Musiałbyś zobaczyć świat moimi oczami, żeby uwierzyć, że da się tu zwariować. Ach... tylko do kogo się tu zwracać? Przecież Edward Prewett już zwariował. Na swój własny, pokręcony sposób, który wpisywał się w schemat każdego Prewetta stojącego na szczycie. Każdego, który miał tatuaż na swojej skórze. Laurent wiedział o tym wielkie nic. Nic poza tym, że to się działo, że istniało. Mógł nie zadawać pytań, udawać głuchego i ślepego, ale nie był. Tak jak nie był ślepy na majątek i na to, że... ach. Tylko przy kim o tym mówić? Przecież Edward Prewett dobrze wiedział, jak działają czarne sprawunki tego świata. To od niego Laurent podpatrzył, jak radzić sobie ze sprawami, które powinny być załatwiane po cichu. Jak dbać o prasę, własny wizerunek, dojścia w Ministerstwie i komu wpłacać regularnie pieniądze, żeby tych własnych mieć jak najwięcej. Edward. Zawsze chciał być jak Edward. Zawsze chciał dorosnąć do jego oczekiwań. Błyszczeć w jego oczach. Co za smutne marzenie dziecięcej głowy.
- Mam mocno skrępowane ręce, dlatego na razie zamierzam dopasować się do jego gry. - Rugało to jego dumę, ale odrobina uległości zazwyczaj ugłaskiwała lwa. Syciła jego potrzebę machania grzywą i dumnego ryku, zanim zwalał się na rozgrzaną skałę. Królowie zwierząt - lwy. Co za wierutna bzdura. Edward też by wyśmiał myśl, że Dante miałby zostać nazwany królem. Przecież Król był tylko jeden. - Prawdopodobnie mężczyzna jest w posiadaniu czegoś, co mogłoby zagrozić nie tylko mi, ale i naszej rodzinie. Prawdopodobieństwo jest bardzo wysokie. Jestem pewien, że jeśli nie znasz Dante osobiście, to o nim słyszałeś. - Więc miał pojęcie, że to nie jest mała mrówka pod podeszwą buta. Wiedział, jak działa. Wiedział, że ma znajomości i że nie będzie się wahał ich wykorzystać. - Pośpiech jest taktyką dla ludzi ze szczęściem, a mnie szczęście opuściło wiele miesięcy temu. - Tak, mówił o tym całkowicie spokojnie. Dopóki jego słabość nie wychodziła na wierzch, mógł kontrolować przynajmniej tyle - siebie samego. Dozować każdy gest. Każde spojrzenie. Każdą zmarszczkę mimiczną. Zamienić się w aktora grającego siebie samego. - A nieszczęścia przyklejonego do buta powinno się pozbyć. Prawda, tato?
Zabić człowieka - o tym łatwo się mówiło, kiedy nie miałeś krwi na rękach.
Laurent chciał uniknąć tego, by znów pożerało go sumienie. Pozbyć się można kogoś na wiele sposobów, ale dobrze wiedział, jak odbierze to Edward. Dokładnie tak chciał zostać odebrany. Powinien to zrobić? Powinien pójść w tym kierunku? Powtórzyć swój błąd przeszłości, który sprawił, że zrobił kilka kroków w tył?
- Zanim wbijesz miecz w serce hydry, trzeba odciąć jej głowy. Dante ma popleczników. Jeszcze ich ma. To oni czynią go pozornie nietykalnym. - Spojrzał na swoje paznokcie i przesunął palcem po srebrnym pierścionku z pięknym kamieniem przypominającym księżyc. - Wiem, że nie znosi go Czarna Wiedźma. To za mało. Do działania potrzebne są informacje. - Dokładne informacje. Szczególnie, że nie da się wygrać wojny na dwóch frontach - ze Śmierciożercami i z Dante jednocześnie.