Spis widoków żałosnych był długi - czarownica? Czarodziej? Jakie to miało znaczenie? Starożytność rozumiała to lepiej, a jakimś cudem zacofany świat zaczął robić kroki w tył i tak ze zrozumienia przeszliśmy do nienawiści. Od akceptacji i życia ramię w ramię do palenia czarownic na stosie i do dzielenia płci. Płacz. Nie było niczego żałosnego w płaczu. Sądzenie inaczej było zwyczajnie niesprawiedliwe, a jednak uczucie bardzo łatwo się rodziło, bo bardzo łatwo przychodził nam prosty osąd - płacz jest dla słabych. Dla tych, którzy nie potrafią utrzymać pionu. Dla tych, którzy nie potrafią wytrzymać presji. Victoria potrafiła wytrzymać jej całe mnóstwo, ale oto byli w punkcie, w którym pękła. Tama została przełamana i słona, święta woda potoczyła się po jej policzkach uzewnętrzniając cały strach, smutek i zagubienie. Nie płacz - to tak łatwo powiedzieć. Będzie dobrze - przecież powtarzał to zdanie jak mantrę. W różnych formach, w różnych sytuacjach, niby dla kogoś, ale w gruncie rzeczy dla siebie. Musiał wierzyć, że będzie dobrze, bo bez tej wiary ruiny Babilonu wydawałyby się tylko kupką gruzu. Nie chciał, żeby płakała. Sam nie chciał płakać, a to uczucie było zaraźliwe. Specyficzne ciepło wzbierało w ciele, więc musisz zamrugać, by powstrzymać łzy. Te dwa proste zdania jakoś nie opuściły jego ust. Zamiast tego spojrzał na Atreusa. Pustka drzemała w ich spojrzeniach, bo każdy chyba chciał przekonać drugiego, by coś zrobił. Jakby to było potrzebne. Jakby płacz był zabroniony - nie był wcale. Zapomniał już, jaką wstrzemięźliwością i brakiem czułości Atreus potrafił stawiać się w obliczu innych.
- Oczywiście. - Potwierdził od razu, kiedy padło to pytanie - być może było retoryczne. Być może nie oczekiwał odpowiedzi. Jeśli jednak jest potrzeba odpowiedzi, to czy pytanie na pewno retoryczne mogło być w swoim brzmieniu? Victoria tego teraz potrzebowała. Zapewnienia, że przecież tutaj nikogo nikt nie straci. Zresztą dlatego potrzebował ich pomocy - by ta udręka skończyła się szybciej, niż później. By nikogo nie stracić. Ach, chyba właśnie dlatego nie mógłby dzielić życia z kobietą. Nawet taką, jak Victoria, która jaźń miała silną i perspektywy jasno wyrysowane. To mogło być obrzydliwie ugodowe ze strony Atreusa, ale było dokładnie tym, czego się spodziewasz po mężczyźnie - statycznością. Pokręcił delikatnie głową. - W porządku, Atreusie. - Czy spodziewał się czegoś innego... nie wiedział, czego się spodziewać. - Wiem, że mogę na was liczyć. - Jeśli nie w ten sposób to w inny. Teraz żałował - ale już to zaczynał wartościować. Nie znosił gdybać, ale obecna sytuacja była rozpatrywaniem bardzo wielu "gdyby". Ponieważ teraz GDY coś się wydarzy - Victoria i Atreus będą wiedzieli. Był innym winien tę prawdę. Wstał ze swojego fotela i przeszedł do Victorii, żeby ją objąć i przytulić. Poruszanie się było senne, a irracjonalność sytuacji wybijała z rytmu. Spokój otoczenia, papierosy i alkohol z wonią kawy. Rześkość powietrza, ciepło promieni słońca na skórze i chłód ciężkości wydarzeń. - Nigdzie się nie wybieram, Victorio. - Powiedział cicho. Spoglądał ponad jej głową, głaszcząc ją powoli, na Atreusa.