02.03.2025, 19:43 ✶
Wpatrywał się w ojca bez słowa. Gdy słowa przestały płynąć, wydawało mu się, że teraz już ostatecznie zamilkł, a żal i złość ściskające jego gardło nie pozwolą mu wydusić nawet dźwięku. Czekał na wyjaśnienia, lecz spojrzenie ojca dało mu nadzieję, że Richard być może tym razem weźmie pod uwagę jego słowa.
Parę długich chwil zajęło mu podjęcie decyzji, była jednak ona oczywista. Nie tylko podniósł się i usiadł obok taty, ale od razu przycisnął się do jego boku, a za moment nawet podniósł ramiona, by objąć nimi Richarda. Wcisnął twarz w jego rękaw, zapominając o dumie dorosłego. Przy Richardzie był przecież tylko dzieckiem, małym chłopcem, który potrzebował ojcowskiej troski. Przynajmniej wiedział już, że starszy Mulciber nie jest idealny.
- "Ważni" nie wystarczy. - Mruknął w końcu, wciskając czoło w materiał. - Mamy tylko ciebie, tato. - Przypomniał mu z goryczą wylewającą się z każdego słowa. - Wierzyłem, że z tobą nic mi się nie stanie, nawet jeśli popełniłem błąd. Ale ty... nic nie zrobiłeś. - Zarzucił mu, jednocześnie zaciskając palce na jego ubraniu. - Nic, co miałoby znaczenie, tato. Czekaj... Scarlett ci powiedziała? - Odsunął się, by spojrzeć na tatę, lecz tylko na moment, bo zaraz znów się przytulił, z większą mocą, jakby materiał ubrania ojca mógł zakryć jego wstyd. - Że chciałem... że skakałem? Że złapała mnie tamta... dziewczyna? - Wahał się, ze wstydem opowiadając o swojej przygodzie na klifie. Po czasie, ten dziwny nastrój i skok w morskie odmęty był niemądry, bo przecież wszystko ułożyło się w miarę dobrze, przynajmniej dla niego. - Tato, to było dawno. Nie powinna ci była mówić, nic mi nie grozi. Poza tym, nie mam wrogów, więc ten list nie mógł być o mnie. Może ktoś zazdrosny o umiejętności Leo? Ale nie o mnie. Nie wszystko, co złe, to ja.
Parę długich chwil zajęło mu podjęcie decyzji, była jednak ona oczywista. Nie tylko podniósł się i usiadł obok taty, ale od razu przycisnął się do jego boku, a za moment nawet podniósł ramiona, by objąć nimi Richarda. Wcisnął twarz w jego rękaw, zapominając o dumie dorosłego. Przy Richardzie był przecież tylko dzieckiem, małym chłopcem, który potrzebował ojcowskiej troski. Przynajmniej wiedział już, że starszy Mulciber nie jest idealny.
- "Ważni" nie wystarczy. - Mruknął w końcu, wciskając czoło w materiał. - Mamy tylko ciebie, tato. - Przypomniał mu z goryczą wylewającą się z każdego słowa. - Wierzyłem, że z tobą nic mi się nie stanie, nawet jeśli popełniłem błąd. Ale ty... nic nie zrobiłeś. - Zarzucił mu, jednocześnie zaciskając palce na jego ubraniu. - Nic, co miałoby znaczenie, tato. Czekaj... Scarlett ci powiedziała? - Odsunął się, by spojrzeć na tatę, lecz tylko na moment, bo zaraz znów się przytulił, z większą mocą, jakby materiał ubrania ojca mógł zakryć jego wstyd. - Że chciałem... że skakałem? Że złapała mnie tamta... dziewczyna? - Wahał się, ze wstydem opowiadając o swojej przygodzie na klifie. Po czasie, ten dziwny nastrój i skok w morskie odmęty był niemądry, bo przecież wszystko ułożyło się w miarę dobrze, przynajmniej dla niego. - Tato, to było dawno. Nie powinna ci była mówić, nic mi nie grozi. Poza tym, nie mam wrogów, więc ten list nie mógł być o mnie. Może ktoś zazdrosny o umiejętności Leo? Ale nie o mnie. Nie wszystko, co złe, to ja.