Tyle mu w odpowiedzi wystarczyło. To zapewnienie, że przekaże mu decyzję od uzdrowiciela. Może więc dobrze, jeżeli Olivia pierwsza podejmie się badań i dowie czy jest jakiś problem po ostatnim poronieniu. Mógł jedynie domyślać się, co przeżywała. Było mu jej szkoda. A widok łez na jej policzkach, ściskał mu nie raz serce. Nie chciał, żeby płakała. Chciał, aby się uśmiechała. Sama mu kiedyś zwracała na to uwagę, dostrzegając, że chodził przygaszony.
"Rozumiem. Będę czekał przed szpitalem."Zapewnił po raz kolejny słowami napisanymi na kartce notesu. Szanując jej prywatność i dyskrecję w rozmowie z uzdrowicielem. Nie zmieniało to jednak faktu, że chciał przy tym być. Czy choćby, czekać pod salą. Z drugiej strony, niezbyt też dobrze wspominał swój pobyt w Mungu. I chyba wolałby jednak, uczęszczać do szpitali mugolskich. Tutaj też dawało mu do myślenia, jakiego nazwiska jest uzdrowiciel, który miałby badać Olivię. Czy byłby czystej krwi, z uprzedzeniami do mugolaków? Może za dużo złego myślał.
Temat zszedł na cmentarz, w którym byli pochowani jego rodzice. Nie spodziewał się w ogóle, że będą znów to poruszać. Dlatego zapytał miło zaskoczony faktem, który nawet potwierdziła Olivia, że odwiedza grób jego rodziców. Gdyby mógł mówić, to by zaniemówił. Ale niemową był od grudnia tego roku. Od razu pokręcił głową z uśmiechem zrozumienia i wdzięczności, że odwiedzała jego rodziców. To podziękowanie nawet okazał czynem, całując wierzch jej dłoni, którą ujął w swoją.
Wyglądało na to, że to nie był koniec tego tematu. Bo przecież jego domysły okazały się też prawdziwe. Leżał tutaj także ktoś jeszcze. Jej bliski. Spoważniał od razu, kiedy swoją historię kontynuowała.
Ojciec dziecka był mugolem…" Zaskoczyła go. Teraz odnosił wrażenie, że mogłaby przeżywać to samo. Z tą jednak różnicą, że Ward był innym człowiekiem, niż ten mugol, którego dawniej poznała. A co gorsza, ten człowiek zostawił po wieści, że zostanie rodzicem. Tristan tego nie rozumiał. Mieli teraz takie dzikie czasy, gdzie liczba sierot rosła. A tutaj, to jedno małe stworzenie nie przetrwało w łonie Olivii. Nie chciał nawet dopytywać, jak do tego doszło. Nie chciał wyciągać z niej tego cierpienia, widząc jak bardzo ją kosztowało powiedzenie mu prawdy.
Znów dostrzegł jej łzy. Czy jego przeżycia, miały prawo się równać się z tym, jakie ona przechodziła piekło? Naskrobał szybko, ale czytelnie kilka słów, które jej pokazał.
"Przykro mi. Ja cię nigdy nie zostawię. Nawet, jeżeli będę musiał umrzeć."Po pokazaniu jej tych napisanych trzech zdań, przytulił ją ponownie do siebie. Lekko przyciskając. Jakby chciał stworzyć jej barierę ochronną swoim ramieniem. Zaznaczyć, że jest jego. Że z nim jest bezpieczna. Nie zostawi jej, jak ciężko będzie im się żyło. Cokolwiek stracą, będą mieli przecież siebie.