04.03.2025, 21:45 ✶
Mój pokój faktycznie mógł przypominać grotę, jaskinię potwora czy innego ludożercy. Było ciemno, bo na zewnątrz panowała noc albo po prostu ciężkie zasłony i zaklęcia skutecznie powstrzymywały promienie słoneczne przed wdarciem się do środka. Dla mnie to i tak nie robiło różnicy - słońce było poza moim zasięgiem. Zero słońca.
Ja z kolei, niezależnie od pory dnia, drzemałem. Może powinienem być w tym czasie na polowaniu, szybkim i sprawnym wykonywaniu zlecenia, ale w ostatnich dniach zupełnie się zagubiłem. A wyprowadzka Kimi… Och, nie pomogła mi w niczym. Miała wrócić szybko, ale minęło już... Straciłem rachubę. Nieważne. Jej nie było, Ger gdzieś tam była, jedni żyli, drudzy umierali, a ja pozostawałem wampirem. Potworem. Pozbawiającym życia potworem.
Wpatrywałem się w swoje dłonie splamione krwią, kiedy głos Geraldine ponownie wyrwał mnie z drzemki. Huh. Drgnąłem, zaskoczony. Myślałem, że teraz będzie lepiej, ale ta krew na moich rękach, w zestawieniu z ciekawskim spojrzeniem Victorii… Ugh. Aż się wzdrygnąłem. Przez chwilę zastanawiałem się, czemu tak bardzo wiązałem jej charakter z Saurielem - że mogłaby być bezduszną suką - ale… no właśnie. Pisała mi coś o dawnych zaręczynach. Coś mi się zdawało, że już o tym słyszałem, ale wolałem się okłamywać, że mieszam fakty. Do dzisiaj mogłem to robić swobodnie.
O ile list nie był snem. O ile był rzeczywisty.
- Miło mi cię widzieć, okeeej — stwierdziłem z lekkim sarkazmem, ziewając mimowolnie. Odruch po dawnym człowieczeństwie? Czy wpływ eliksiru…? Cóż, poruszyłem ręką, by znaleźć ostatnią fiolkę, ale ta tylko przesunęła się po łóżku, wymknęła spod palców i z cichym stuknięciem spadła za łóżko. I tak była pusta. Dołączyła do reszty. Pustych butelek.
- Zażyłem eliksir. Śpię, Ge-eraldine... Pali się czy cooo? - zapytałem szeptem, jakby samo mówienie mogło mnie zanadto obudzić. Miałem wpół przymknięte oczy, rozczochrane włosy i wciąż te same ubrania, co ostatnio. Pewnie i tak wyglądałem jak sexy trup, ale mogło to też zaniepokoić.
Chwila, a cóż to...? Znowu przegrywałem walkę z własnymi powiekami, ale mimo to uśmiechnąłem się do Geraldine. Słoooodkooo.
- Wypiłem ostatnią fiolkę eliksiru nasennego - ostrzegłem ją, a może zdradziłem jej sekret swojego sukcesu? Cóż, moje myśli były tak rozmazane, że nie byłem pewien, co właściwie sobie myślałem chwilę temu. Kimi. Chyba myślałem o Kimi, ale teraz znowu kusiło mnie spaaanieee...
- Tym razem będę spał dobrze — wymruczałem, ponownie wtulając się w poduszkę.
Uśmiechnąłem się. Tak. Bardziej do siebie. Geraldine tu była. Żyła. Wróciła. Może wszyscy żyli. Może nikt nie umarł. Może nawet ja mogłem być żywy. Marzenia były piękne, rzeczywistość - paskudna.
- Idziesz spać...? Która godzina? — zapytałem ją już z zamkniętymi oczami i westchnąłem lekko.
Ja z kolei, niezależnie od pory dnia, drzemałem. Może powinienem być w tym czasie na polowaniu, szybkim i sprawnym wykonywaniu zlecenia, ale w ostatnich dniach zupełnie się zagubiłem. A wyprowadzka Kimi… Och, nie pomogła mi w niczym. Miała wrócić szybko, ale minęło już... Straciłem rachubę. Nieważne. Jej nie było, Ger gdzieś tam była, jedni żyli, drudzy umierali, a ja pozostawałem wampirem. Potworem. Pozbawiającym życia potworem.
Wpatrywałem się w swoje dłonie splamione krwią, kiedy głos Geraldine ponownie wyrwał mnie z drzemki. Huh. Drgnąłem, zaskoczony. Myślałem, że teraz będzie lepiej, ale ta krew na moich rękach, w zestawieniu z ciekawskim spojrzeniem Victorii… Ugh. Aż się wzdrygnąłem. Przez chwilę zastanawiałem się, czemu tak bardzo wiązałem jej charakter z Saurielem - że mogłaby być bezduszną suką - ale… no właśnie. Pisała mi coś o dawnych zaręczynach. Coś mi się zdawało, że już o tym słyszałem, ale wolałem się okłamywać, że mieszam fakty. Do dzisiaj mogłem to robić swobodnie.
O ile list nie był snem. O ile był rzeczywisty.
- Miło mi cię widzieć, okeeej — stwierdziłem z lekkim sarkazmem, ziewając mimowolnie. Odruch po dawnym człowieczeństwie? Czy wpływ eliksiru…? Cóż, poruszyłem ręką, by znaleźć ostatnią fiolkę, ale ta tylko przesunęła się po łóżku, wymknęła spod palców i z cichym stuknięciem spadła za łóżko. I tak była pusta. Dołączyła do reszty. Pustych butelek.
- Zażyłem eliksir. Śpię, Ge-eraldine... Pali się czy cooo? - zapytałem szeptem, jakby samo mówienie mogło mnie zanadto obudzić. Miałem wpół przymknięte oczy, rozczochrane włosy i wciąż te same ubrania, co ostatnio. Pewnie i tak wyglądałem jak sexy trup, ale mogło to też zaniepokoić.
Chwila, a cóż to...? Znowu przegrywałem walkę z własnymi powiekami, ale mimo to uśmiechnąłem się do Geraldine. Słoooodkooo.
- Wypiłem ostatnią fiolkę eliksiru nasennego - ostrzegłem ją, a może zdradziłem jej sekret swojego sukcesu? Cóż, moje myśli były tak rozmazane, że nie byłem pewien, co właściwie sobie myślałem chwilę temu. Kimi. Chyba myślałem o Kimi, ale teraz znowu kusiło mnie spaaanieee...
- Tym razem będę spał dobrze — wymruczałem, ponownie wtulając się w poduszkę.
Uśmiechnąłem się. Tak. Bardziej do siebie. Geraldine tu była. Żyła. Wróciła. Może wszyscy żyli. Może nikt nie umarł. Może nawet ja mogłem być żywy. Marzenia były piękne, rzeczywistość - paskudna.
- Idziesz spać...? Która godzina? — zapytałem ją już z zamkniętymi oczami i westchnąłem lekko.