobietę. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Widok czarnych rąk spowodował, że przeszedł go zimny dreszcz. Nie wyobrażał sobie, jak Arabella musiała cierpieć. Oraz jak cierpiał jej syn, musząc na to wszystko patrzeć. Odwrócił się w jego stronę, spojrzał na wyczerpaną i przygnębioną twarz, po czym spróbował się uśmiechnąć.
- Wiem, że ci, którzy szukają antidotum, dadzą z siebie wszystko, by jak najszybciej je zdobyć. My mamy gorszą pracę, bo musimy tylko cierpliwie czekać. Jednak nikt nie odpuści, dopóki nie uratujemy twojej matki - stwierdził, nie wiedząc, co ma innego jeszcze powiedzieć. Syn nieprzytomnej zaproponował, że przyniesie coś do picia, Thomas więc poprosił o kawę, która miała dziś go trzymać w czujności. Po chwili zaś zwrócił swoja całą uwagę na McGonagalla, znów unosząc kąciki ust w smutnym uśmiechu.
- Thomas - przedstawił się, wyciągając dłoń do uścisku.
Jego wiedza o roślinności czy zdejmowaniu uroków była mierna, jeśli spojrzeć na nią nawet dość optymistycznym okiem, na wyprawie stałby się więc tylko zbędnym kołem, nie oznaczało to jednak, że nie istniało zadanie, którego mógł się podjąć. Był niezły w pojedynkowaniu się, nie tylko za pomocą magii, nadawał się więc idealnie do roli ochroniarza, na którą go wytypowano. Co prawda oznaczało to najpewniej spędzenie trochę czasu nad poszkodowaną i tyle, mogło jednak się zdarzyć, że ktoś postanowiłby jednak ich zaatakować. Musiał więc trzymać różdżkę w pogotowiu.
Przybył na miejsce jako drugi, nadal jednak był na czas. Zapukał do drzwi domu, w którym ukrywała się Arabella, otworzył zaś mu młody mężczyzna, zapewne będący jej synem.
- Twój partner z Zakonu już jest, czeka na górze - usłyszał, po tym, jak się przywitali. Skinął głową na znak, że rozumie i wspiął się po schodach, po czy odnalazł sypialnię, w której przebywał Peregrin wraz z panią Bulstrode.
- Dobry wieczór - powiedział, wchodząc do środka, po czym zmarszczył brwi w niepokoju, widząc obłożoną klątwą kobietę. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Widok czarnych rąk spowodował, że przeszedł go zimny dreszcz. Nie wyobrażał sobie, jak Arabella musiała cierpieć. Oraz jak cierpiał jej syn, musząc na to wszystko patrzeć. Odwrócił się w jego stronę, spojrzał na wyczerpaną i przygnębioną twarz, po czym spróbował się uśmiechnąć.
- Wiem, że ci, którzy szukają antidotum, dadzą z siebie wszystko, by jak najszybciej je zdobyć. My mamy gorszą pracę, bo musimy tylko cierpliwie czekać. Jednak nikt nie odpuści, dopóki nie uratujemy twojej matki - stwierdził, nie wiedząc, co ma innego jeszcze powiedzieć. Syn nieprzytomnej zaproponował, że przyniesie coś do picia, Thomas więc poprosił o kawę, która miała dziś go trzymać w czujności. Po chwili zaś zwrócił swoja całą uwagę na McGonagalla, znów unosząc kąciki ust w smutnym uśmiechu.
- Thomas - przedstawił się, wyciągając dłoń do uścisku.