- Nie można być świetnym we wszystkim. - Wzruszyła jedynie ramionami, zrzucając w ten sposób drobną warstwę śniegu, która znalazła się na jej płaszczu. Zdecydowanie chciała znaleźć się już w ciepłym pomieszczeniu, tam będą mogli się skupić na tym, w jaki sposób grał Elias i o co i czy właściwie było mu to do czegoś potrzebne. Miała świadomość tego, że jej brat lubił ten dreszcz adrenaliny, która pojawiał się wtedy, kiedy mógł przegrać większość swojego majątku, ale czy naprawdę, aż tego potrzebował do szczęścia?
- Jesteś pewien, że to życie rzuca Ci kłody pod nogi, a nie sam to sobie robisz? - Wszystko oczywiście zależało od punktu widzenia, ona zdecydowanie widziała ten problem inaczej, niż brat. Cóż, razem mogli dojść do jakichś szerszych wniosków, może zmieni to jego nastawienie do problemu, bo tak, uważała to już za problem, zresztą sam podrzucał jej kolejne argumenty. Zastanawiała się, jak często zdarza mu się przegrywać, nie sądziła bowiem, że wygrywanie jest jego domeną, bo nie wyglądał na kogoś, komu często przydarzałyby się dodatkowe zastrzyki gotówki. Właściwie nie widziała sensu w tej grze, ale ona miała zdecydowanie inne nastawienie do życia, dużo bardziej praktyczne.
- Może tak, nie ma sensu zadawać tego pytania, bo raczej nie byłbyś zadowolony z mojej odpowiedzi. - Po prostu nie podobało jej się to jego jedno zainteresowanie, nie aprobowała go, zresztą nie pierwszy raz o tym wspominała. To nie tak, że uważała całą resztę życia Eliasa za jakąś nieudaną, wręcz przeciwnie. Cieszyła się z tego, że brat podążał swoją własną ścieżką, nawet jeśli była ona zupełnie inna od tej, którą wybrała ona, czy ich rodzice. Najważniejsze, że był szczęśliwy i znalazł swoje miejsce na tym świecie.
Prudence w końcu dotarła do stolika, który dostrzegła w samym kącie sali. Zdjęła z siebie swój płaszcz i powiesiła go na krześle. Usiadła. Sięgnęła do kieszeni płaszcza po papierośnicę, położyła ją na stole. Rozejrzała się dopiero wtedy po pomieszczeniu, kiedy szła w stronę wolnego miejsca nie wsłuchiwała się jakoś specjalnie w rozmowy.
- Boją się, zresztą nie dziwię się, że się boją, kto wie, czego można się spodziewać. - Zaczęła odpływać myślami, znowu to robiła, nie umiała jednak zapanować nad tymi drobnymi epizodami. Wcale nie tak niedawno Grindewald próbował doprowadzić do czegoś podobnego, jego działania odbiły się sporym echem w czarodziejskim świecie, sądziła, że to może się powtórzyć i w tym przypadku, w końcu nigdy nie wiadomo do czego posunie się kolejny szaleniec. Mrugnęła dwa razy, po czym spojrzała na brata.
- Co jeśli się nie rozejdzie, jeśli to początek czegoś większego? Nie ma się co dziwić, że się boją nieznanego, to naturalny odruch. - Nie wydawało jej się, aby to zachowanie było w jakikolwiek sposób zaskakujące. Sama Prudence nie miała pojęcia, czego mogli się spodziewać i jak to całe orędzie wpłynie na ich świat. Jakieś zmiany musiały nadejść, nie mogli czuć się do końca bezpiecznie wiedząc, że ktoś chce przejąć władzę nad czarodziejskim światem, ktoś, kto traktował czystokrwistych jako elitę, tacy jak oni może nie byli też osobami, w które mierzyliby jako pierwsi, ale ich krew też była brudna, kto wie do czego postanowią się posunąć, póki co jednak nie zamierzała panikować. Zresztą co mogą jej zrobić, zabić? Nie bała się śmierci, czekała na to, aż w końcu nadejdzie, może wtedy w końcu zazna szczęścia.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control