01.02.2023, 18:43 ✶
Gdyby nawet sama solidarność wobec Daisy nie wystarczyła, to wizja płaczu i krzyków raczej dopełniłaby dzieła. Darcy miał słabość do siostry. Było to wywołane nie tylko więzami krwi, spędzeniem całego właściwie życia razem, ale też po części tego, że w wielu sprawach dziewczyna stanowiła jego odbicie. Jak mógłby jej nie ulegać, nie przyznawać racji, nie ignorować jej wad, skoro to byłoby jak umniejszanie samemu sobie? Darcy był na to zbyt narcystyczny.
- Avery? Tak, tylko potem mogliby nas wywalić. Mulciber - pozwoliliby i raczej z tego nie byłoby kłopotów. Większość członków tej rodziny rzuciła robotę w Ministerstwie w proteście wobec Leacha, nie mają więc jakiś szczególnie mocnych pleców - powiedział Lockhart. Orientował się w takich sprawach obecnie całkiem nieźle, zarówno przez wzgląd na pracę w prasie, jak i research do swojej książki, który wymagał dobrego rozeznania w zwyczajach rodów czystej krwi.
Oczywiście, nie wiedział, że jeden z Mulcliberów w nerwach mógłby postanowić ich potem zabić.
Darcy uważał się wprawdzie za o wiele bardziej czarującego niż był faktycznie, ale miał aparycję przyjemną dla oka i był faktycznie charyzmatycznym osobnikiem. Jeśli jednak szło o sztukę manipulacji siostra daleko go przerastała. Nie mówiąc już o tym, jak świetna była w przekonywaniu innych, by uwierzyli w jej historie. Dlatego też Lockhart zanotował wszystkie słowa kapłanki, całkiem zadowolony, bo przy odpowiednim opisaniu dało się to przedstawić we... właściwym świetle. Uśmiechał się więc coraz szerzej i szerzej, i całkiem zapomniał o Aaronie oraz jego rzeźbach.
- Hm... czekaj - powiedział, gdy odeszli parę kroków. Spróbował się skupić, wychwytując właśnie tę rozmowę, co nie było łatwe, gdy wokół kręciło się tak wielu ludzi. - W sumie to ciekawe, wychodzi na to, że wypadek z rusztowaniem to nie jedyny, bo jacyś inni wysadzili w powietrze stoły? I to ich przygniotło. A, a jedna kapłanka się wywaliła i coś spadło jej na głowę... i jeszcze Brygadziści podobno wzięli się za oświetlanie dokładniej linii lasu. To jest całkiem niezły nagłówek: Seria niefortunnych zdarzeń przed Beltaine, czy to zapowiedź problemów podczas samego święta? - stwierdził, jakby z pewnym namysłem. Chciał chyba dodać coś jeszcze, ale obrócił się gwałtownie.
Chyba usłyszał coś jeszcze, bo oczy mu zabłysły.
- Ha - stwierdził całkiem radośnie, pochylając się nieco ku siostrze. - Widzisz tę dwójkę, tam? Ta panna to całkiem znana aktorka, która ma całkiem bogatego męża. I właśnie umówiła się jutro na spotkanie ze swoim współaktorem. Może to się nie nada do Proroka, ale parę akapitów od Helgi Gossip w Czarownicy... - oświadczył, odwracając wzrok od pary, żeby przypadkiem nie zorientowali się, że się im przygląda.
- Avery? Tak, tylko potem mogliby nas wywalić. Mulciber - pozwoliliby i raczej z tego nie byłoby kłopotów. Większość członków tej rodziny rzuciła robotę w Ministerstwie w proteście wobec Leacha, nie mają więc jakiś szczególnie mocnych pleców - powiedział Lockhart. Orientował się w takich sprawach obecnie całkiem nieźle, zarówno przez wzgląd na pracę w prasie, jak i research do swojej książki, który wymagał dobrego rozeznania w zwyczajach rodów czystej krwi.
Oczywiście, nie wiedział, że jeden z Mulcliberów w nerwach mógłby postanowić ich potem zabić.
Darcy uważał się wprawdzie za o wiele bardziej czarującego niż był faktycznie, ale miał aparycję przyjemną dla oka i był faktycznie charyzmatycznym osobnikiem. Jeśli jednak szło o sztukę manipulacji siostra daleko go przerastała. Nie mówiąc już o tym, jak świetna była w przekonywaniu innych, by uwierzyli w jej historie. Dlatego też Lockhart zanotował wszystkie słowa kapłanki, całkiem zadowolony, bo przy odpowiednim opisaniu dało się to przedstawić we... właściwym świetle. Uśmiechał się więc coraz szerzej i szerzej, i całkiem zapomniał o Aaronie oraz jego rzeźbach.
- Hm... czekaj - powiedział, gdy odeszli parę kroków. Spróbował się skupić, wychwytując właśnie tę rozmowę, co nie było łatwe, gdy wokół kręciło się tak wielu ludzi. - W sumie to ciekawe, wychodzi na to, że wypadek z rusztowaniem to nie jedyny, bo jacyś inni wysadzili w powietrze stoły? I to ich przygniotło. A, a jedna kapłanka się wywaliła i coś spadło jej na głowę... i jeszcze Brygadziści podobno wzięli się za oświetlanie dokładniej linii lasu. To jest całkiem niezły nagłówek: Seria niefortunnych zdarzeń przed Beltaine, czy to zapowiedź problemów podczas samego święta? - stwierdził, jakby z pewnym namysłem. Chciał chyba dodać coś jeszcze, ale obrócił się gwałtownie.
Chyba usłyszał coś jeszcze, bo oczy mu zabłysły.
- Ha - stwierdził całkiem radośnie, pochylając się nieco ku siostrze. - Widzisz tę dwójkę, tam? Ta panna to całkiem znana aktorka, która ma całkiem bogatego męża. I właśnie umówiła się jutro na spotkanie ze swoim współaktorem. Może to się nie nada do Proroka, ale parę akapitów od Helgi Gossip w Czarownicy... - oświadczył, odwracając wzrok od pary, żeby przypadkiem nie zorientowali się, że się im przygląda.