Ostatnio może ich relacja nie wyglądała najlepiej, ale zależało jej na tym, aby to zmienić. Wiele by dała, żeby faktycznie wrócili do tego, co mieli kiedyś, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że to już nie wróci. Życie nie było takie kolorowe, każde z nich przeżyło swoje dramaty, zmienili się. Szkoda, bo faktycznie wiedziała, jak mogło być między nimi dobrze i jej tego brakowało, wiele by dała, aby odnowić tę więź. Ostatnio się mijali, a jeśli już nie mijali, to ich konfrontacjom towarzyszyły kolejne dramaty. Miewali oczywiście jakieś przebłyski, kiedy przez chwilę było dobrze, ale wolałaby, żeby działo się to częściej.
- Wypiłeś wszystkie zapasy. - Powtórzyła za nim. To był moment, w którym zapaliła jej się lampka w głowie, bo pamiętała, że takie eliksiry powinno się spożywać sporadycznie, dosyć szybko mogły wkraść się bowiem do życia i zacząć być codziennością. Wtedy nie było już odwrotu. Wiadomo, że organizm, nawet ten nieżywy szybko przyzwyczajał się do wspomagaczy. Sama wiedziała, jak to działa. Zdarzało jej się bowiem pić takie mikstury, po nich sen przychodził niemalże od razu, co było całkiem wygodne, kiedy nie można było zasnąć.
- Skoro przed chwilą wypiłeś eliksir to nie będzie Ci potrzebna kolejna dawka. - Jedna powinna wystarczyć, prawda? Nie potrzebował więcej, aby zasnąć. Najlepiej byłoby gdyby nauczył się znowu spać bez tych mikstur.
Pytanie o Ambroisa nieco wybiło ją z rytmu. Pamiętała ich ostatnie spotkanie, kiedy Astaroth rzucał nim w ich przedpokoju, nie należało do szczególnie przyjemnych, wiedziała, że załatwiał mu krew, bo przecież zdążyła się już na nim za to wyżyć, ale nie wydawało się, aby ich stosunki były na tyle dobre, by jej brat mógł korzystać z jego pomocy przy każdej pierdole.
- Tak, widziałam się z nim przelotnie. - Odpowiedziała mu na pytanie, ale nie chciała jeszcze jakoś za bardzo opowiadać mu o tych szczegółach swojego życia. Zresztą spodziewała się, co mógłby jej powiedzieć. Tak, była głupia, wlazła do tej samej rzeki, próbowała doprowadzić do ich wielkiego powrotu, ale nie udało jej się tego osiągnąć mimo tygodnia, który razem spędzili w Whitby.
- Nie wydaje mi się, żebyś potrzebował czegoś mocniejszego, wyglądasz nie najlepiej, pewnie zaraz zaśniesz. Nie pisz do Victorii. - Obawiała się, że silniejszy eliksir zupełnie namieszałby mu w głowie. Nie chciała mu teraz sugerować, że dobrze by było, jakby zupełnie odstawił to gówno, bo bała się, jak zareaguje. Nie przyszła tu po to, aby go umoralniać, przynajmniej na samym początku.
- Tak, trzy dni temu, byłam tutaj trzy dni temu. - Przynajmniej tak się jej wydawało, że to były trzy dni, może cztery? Ostatnio wiele się działo, cały ten tydzień zlewał jej się w jedną całość, bo był taki intensywny.
Zaskoczyło ją jego wyznanie. Słuchała uważnie, co miał jej do powiedzenia. Nie przeszkadzała mu, nie wchodziła bratu w słowo. Skoro zaczął mówić, niech dokończy myśl. Nie spodziewała się tego, co usłyszy.
Przełknęła głośno ślinę. Tak, pamiętała ich rozmowę na temat jej destrukcyjnego trybu życia, nie, żeby wtedy się tym jakoś specjalnie przejęła, chociaż może? Poniekąd było dla niej nieco upokarzające to, że młodszy brat doprowadzał ją do pionu przez to, że nie była w stanie sobie poradzić z tym, co działo się w jej życiu. Teraz było lepiej, powinno być lepiej, na pewno, już niedługo będzie lepiej. Myślała, że kiedy zabije demona wszystkie problemy znikną, jednak wcale się tak nie stało.
- Chciałeś mnie zjeść w Windermere? - Nie do końca do niej to docierało, nie spodziewała się, że brat mógłby chcieć zrobić sobie obiad akurat z niej, jak widać powinna być jednak gotowa na wszystko. - W jaskini Theon próbował Cię zabić, ale już tego nie zrobi, już go nie ma, już nie będzie nas niepokoił. - Najwyraźniej nie pamiętał tej rozmowy, którą ostatnio odbyli, to by oznaczało, że zaczął lawirować między snem, a jawą. Tracił grunt, nie wróżyło to niczego dobrego.
- Zniknęłam, bo musiałam doprowadzić się do porządku, ale już jestem, już będę tutaj, nigdzie się nie wybieram. - Powinna była go uprzedzić, ale przecież nie planowała tego, że zaszyje się w Whitby, to było spontaniczne, jak zawsze zresztą wszystkie decyzje, które podejmowała.
- To musiały być okropne sny. - Szczególnie, że nie był to tylko jeden koszmar, a najwyraźniej cała seria.
- Nie wiem, czy coś tam mam, nawet jeśli mam, to Ci nie dam. Nie wyglądasz, jakbyś potrzebował więcej eliksirów. - Ton jej głosu nie był nieprzyjemny, ale stanowczy. Na pewno nie była skłonna mu dzisiaj podawać niczego więcej, temu panu już podziękujemy, czy coś.