Nora westchnęła ciężko. Ona jeszcze nie wiedziała, czy istniał w ogóle powód do narażania się, w przeciwieństwie do ojca Fergusa ona martwiła się po prostu o to, czy nie stała się mu krzywda. Nie przyszła tu po to, aby oceniać jego wybory. - Nie uznałam, że się narażasz bez powodu. - Chciała to wyjaśnić, bo nie podobało się jej to, że została odebrana właśnie w ten sposób.
Nigdy w życiu nie wybrałaby rodziców przyjaciela, jako źródła informacji. Wiedziała, że patrzą na niego w inny sposób niż ona, co wcale jej się nie podobało. Dla niej Fergus był utalentowanym czarodziejem, który nadal szukał swojej drogi. Wiedziała, że jest nieszczęśliwy pracując przy rodzinnym biznesie i życzyła mu odwagi, aby zmienił swoją drogę, choć wiedziała, że nie będzie to wcale łatwe.
- Wiem, wiem, ale pamiętaj, może wyglądam na naiwną, ale wcale taka nie jestem. Nie lekceważ mnie. - Mógł próbować ją sobie owinąć wokół palca, mówić jej słodkie słówka, to i tak by nie spowodowało, że zapomniałaby w jakim celu się tutaj znalazła.
- Była to dość enigmatyczna informacja o tym, że jesteś w szpitalu, właściwie tylko tyle tam było, nie wiem, co napisała Twojemu ojcu, nie sądzę jednak, żeby było to coś innego.- Wiedziała, że ojciec Fergusa może podejść do tej rewelacji o tym, że znalazł się w szpitalu a bardzo specyficzny sposób i raczej nie było to podejście, z którego wynikałoby martwienie się o stan zdrowia syna. Norka dokończyła pączka, którym chwilę wcześniej się poczęstowała. Przyniósł jej oczekiwane uspokojenie, przetarła jeszcze dłonią twarz, żeby pozbyć się z niej lukru.
Przewróciła oczami, kiedy usłyszała jak Ollivander opowiada o tym, jak prawie umarł. Nie musiał jej tego wizualizować, zdecydowanie obeszłoby się bez tego. - Mi się bardzo ten fakt podoba, wyjątkowo to ja mam przewagę. - Normalnie mógłby się odwrócić na pięcie i odejść, tym razem jednak był przykuty do łóżka. Idealna sytuacja, aby wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji o tym wszystkim.
- Dobra, to teraz wszystko jasne. Po prostu próbowałeś tego, co chciałbyś robić. Rozumiem, wiadomo jak jest, nie umie się wszystkiego od razu i to chyba normalne, że czasem nie wychodzi. Szczególnie, że nie jesteś jakimś specjalistą w tej dziedzinie, bo dalej ciągle siedzisz w rodzinnym biznesie. - Panna Figg próbowała jakoś zrozumieć, dlaczego Fergus się tu znalazł i zaczęło jej się to rozjaśniać. Nie widziała nic złego w tym, że próbował zacząć robić to, co interesowało. - Grunt, że nic poważnego Ci się nie stało. - No, nic poważnego, czego skutki będzie odczuwał w dalszym życiu.
- Tak, oni tak mają, nigdy nie odmówią pomocy. Właściwie, jak się skończyła sprawa ze szkatułką, udało się ją otworzyć, naprawić, czy co właściwie chciałeś z nią zrobić? - Była ciekawa, jak zakończyła się sprawa.