03.03.2025, 21:42 ✶
Lubiła, gdy nigdzie się nie śpieszyli. Pochłonięci sobą nawzajem, ze słowami bądź bez słów - przesiąknięci sobą do krwi. W malutkim mieszkanku na horyzontalnej, gdzieś tam zgubieni - a może wręcz przeciwnie, może i tam odnalazł chociaż jeden z nich swoją małą cząstkę szczęścia. Ona w takich chwilach miała wrażenie, że właśnie tak było. Gdy prócz nich świat nie istniał, a oni sami, rozkładając się na parapecie, mogli chłonąć siebie nawzajem, oderwani od rzeczywistości, od ludzi, od problemów i zmartwień. Jakoby cały świat był niepotrzebny.
-Skoro jest niesamowite to nie mam prawa odmówić - rzuciła z głupim uśmiechem, by na kolejną uwagę roześmiać się dźwięcznie.
A właśnie może był?
Witam w Necronomiconie - rozbrzmiało uszach, jej wzrok poszybował po nowym miejscu, ostatecznie zatrzymując się na twarzy Malfoya, a zastany widok wywołał delikatny uśmiech. Chciałaby na moment się zatrzymać, wstrzymać zegary, wyciszyć świat, zgasić słońce i księżyc - aby móc w spokoju obserwować. Zapamiętać.
Przesunęła spojrzenie na otoczenie, zastanawiając się czy jej prośba nie została przypadkiem spełniona, gdy głęboka cisza z czułością głaskała jej receptory słuchowe.
Czuła na sobie wzrok, pozwoliła sobie nawet na próbę odnalezienie pary oczu, które jak była pewna, śledziły każdy ich krok. Czy był to duch?
Baldwin mówił, a Ona z żywą ciekawością obserwowała każdy detal nowego miejsca, czując się nieco nielegalnie, gdy zakłócali ciszę.
Człowiek, którego płuca i inne organy wypełniają - zerknęła w jego kierunku - pąki kwiatów
Ostatnie słowa jakoby ją zmroziły, jakoby krzyknęły przeraźliwie, mimo iż wypowiedziane były tak jak wszystkie pozostałe. Pochwyciła powietrze, jakoby na moment przepadła, zniknęła, cofnęła się z dzisiaj do wcześniej, a później straciła dech
Rwij ich pąki... Póki możesz, bo... - jak czysty był głos, który rozbrzmiał w jej uszach. I choć słowa wieszczki nie były dosłowne, a pozostawiły wiele niedopowiedzeń, tak teraz wygrywały w jej uszach i mogłaby przysiąc, że słyszy ją aż nazbyt wyraźnie by był to jedynie sen, iluzja, zjawa.
Poczuła ścisk, który wyrwał ją z myśli.
On nie zauważył, ale Ona tak. Zerknęła na ich dłonie, gdy Baldwin nieco mocniej zacisnął palce na jej ręku.
Lodowe tęczówki przesunęły się na jego lica. Dokąd idziesz, min kaejre? Dlaczego beze mnie?- delikatnie zmrużyła ślepia. Jak daleko mogły zawędrować jego myśli? Co zobaczył? Co poczuł? Dlaczego nie wyrzeknie chociażby słowa, po raz kolejny zganiając swoje myśli gdzieś na bok. A Ona, Ona chciała je znać. Chciała wiedzieć, posmakować.
Skinął głową wskazując im kierunek podróży, a Ona niewiele myśląc zaszła mu drogę, wyłapując spojrzenie błękitnych niczym bezchmurne niebo oczu.
-Nie śnij beze mnie - szepnęła. Uniosła się na palcach, aby delikatnie musnąć jego wargi, ostrożnie, jak gdyby chłopak miał się rozsypać, zniknąć, rozmyć niczym poranna rosa - pozostając jedynie czymś nierealnym, wyimaginowanym. Jej lica zaraz rozświetlił delikatny uśmiech, przechyliła głowę w bok.
-Wiesz, że ja patrzę, gdy myślisz, że nie widzę? - uniosła wolną dłoń, aby powoli, z czułością, zmierzwić jego włosy. Nieśpiesznie się odsunęła
-no chodźmy - i tak też delikatnie pociągnęła go w kierunku w którym sam ruszył, nim mu przeszkodziła.
Lustrowała nieznajome miejsce z ciekawością, zdecydowanie było to coś lepszego niż wystawa złota faraona czy czegoś tam. Grzecznie ruszyła w kierunku schodów, pokonując nieśpiesznie kolejne stopnie.
-Twoja siostra stryjeczna nie ma nic przeciwko, że mnie tu zabrałeś? - zapytała, zerkając w tył, aby pochwycić go spojrzeniem.
-Skoro jest niesamowite to nie mam prawa odmówić - rzuciła z głupim uśmiechem, by na kolejną uwagę roześmiać się dźwięcznie.
A właśnie może był?
~***~
Witam w Necronomiconie - rozbrzmiało uszach, jej wzrok poszybował po nowym miejscu, ostatecznie zatrzymując się na twarzy Malfoya, a zastany widok wywołał delikatny uśmiech. Chciałaby na moment się zatrzymać, wstrzymać zegary, wyciszyć świat, zgasić słońce i księżyc - aby móc w spokoju obserwować. Zapamiętać.
Przesunęła spojrzenie na otoczenie, zastanawiając się czy jej prośba nie została przypadkiem spełniona, gdy głęboka cisza z czułością głaskała jej receptory słuchowe.
Czuła na sobie wzrok, pozwoliła sobie nawet na próbę odnalezienie pary oczu, które jak była pewna, śledziły każdy ich krok. Czy był to duch?
Baldwin mówił, a Ona z żywą ciekawością obserwowała każdy detal nowego miejsca, czując się nieco nielegalnie, gdy zakłócali ciszę.
Człowiek, którego płuca i inne organy wypełniają - zerknęła w jego kierunku - pąki kwiatów
Ostatnie słowa jakoby ją zmroziły, jakoby krzyknęły przeraźliwie, mimo iż wypowiedziane były tak jak wszystkie pozostałe. Pochwyciła powietrze, jakoby na moment przepadła, zniknęła, cofnęła się z dzisiaj do wcześniej, a później straciła dech
Rwij ich pąki... Póki możesz, bo... - jak czysty był głos, który rozbrzmiał w jej uszach. I choć słowa wieszczki nie były dosłowne, a pozostawiły wiele niedopowiedzeń, tak teraz wygrywały w jej uszach i mogłaby przysiąc, że słyszy ją aż nazbyt wyraźnie by był to jedynie sen, iluzja, zjawa.
Poczuła ścisk, który wyrwał ją z myśli.
On nie zauważył, ale Ona tak. Zerknęła na ich dłonie, gdy Baldwin nieco mocniej zacisnął palce na jej ręku.
Lodowe tęczówki przesunęły się na jego lica. Dokąd idziesz, min kaejre? Dlaczego beze mnie?- delikatnie zmrużyła ślepia. Jak daleko mogły zawędrować jego myśli? Co zobaczył? Co poczuł? Dlaczego nie wyrzeknie chociażby słowa, po raz kolejny zganiając swoje myśli gdzieś na bok. A Ona, Ona chciała je znać. Chciała wiedzieć, posmakować.
Skinął głową wskazując im kierunek podróży, a Ona niewiele myśląc zaszła mu drogę, wyłapując spojrzenie błękitnych niczym bezchmurne niebo oczu.
-Nie śnij beze mnie - szepnęła. Uniosła się na palcach, aby delikatnie musnąć jego wargi, ostrożnie, jak gdyby chłopak miał się rozsypać, zniknąć, rozmyć niczym poranna rosa - pozostając jedynie czymś nierealnym, wyimaginowanym. Jej lica zaraz rozświetlił delikatny uśmiech, przechyliła głowę w bok.
-Wiesz, że ja patrzę, gdy myślisz, że nie widzę? - uniosła wolną dłoń, aby powoli, z czułością, zmierzwić jego włosy. Nieśpiesznie się odsunęła
-no chodźmy - i tak też delikatnie pociągnęła go w kierunku w którym sam ruszył, nim mu przeszkodziła.
Lustrowała nieznajome miejsce z ciekawością, zdecydowanie było to coś lepszego niż wystawa złota faraona czy czegoś tam. Grzecznie ruszyła w kierunku schodów, pokonując nieśpiesznie kolejne stopnie.
-Twoja siostra stryjeczna nie ma nic przeciwko, że mnie tu zabrałeś? - zapytała, zerkając w tył, aby pochwycić go spojrzeniem.