04.03.2025, 22:06 ✶
| — Gdyby to zależało to ode mnie, to na co dzień chadzałbym drogą wybrukowaną szczerym złotem, a nie leśnym szlakiem pełnym korzeni i kłód — skontrował pytanie kobiety. — Jak zapewne dobrze wiesz. Podobno artyści byli najbardziej płodni, kiedy przeżywali wewnętrzne poruszenie. Wtedy proces twórczy pozwalał im się wyżyć i powstawały wówczas naprawdę spektakularne dzieła sztuki. Nie zgadzał się z tym. Może w czasach nastoletnich emocje bardziej panowały nad jego pracami, jednak teraz, kiedy był już znacznie starszy, widział, że w spokoju i porządku pracy była pewna metoda. Może tylko satysfakcja była nieco mniejsza. Komfort był jednak czymś, czego nie zamieniły na nic innego. Czyżby dlatego teraz go ciągnęło do hazardu? Rozsądek na co dzień brał górę nad chęcią igrania z ogniem. Emocje potrzebowały ujścia a pieniądze... Zawsze można było się odkuć. Zarobić nowe. Prawie zawsze. Z drugiej strony, oboje wybrali sobie względnie bezpieczne kariery. Ludzie zawsze chorowali i umierali, ale też rodzili się nowi i w pewnym momencie szukali nowego miejsca zamieszkania. Ktoś musiał wstawić szyby w ich okna. Ktoś musiał przygotować pokaźną kolekcję luster do garderoby i łazienki. — A mam być szczery? — rzucił z nutką kpiny w głosie, zniżając mimo wszystko ton głosu, co by nie zwracać uwagi innych gości Dziurawego Kotła. Nie dał Prudence szansy na zaprzeczenie, ponownie otwierając usta. — Skończy się na paru dodatkowych patrolach przy Nokturnie i kilkutygodniowej kampanii ostrzegawczej w Proroku Codziennym. Londyn nie pierwszy raz ma do czynienia z zamieszkami. I nie przypominam sobie, że wiele to zmieniło. Czy brzmiał, jakby bagatelizował sprawę? Raczej po prostu nie rozumiał jej ogromu. Daleko mu było do polityka ukrywającego się na co dzień w salach Wizengamotu i wcale nie było mu bliżej do pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodzieja lub innych sił szybkiego reagowania działających z ramienia Ministerstwa Magii. Nie miał pojęcia, jak duża była skala zagrożenia. Mieszkał jednak w tym mieście od dziecka i był świadom jednego: napięcia społeczne występowały zawsze i wszędzie. I świat czarodziejów wręcz lubował się w angażowaniu w takie konflikty. — Pamiętasz zeszły rok? — spytał gładko, ale z nutką zniecierpliwienia w głosie, jakby nie mógł się doczekać, aż siostra nadąży za rwącym potokiem jego myśli. Przywarł plecami do oparcia. — Marsze charłaków też były dosyć efektownie zakłócane. Chaos w dzielnicy, zniszczone stoiska, zaklęcia latające między fasadami budynków... Niemal jak atak terrorystyczny. I co z tego wynikło? Zauważyłaś jakieś poważne transformacje, czy to dobre, czy to złe? Władze bardzo chętnie odpowiedziały na bójki, jakie wyrosły między sprzymierzeńcami charłaków a tradycjonalistami gardzącymi odstępcami, posyłając do akcji Brygadę Uderzeniową i Biuro Aurorów. Niektórzy mogliby powiedzieć, że nie dało się wyjść do sklepu, nie mijając jakiegoś patrolu. Gazety ze szczegółami zaprezentowały przebieg zdarzeń, prezentując na pierwszych stronach głośne nagłówki i najbardziej skandaliczne cytaty. Próbowano zasiać strach w sercach mieszkańców stolicy, a jednak nasiona obaw musiały trafić na wyjątkowo mało podatny grunt. Tym razem zapewne będzie tak samo. |