02.03.2025, 00:52 ✶
— Skoro tak twierdzisz — rzucił ugodowo, postanawiając nie drążyć sprawy. Oczywiście, wiedział, że Nora miała dobre serce i nie przeszłaby obojętnie wobec cierpienia innych ludzi. Obcych. Sąsiadów. Przyjaciół. Rodziny. Mimo to wydawało mu się, że poza Zakonem Feniksa te wszystkie doniesienia nie uderzałyby w nią tak mocno. Czy w niego. Podobno do wszystkiego można było się przyzwyczaić. Może do tego też? — Ale czy ostatni? Kto wie, komu co chodzi teraz jeszcze po głowie. Za miesiąc ktoś może wypuścić na Pokątną stado dzikich zwierząt, które stratuje stragany i przechodniów.
Pokiwał głową. Trudno było nie zauważyć, że działania Śmierciożerców jeszcze bardziej się zradykalizowały w minionych miesiącach. Jeszcze rok temu wszyscy bez wahania przypięliby im łatkę porywaczy i agresorów, ale czy ktokolwiek wziąłby pod uwagę napad na sabat?
— Dobrze wiedzieć, że chociaż wszyscy mamy podobne spostrzeżenia, co do metodyki ich działań — skomentował z krzywym uśmiechem.
Nawet jeśli jeszcze parę miesięcy temu potrafił sobie wyobrazić, co mogło popchnąć niektórych ludzi do zaakceptowania ideologii szerzonej przez Czarnego Pana, tak odkąd zobaczył pokłosie ataku na Polanę Ognisk, wiedział jedno: Śmierciożercy za bardzo się zapędzili. A może sam Voldemort poszedł o krok za daleko w swoich próbach zdobycia przewagi nad Ministerstwem Magii i innymi obrońcami magicznej społeczności. Nawet jeśli ogniska czy też Limbo mogły mu zapewnić jakąkolwiek przewagę, tak sporo stracił od strony medialnej, jak głupio by to nie brzmiało.
Dopóki faktycznie skupiał się na mugolach, mugolakach i innych ludzi, którzy łapali się jego zdaniem do kategorii ''odmieńców'' faktycznie mógł skupić na sobie uwagę czarodziejów i czarownic, którym nie w smak była brudna krew w ich środowisku. Ale teraz? Gdy w ciągu kilku godzin udowodnił, że bronienie czystej krwi jest dla niego równe z rozpętaniem chaosu, w którym tak wielu straciło zdrowie i życie? Czy został tam ktokolwiek przy zdrowych zmysłach, a może po prostu sami wariaci i desperaci?, pomyślał Erik, wzdychając ciężko.
— Chcesz, żeby cię odprowadzić? A może masz coś jeszcze do załatwienia dzisiaj na mieście? — spytał, obracając w dłoni papierosa. — Dzisiaj chyba i tak nie rozwiążemy tego... Dylematu z rekrutacją. — Wypuścił głośno powietrze z płuc. — A ciągłe dywagacje też chyba nie wpłynął na nas za dobrze. Już i tak mamy sporo na głowie.
Czy chociaż jeden dzień pracy na rzecz Zakonu Feniksa nie mógłby być spokojny i prosty?
Pokiwał głową. Trudno było nie zauważyć, że działania Śmierciożerców jeszcze bardziej się zradykalizowały w minionych miesiącach. Jeszcze rok temu wszyscy bez wahania przypięliby im łatkę porywaczy i agresorów, ale czy ktokolwiek wziąłby pod uwagę napad na sabat?
— Dobrze wiedzieć, że chociaż wszyscy mamy podobne spostrzeżenia, co do metodyki ich działań — skomentował z krzywym uśmiechem.
Nawet jeśli jeszcze parę miesięcy temu potrafił sobie wyobrazić, co mogło popchnąć niektórych ludzi do zaakceptowania ideologii szerzonej przez Czarnego Pana, tak odkąd zobaczył pokłosie ataku na Polanę Ognisk, wiedział jedno: Śmierciożercy za bardzo się zapędzili. A może sam Voldemort poszedł o krok za daleko w swoich próbach zdobycia przewagi nad Ministerstwem Magii i innymi obrońcami magicznej społeczności. Nawet jeśli ogniska czy też Limbo mogły mu zapewnić jakąkolwiek przewagę, tak sporo stracił od strony medialnej, jak głupio by to nie brzmiało.
Dopóki faktycznie skupiał się na mugolach, mugolakach i innych ludzi, którzy łapali się jego zdaniem do kategorii ''odmieńców'' faktycznie mógł skupić na sobie uwagę czarodziejów i czarownic, którym nie w smak była brudna krew w ich środowisku. Ale teraz? Gdy w ciągu kilku godzin udowodnił, że bronienie czystej krwi jest dla niego równe z rozpętaniem chaosu, w którym tak wielu straciło zdrowie i życie? Czy został tam ktokolwiek przy zdrowych zmysłach, a może po prostu sami wariaci i desperaci?, pomyślał Erik, wzdychając ciężko.
— Chcesz, żeby cię odprowadzić? A może masz coś jeszcze do załatwienia dzisiaj na mieście? — spytał, obracając w dłoni papierosa. — Dzisiaj chyba i tak nie rozwiążemy tego... Dylematu z rekrutacją. — Wypuścił głośno powietrze z płuc. — A ciągłe dywagacje też chyba nie wpłynął na nas za dobrze. Już i tak mamy sporo na głowie.
Czy chociaż jeden dzień pracy na rzecz Zakonu Feniksa nie mógłby być spokojny i prosty?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞