Bardzo dobrze myślała z tym niepokojem. Z tym, jak zaprezentował się przed Louvainem. Choć niepokój kujący pod żebra pojawi się dopiero później. Kiedy już myśli towarzyszące całemu wydarzeniu przeminą, pewnie kiedy skończą przeglądać wszystkie te książki. O swoim stanie nie chciał z nikim rozmawiać, lecz małe postępy były - wziął sobie do serca słowa Victorii, a najbardziej jej zmartwienie, którego nie chciał jej przysposabiać. O tym, że jednak poprosi lekarza o to, by na niego zerknął - stało się. Niestety lekarstwa wcale nie było. Żadnego wspaniałego eliksiru, który magicznie pozbyłby się problemu. I chociaż przed Victorią rzeczywiście nie musiał się niczego wstydzić, to pozostawała zawsze myśl, że nie chciał być dla niej obciążeniem i dodatkową troską. Przecież miała ich wystarczająco wiele.
- Nie wiem, co się wydarzyło. Być może statek nie zatonął, tak mi się... wydawało. Że ten mężczyzna, którego wspomnienia widziałem, ratował tę walizkę. Nie widziałem jednak, jak statek idzie na dno, ale to... uczucie, jakie tam było, na to wskazywało. - Nie bardzo nawet wiedział, jak miał to przekazać, w końcu to było całkowicie niejasne. Jak jasno Woda mogłaby o czymś opowiedzieć? Jeśli tak tego doświadczali widmowidzowie to nic dziwnego, że wszystko wokół potrafiło być rozmemłane. Że nie byli w stanie czasem wyciągnąć konkretów z tego, co widzieli. I jednocześnie z jakiegoś powodu nikt nie chciał, żeby ten kufer uratowany został. Nikt oprócz tej jednej osoby.
Nie pokazywał po sobie niepokoju ani niepewności, chociaż ta się rzeczywiście pojawiła. Odczytywanie Louvaina było tak proste jak i szalenie skomplikowane - wypadał z przyjętych norm i wbijał się w swoją własną. Wiem, że nic nie wiem - i na temat tego człowieka i jego zachowania. Nawet mimo tego, że była to znajomość przeciągnięta ze szkolnych lat. I tak chciał zapewnić, że przecież nie przeszkadza, ale ta sławna zdolność read the room nie była mu obca. Wręcz przeciwnie - gdyby nie ona nie zaszedłby tak daleko. I gdyby nie zaufanie do niej pewnie jednocześnie skończyłyby o wiele lepiej, a nie będąc cieniem samego siebie.
- Miło było mieć możliwość spędzenia choć chwili w twoim towarzystwie, Louvainie. Życzę owocnego dnia. - Pozostawił Victorii negowanie plotek o tym, jakoby mieli tutaj prowadzić cokolwiek zbereźne działania. Zresztą sam był za bardzo skupiony na obrazie, który poza tym mógł ułożyć się w głowie tego Węża. Niekoniecznie przychodziły mu mądre pomysły do głowy.
- Ze wszystkich momentów akurat musiałem zasłabnąć przy twoim kuzynie. - Z zażenowania przykrył twarz dłonią, pozwalając sobie przez moment tak stać, darując sobie też ten firmowy uśmiech. - Ciężko to wyjaśnić. - Opuścił rękę, składając przedramiona pod klatką piersiową. - Słyszę wodę niemal zawsze, kiedy przy niej jestem. Czasem jest zła, czasem zadowolona, czasem opowiada o rybach i mewach, innym razem o marynarzach. Czasem woła mnie do siebie. Kiedy pojawiła się Perła Morza to wołanie było tak silne, że nie potrafiłem się oprzeć. - Właściwie nie bardzo na ten temat z kimkolwiek rozmawiał - ale z nią mógł. - To na Perle Morza zobaczyłem naszyjnik z pereł skradziony trytonom, który potem trafił na tamten statek. Ale tam ponoć wiele osób widziało dziwne rzeczy. - W końcu magia tam była iście szalona. Spoglądał na kwiat, który Victoria ostrożnie badała, ale zaraz przeniósł go na alejkę, to na szyby, na których nie było już pamiętnych śladów. - Wydawało mi się, że dostrzegałem tutaj ducha dziecka. - Dodał jeszcze i lekko się wzdrygnął. Skinął głową na jej propozycję i ruszył wolnym krokiem w stronę wyjścia. Pozwolił Victorii prowadzić. - Chcesz, żebym ci towarzyszył? Nie chcę się narzucać opiekunce Maida Vale.