Geraldine nie można było odmówić tego, że jeśli chodzi o temperament była idealnym odzwierciedleniem tego, co charakteryzowało ich rodzinę. Miała w sobie dzikość, którą ponoć odziedziczyli wraz z krwią olbrzymów. Nigdy nie zdołała tego utemperować, właściwie to nawet nie chciała. Nie lubiła walczyć z emocjami, dużo większą przyjemność sprawiało jej bezmyślne odreagowywanie. Nieraz wpakowała się przez to w kłopoty, jednak niczego jej to nie nauczyło.
Może niektóre z jej zachowań mogły wydawać się lekkomyślne, jednak Gerry zdecydowała się podążać pewną ścieżką, która była zgodna z jej sumieniem. Nie zamierzała z niej zbaczać, tylko dlatego, że mogło jej to przysporzyć jakichś nieprzyjemności. Wolała stawić im czoło niż postępować przeciwko sobie. Różniło ją to od brata, który zdecydowanie starał się robić to, co wypadało.
- Ciekawe skąd wiesz o tym, że oni mają na nas oko, może chodzi o to, że WY macie na nas oko. - Przygasiła niedopałek papierosa butem, a następnie skrzyżowała ręce na piersiach. Przyglądała się uważnie bratu. Łączyła go z poplecznikami Voldemorta nie bez powodu, zdawała sobie sprawę, że jest jednym z nich, była coraz bardziej pewna tego, że nie jest już w stanie nic z tym zrobić. Najwyraźniej Theon wsiąknął, zaangażował się w ich działania.
- Najwyżej umrę, co więcej może się stać? - Śmierć w obronie swoich ideałów wydawała się być słuszna. - Nie zostawię Thesa, zresztą nie jest on jednym z moich przyjaciół, którzy mogą się nie spodobać. - Wcale się z tym nie kryła. Zresztą każdy mógł się domyślić z kim się zadaje, nie ukrywała swojego podejścia od czasu, kiedy byli dzieciakami, wręcz przeciwnie, nie miała nigdy problemu, aby stanąć w obronie tych nazywanych przez nich gorszymi.
- Zobaczymy, jak się to skończy. Czy powinnam Ci podziękować za to, że informujesz mnie, że chcecie na mnie polować? - Nie do końca wiedziała dlaczego mówi jej o tym wszystkim. Czy jednak miał dla niego znaczenie fakt, że byli rodzeństwem? Ciekawiło ją kogo by wybrał, rodzinę, czy swoich wątpliwych przyjaciół których wspierał. Przerażała ją odpowiedź na to pytanie, bo domyślała się, jak może postąpić, ona nie byłaby jego pierwszym wyborem.
- Zresztą bracie... - odetchnęła głęboko. - Wiesz, że nigdy nie jest za późno, zawsze znajdzie się wyjście, przemyśl to wszystko, czy naprawdę uszczęśliwia Cię wykonywanie poleceń jakiegoś pajaca, który sobie coś ubzdurał, czy chcesz ślepo podążać za ideałami tego wariata? - Nie mogła tego zrozumieć, choć naprawdę próbowała. Może jest jeszcze szansa, że Theon przejrzy na oczy, kiedyś.