01.02.2023, 18:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2023, 00:35 przez Florence Bulstrode.)
Florence dostrzegała takie szczegóły, jak dbałość o porządek i własny wygląd, i – choć niekoniecznie takich od innych zawsze wymagała, bo wobec siebie zawsze stosowała bardziej wyśrubowane standardy niż wobec otaczających ją ludzi – to je doceniała. Na filiżankę spojrzała z pewnym zainteresowaniem, ale głównie ot przyglądając się jej projektowi. Nie domyślała się, że oto obserwuje herbatę od żony, choć nie musiała doszukiwać się śladów istnienia tej, aby wiedzieć o jej istnieniu. Bulstrode nie była najlepiej zorientowaną w plotkach istotą pod słońcem, ale o ślubie Annaleigh i Vakela wśród czystokrwistych i w sąsiedztwie plotkowano wystarczająco często, aby Florence ten fakt odnotowała.
Niektórzy twierdzili, że Dołohow kochał żonę. Florence nie miała powodu ani by w to wierzyć, ani by w to powątpiewać czy dopatrywać się w sprawie czegoś więcej.
Sama siedziała wyprostowana, choć i nie sprawiała wrażenia, jakby czuła się szczególnie niekomfortowo. Chociaż i owszem, nie mogła powiedzieć, że czuje się w tym miejscu całkiem na miejscu. Florence nie bez powodu nie zapisała się w Hogwarcie na wróżbiarstwo, mimo tego, że wywołała tym chyba rozczarowanie ojca i na pewno babki. Jej umysł w pewien sposób zawsze biegł ku przyszłości – lubiła planować do przodu, walcząc o pacjenta myślała o tym czasie, który mu pozostał i zawsze interesowały ją konsekwencje – ale był też bardzo ścisły. Ironia losu, jaki przy tym talent otrzymała wraz z krwią ojca.
Wróżbiarstwo zaś nie mieściło się w ścisłych ramach. Przynajmniej nie w oczach Florence.
Przekrzywiła głowę, lekko, ledwo zauważalnie, gdy Vakel zaczął snuć swoją opowieść. Domyślała się, że coś takiego musiało robić niesamowite wrażenie na klientach. Ba, do pewnego stopnia robiło i na niej, choć zapewne znacznie mniejsze niż na większości osób wchodzących do gabinetu Dołohowa, bo mogła odgadnąć, co takiego wróżbita zrobił. Stosowała tę umiejętność wielokrotnie na braciach i kuzynostwie, gdy musiała ich pilnować, a ojciec i jeden z braci równie często stosowali ją na niej.
Florence podejrzewała, że rozmowy ich trójki mogły wyglądać intrygująco z perspektywy kogoś z zewnątrz.
Opowieść Vakela pomogła jej jednak w ubraniu w słowa celu, w jakim tu przyszła – przynajmniej po części.
- To chyba znaczy, że nie powinnam jej lekceważyć? – spytała retorycznie, bo jeżeli opowieść mężczyzny nie była koloryzowana, Szeptucha mogła spojrzeć w przyszłość, ale prawdopodobnie posiadała i inne moce. Takie, jakimi rzadko władali śmiertelnicy. – Zapowiedziała mi parę rzeczy… na przykład możliwą przygodę, że tak to ujmę. Jeżeli spróbuję jeszcze raz, cokolwiek miała na myśli.
Jeszcze raz coś wyśnić? Korzystać z sieci Fiuu? Co do licha miało to oznaczać? Florence nie miała zielonego pojęcia. Żadnego innego również.
– Przygody, znaki jak wygasający ogień w kominku, duszący popiół… – wyliczyła. Trochę po swojemu kręcąc wokół tematu, bo sugerowało niejako, że o tych znakach powiedziała Szeptucha, a nie wyśniła je sama, choć i nie skłamała wprost, prawda? - Rzecz w tym, panie Dołohow, że nie jestem wielbicielką przygód. Dlatego do pana przyszłam. Spróbować dowiedzieć się, czy taka faktycznie czeka, a jeśli tak, co mogę zrobić, aby jej uniknąć.
Sama nie była do końca pewna, co ją do tego skłoniło. Może pewien odruch, bo gdy Orion albo ojciec stosował takie wybiegi wobec niej, Florence niejako odruchowo odpowiadała tym samym. Może ciekawość. A może chęć sprawdzenia, czy po prostu zdoła coś zobaczyć w przypadku jasnowidza. Ale spróbowała zobaczyć, jaki dalszy ciąg konwersacji planował Dołohow.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Niektórzy twierdzili, że Dołohow kochał żonę. Florence nie miała powodu ani by w to wierzyć, ani by w to powątpiewać czy dopatrywać się w sprawie czegoś więcej.
Sama siedziała wyprostowana, choć i nie sprawiała wrażenia, jakby czuła się szczególnie niekomfortowo. Chociaż i owszem, nie mogła powiedzieć, że czuje się w tym miejscu całkiem na miejscu. Florence nie bez powodu nie zapisała się w Hogwarcie na wróżbiarstwo, mimo tego, że wywołała tym chyba rozczarowanie ojca i na pewno babki. Jej umysł w pewien sposób zawsze biegł ku przyszłości – lubiła planować do przodu, walcząc o pacjenta myślała o tym czasie, który mu pozostał i zawsze interesowały ją konsekwencje – ale był też bardzo ścisły. Ironia losu, jaki przy tym talent otrzymała wraz z krwią ojca.
Wróżbiarstwo zaś nie mieściło się w ścisłych ramach. Przynajmniej nie w oczach Florence.
Przekrzywiła głowę, lekko, ledwo zauważalnie, gdy Vakel zaczął snuć swoją opowieść. Domyślała się, że coś takiego musiało robić niesamowite wrażenie na klientach. Ba, do pewnego stopnia robiło i na niej, choć zapewne znacznie mniejsze niż na większości osób wchodzących do gabinetu Dołohowa, bo mogła odgadnąć, co takiego wróżbita zrobił. Stosowała tę umiejętność wielokrotnie na braciach i kuzynostwie, gdy musiała ich pilnować, a ojciec i jeden z braci równie często stosowali ją na niej.
Florence podejrzewała, że rozmowy ich trójki mogły wyglądać intrygująco z perspektywy kogoś z zewnątrz.
Opowieść Vakela pomogła jej jednak w ubraniu w słowa celu, w jakim tu przyszła – przynajmniej po części.
- To chyba znaczy, że nie powinnam jej lekceważyć? – spytała retorycznie, bo jeżeli opowieść mężczyzny nie była koloryzowana, Szeptucha mogła spojrzeć w przyszłość, ale prawdopodobnie posiadała i inne moce. Takie, jakimi rzadko władali śmiertelnicy. – Zapowiedziała mi parę rzeczy… na przykład możliwą przygodę, że tak to ujmę. Jeżeli spróbuję jeszcze raz, cokolwiek miała na myśli.
Jeszcze raz coś wyśnić? Korzystać z sieci Fiuu? Co do licha miało to oznaczać? Florence nie miała zielonego pojęcia. Żadnego innego również.
– Przygody, znaki jak wygasający ogień w kominku, duszący popiół… – wyliczyła. Trochę po swojemu kręcąc wokół tematu, bo sugerowało niejako, że o tych znakach powiedziała Szeptucha, a nie wyśniła je sama, choć i nie skłamała wprost, prawda? - Rzecz w tym, panie Dołohow, że nie jestem wielbicielką przygód. Dlatego do pana przyszłam. Spróbować dowiedzieć się, czy taka faktycznie czeka, a jeśli tak, co mogę zrobić, aby jej uniknąć.
Sama nie była do końca pewna, co ją do tego skłoniło. Może pewien odruch, bo gdy Orion albo ojciec stosował takie wybiegi wobec niej, Florence niejako odruchowo odpowiadała tym samym. Może ciekawość. A może chęć sprawdzenia, czy po prostu zdoła coś zobaczyć w przypadku jasnowidza. Ale spróbowała zobaczyć, jaki dalszy ciąg konwersacji planował Dołohow.
Rzut Z 1d100 - 19
Akcja nieudana
Akcja nieudana