02.03.2025, 21:08 ✶
Phi! Godzić się z tą naturą... było rzeczą wręcz niemożliwą dla kogoś takiego jak ja. Jak mogłem ukochać bycie bestią?! To było bardziej niż obrzydliwe. Fakt faktem, że walka z nowym mną tylko wszystko pogarszała. Byliśmy niczym organizm i choroba go trawiąca. Im bardziej stawiałem opór, tym było gorzej, a ta... przyczepiła się i już nigdy nie miała odpuścić. To nie oznaczało jednak, że ja powinienem się poddać, bo coś nie zamierzało odpuścić. Brzmiało głupio, ale w mojej głowie takim nie było. To tak, jakbym miał zamiar przestać być łowcą i zacząć być bestią, bo tak, bo coś się zmieniło, więc ja też musiałem zmienić... priorytety? Najwyższy cel? I co? Mam iść i zabijać, bo taką mam potrzebę? Takie widzimisię, że wychlałbym całą wieś?!
Nie chciałem rozumieć fascynacji Victorii moim wampiryzmem. Obstawiałem, że to mogło mieć coś wspólnego z pasją, bo ja mogłem się jarać tak upolowanym zwierzem, ale... Nie chciałem tego rozumieć. Wampiryzm był okropny, fuj.
- Żadnych fizycznych dolegliwości - potwierdziłem, nie chcąc już szerzej chwalić się swoimi przemyśleniami na temat bycia żywym trupem. - Ale mogę wypić więcej i sprawdzić, czy to w jakiś sposób mi zaszkodzi...? - zaproponowałem, bo jak już się bawić, to na całego...?! A może to ta głupia nadzieja osoby, która z naukowcem nie miała za wiele wspólnego, więc łudziła się, że przedawkowanie mogło wiązać się z całkowitym pozbyciem się żądzy krwi???
Już mi pewnie oczy błyszczały na tę myśl, ale rozważniejsze podejście Victorii zdecydowanie ugasiło tę nadzieję, która jednak wciąż gdzieś się tam tliła. Miała całkowitą rację. Lepiej nie było sztucznie zagłuszać całkowicie głodu. Jednak potrzebowałem nauczyć się go kontrolować tak, jak to było w przypadku Sauriela. Ech, niestety, jak to było w przypadku Sauriela. Nie chciałem żeby był mi jakimś autorytetem, ale... najwyraźniej tak właśnie miało być. Niedobrze mi się z tym robiło, z tą świadomością, ale... wciąż uparcie nie zamierzałem patrzeć w jego stronę. Nie było go tu. Nie byłem żadnym problemem. Po prostu zostałem szczurem doświadczalnym. Tak też traktowała mnie Victoria, tak też powinienem się czuć i skupiać na progresie. W badaniach.
Nie mogłem nie ulegać jej władzy, skoro wwierciła we mnie swoje spojrzenie.
Brzmiało super, ale byłem wręcz pewien, że w praktyce nie będzie takie kolorowe.
- Byłoby świetnie - przyznałem jednak głośno, wciąż mając w sobie nieskończone zapasy wyrzutów sumienia, mimo że o taką reakcję z mojej strony wcześniej Victoria oczekiwała. Chciała zobaczyć potwora i potwora ujrzała, a jednak wciąż pamiętałem jak za wszelką cenę szukałem sposoby by spić z niej chociaż kroplę. To było takie... żałosne, prostackie i żałosne. Czym była kropla krwi? Nawet bym się nie rozsmakował. - Oddaję się w pełni w twoje eksperymenty, ale... na pewno nie zaakceptuję tego, czym się stałem. Zamierzam walczyć z ciągłym pragnieniem, więc jeśli eliksir mi w tym pomoże, to jestem jak najbardziej gotowy do kontynuacji - zadeklarowałem przez wpół zaciśnięte zęby. Jeśli będę mógł się kontrolować w pragnieniu krwi, z pewnością to też załagodzi moją nienawiść do siebie, moje wykluczenie ze społeczeństwa. Laurent mówił, że mógłbym działać nocą, udzielać się bardziej w tej porze dnia, ale nie mogłem tego robić, jeśli wciąż wracałem myślami do krwi. Teraz, co prawda, nie, ale teraz miałem w sobie eliksir. Pełną dawkę. Wolałbym ten stan utrzymać już na zawsze, ale... jak wszystko, tak też to potrzebowało czasu.
Nie chciałem rozumieć fascynacji Victorii moim wampiryzmem. Obstawiałem, że to mogło mieć coś wspólnego z pasją, bo ja mogłem się jarać tak upolowanym zwierzem, ale... Nie chciałem tego rozumieć. Wampiryzm był okropny, fuj.
- Żadnych fizycznych dolegliwości - potwierdziłem, nie chcąc już szerzej chwalić się swoimi przemyśleniami na temat bycia żywym trupem. - Ale mogę wypić więcej i sprawdzić, czy to w jakiś sposób mi zaszkodzi...? - zaproponowałem, bo jak już się bawić, to na całego...?! A może to ta głupia nadzieja osoby, która z naukowcem nie miała za wiele wspólnego, więc łudziła się, że przedawkowanie mogło wiązać się z całkowitym pozbyciem się żądzy krwi???
Już mi pewnie oczy błyszczały na tę myśl, ale rozważniejsze podejście Victorii zdecydowanie ugasiło tę nadzieję, która jednak wciąż gdzieś się tam tliła. Miała całkowitą rację. Lepiej nie było sztucznie zagłuszać całkowicie głodu. Jednak potrzebowałem nauczyć się go kontrolować tak, jak to było w przypadku Sauriela. Ech, niestety, jak to było w przypadku Sauriela. Nie chciałem żeby był mi jakimś autorytetem, ale... najwyraźniej tak właśnie miało być. Niedobrze mi się z tym robiło, z tą świadomością, ale... wciąż uparcie nie zamierzałem patrzeć w jego stronę. Nie było go tu. Nie byłem żadnym problemem. Po prostu zostałem szczurem doświadczalnym. Tak też traktowała mnie Victoria, tak też powinienem się czuć i skupiać na progresie. W badaniach.
Nie mogłem nie ulegać jej władzy, skoro wwierciła we mnie swoje spojrzenie.
Brzmiało super, ale byłem wręcz pewien, że w praktyce nie będzie takie kolorowe.
- Byłoby świetnie - przyznałem jednak głośno, wciąż mając w sobie nieskończone zapasy wyrzutów sumienia, mimo że o taką reakcję z mojej strony wcześniej Victoria oczekiwała. Chciała zobaczyć potwora i potwora ujrzała, a jednak wciąż pamiętałem jak za wszelką cenę szukałem sposoby by spić z niej chociaż kroplę. To było takie... żałosne, prostackie i żałosne. Czym była kropla krwi? Nawet bym się nie rozsmakował. - Oddaję się w pełni w twoje eksperymenty, ale... na pewno nie zaakceptuję tego, czym się stałem. Zamierzam walczyć z ciągłym pragnieniem, więc jeśli eliksir mi w tym pomoże, to jestem jak najbardziej gotowy do kontynuacji - zadeklarowałem przez wpół zaciśnięte zęby. Jeśli będę mógł się kontrolować w pragnieniu krwi, z pewnością to też załagodzi moją nienawiść do siebie, moje wykluczenie ze społeczeństwa. Laurent mówił, że mógłbym działać nocą, udzielać się bardziej w tej porze dnia, ale nie mogłem tego robić, jeśli wciąż wracałem myślami do krwi. Teraz, co prawda, nie, ale teraz miałem w sobie eliksir. Pełną dawkę. Wolałbym ten stan utrzymać już na zawsze, ale... jak wszystko, tak też to potrzebowało czasu.