03.03.2025, 22:39 ✶
Spałem. Głośne trzaśnięcie drzwi wyrwało mnie ze snu. Przez chwilę rozglądałem się wokół, nie ogarniając, gdzie ani kiedy jestem. Właściwie nawet mnie to nie obchodziło, więc przewróciłem się na drugi bok i zagrzebałem głębiej w kołdrze. Trzaski trzaskami, ale ja spałem. Niech wyniosą Geraldine całe mieszkanie, potem kupi jej się nowe mebelki i przy okazji odświeży ściany w kuchni. Może machniemy kawowy brązik?
Sen wrócił szybko. Sen albo koszmar. Bardziej to drugie. Już zanurzałem się w kolejne bezlitosne obrazy, gdy z korytarza dobiegły kolejne hałasy – a właściwie słowa. Głośne, natrętne, wzywające mnie do salonu. GERALDINE.
Od razu przypomniał mi się ten sen, w którym zabiła Thorana, uznając go za potwora, a potem przyszła po mnie. Nie byłem pewien, czy po tych wszystkich snach byłem gotów spojrzeć jej w oczy, ale najwyraźniej nie miałem wyboru. Jeśli nie zwlokę się z łóżka, sama tu przyjdzie, a wtedy nie pozbędę się jej łatwo. Tak to działało w świecie Yaxleyów. A i tak wolałem ją niż naszego najstarszego brata albo Thorana. Thoran był najbardziej bezlitosny.
– CZEGO CHCESZ?! – warknąłem, podnosząc na chwilę głowę z poduszki.
Nie miałem siły bardziej oderwać się od łóżka. Było zbyt miękkie, zbyt kuszące. A ja mogłem się założyć, że kolejny sen nie będzie koszmarem. Po prostu nie mógł być. Będzie lepiej, będzie cudownie. WYŚPIĘ SIĘ. Jak wtedy, gdy zasypiałem, przytulony do Kimi. Potrzebowałem tego. Odpoczynku, oddechu. Tym razem nikogo nie zabiję i nikt nie zabije mnie. To będzie błoga podróż.
Mimowolnie opadłem głową na poduszkę, wpatrując się w sufit. Myślałem o eksperymencie Victorii, pierwszej próbie eliksiru na łaknienie krwi, ale obraz powoli rozmywał się przed moimi oczami, myśli się rozjeżdżały. Powieki znów ciążyły. Ostatni eliksir nadal działał. List. Wysłałem list do Victorii. Coś ode mnie chciała, ale miałem zamiar przeczytać jej wiadomość jeszcze raz... później. Teraz nie miałem na to siły. Miałem tylko jedną nadzieję – że odeśle mi chociaż jedną fiolkę eliksiru nasennego.
Wziąłem ostatnią resztkę eliksiru, jaką znalazłem w mieszkaniu. Nawet nie była to pełna dawka, ale jeszcze działała. Jeszcze działała. Powinienem to wykorzystać.
– Śpię – wymamrotałem jeszcze do Geraldine. Nie słyszała. Chyba że zdążyła zmaterializować się w drzwiach mojej sypialni.
Sen wrócił szybko. Sen albo koszmar. Bardziej to drugie. Już zanurzałem się w kolejne bezlitosne obrazy, gdy z korytarza dobiegły kolejne hałasy – a właściwie słowa. Głośne, natrętne, wzywające mnie do salonu. GERALDINE.
Od razu przypomniał mi się ten sen, w którym zabiła Thorana, uznając go za potwora, a potem przyszła po mnie. Nie byłem pewien, czy po tych wszystkich snach byłem gotów spojrzeć jej w oczy, ale najwyraźniej nie miałem wyboru. Jeśli nie zwlokę się z łóżka, sama tu przyjdzie, a wtedy nie pozbędę się jej łatwo. Tak to działało w świecie Yaxleyów. A i tak wolałem ją niż naszego najstarszego brata albo Thorana. Thoran był najbardziej bezlitosny.
– CZEGO CHCESZ?! – warknąłem, podnosząc na chwilę głowę z poduszki.
Nie miałem siły bardziej oderwać się od łóżka. Było zbyt miękkie, zbyt kuszące. A ja mogłem się założyć, że kolejny sen nie będzie koszmarem. Po prostu nie mógł być. Będzie lepiej, będzie cudownie. WYŚPIĘ SIĘ. Jak wtedy, gdy zasypiałem, przytulony do Kimi. Potrzebowałem tego. Odpoczynku, oddechu. Tym razem nikogo nie zabiję i nikt nie zabije mnie. To będzie błoga podróż.
Mimowolnie opadłem głową na poduszkę, wpatrując się w sufit. Myślałem o eksperymencie Victorii, pierwszej próbie eliksiru na łaknienie krwi, ale obraz powoli rozmywał się przed moimi oczami, myśli się rozjeżdżały. Powieki znów ciążyły. Ostatni eliksir nadal działał. List. Wysłałem list do Victorii. Coś ode mnie chciała, ale miałem zamiar przeczytać jej wiadomość jeszcze raz... później. Teraz nie miałem na to siły. Miałem tylko jedną nadzieję – że odeśle mi chociaż jedną fiolkę eliksiru nasennego.
Wziąłem ostatnią resztkę eliksiru, jaką znalazłem w mieszkaniu. Nawet nie była to pełna dawka, ale jeszcze działała. Jeszcze działała. Powinienem to wykorzystać.
– Śpię – wymamrotałem jeszcze do Geraldine. Nie słyszała. Chyba że zdążyła zmaterializować się w drzwiach mojej sypialni.