06.03.2025, 06:05 ✶
Jak się szybko okazało, uwaga ze strony psów nie była najgorszym, co mogło go w salonie Warowni spotkać. Nie była to też najbardziej kontrowersyjna rzecz, nawet jeśli te kundle zdawały się mnożyć na jego oczach, bo ciężko było pobić emocje jakie wywoływała obecność wariatki. Było to dosadne słowo, ale na standardy aktualnych nastrojów chyba nie aż takie mocne, a jakże ładnie opisujące wszystko to, z czym właśnie kojarzyła się Millie. Szalone osoby przypominały raczej snujące się bez celu duchy na flankach. Szaleństwo było miękkie i odpowiednio szeleściło na języku. Bycie wariatem natomiast, to już miało pewnego kopa w wydźwięku. A Moody właśnie taka była - bardziej ostra i energetyczna. Do tego okropnie wulgarna, chociaż ta cecha była przylepiona do niej jeszcze przed Beltane, jak rzep do psiego ogona.
- No cześć - odpowiedział, odwracając się w jej stronę i przez moment się jej przyglądając. Posiadał jakiś taki instynkt, wytrenowany chyba na szkolnych korytarzach. Instynkt dręczyciela, który szybko wyłapywał te wszystkie drobnostki, możliwe do łatwego wypunktowania i zgnojenia za ich pomocą adresata. Ale nawet jeśli pociągnęło go subtelnie w stronę zwrócenia Millie uwagi na jej stan, czego na pewno była i tak dogłębnie świadoma, powstrzymał się. Nie był u siebie w domu, ani nawet na Ministerialnym korytarzu. Dodatkowo, w pewnym momencie dręczycielstwo przestawało sprawiać mu frajdę - głównie w momencie kiedy ofiara wyglądał, jakby zaraz miała się zapaść w sobie, zamiast bronić. Bo właśnie w tej obronie i pyskówce była największa zabawa i satysfakcja.
Zrobił parę kroków w jej stronę, pozostawiając w spokoju miecz Godryka i koncentrując się na tym foteliku, w którym siedziała i na rozkładzie znajdującym się przed nią. Wsunął ręce do kieszeni spodni, zatrzymując się po drugiej stronie stolika gdzie wykładała karty.
- Ciężki wieczór? Karty ci dojebały lepiej niż pałkarz tłuczkiem w głowę? - miała szczęście, bo Atreus nawet jeśli należał do rodziny słynącej z trzeciego oka, to za grosz było w nim zainteresowania wróżbiarstwem, a przez to nie do końca rozumiał co dokładnie widział w kartach. Ale przynajmniej nadrabiał minął, tak samo frustrującą jak zwykle, z zaczepnym uśmiechem wymalowanym na twarzy, jakby wiedział dosłownie wszystko.
- No cześć - odpowiedział, odwracając się w jej stronę i przez moment się jej przyglądając. Posiadał jakiś taki instynkt, wytrenowany chyba na szkolnych korytarzach. Instynkt dręczyciela, który szybko wyłapywał te wszystkie drobnostki, możliwe do łatwego wypunktowania i zgnojenia za ich pomocą adresata. Ale nawet jeśli pociągnęło go subtelnie w stronę zwrócenia Millie uwagi na jej stan, czego na pewno była i tak dogłębnie świadoma, powstrzymał się. Nie był u siebie w domu, ani nawet na Ministerialnym korytarzu. Dodatkowo, w pewnym momencie dręczycielstwo przestawało sprawiać mu frajdę - głównie w momencie kiedy ofiara wyglądał, jakby zaraz miała się zapaść w sobie, zamiast bronić. Bo właśnie w tej obronie i pyskówce była największa zabawa i satysfakcja.
Zrobił parę kroków w jej stronę, pozostawiając w spokoju miecz Godryka i koncentrując się na tym foteliku, w którym siedziała i na rozkładzie znajdującym się przed nią. Wsunął ręce do kieszeni spodni, zatrzymując się po drugiej stronie stolika gdzie wykładała karty.
- Ciężki wieczór? Karty ci dojebały lepiej niż pałkarz tłuczkiem w głowę? - miała szczęście, bo Atreus nawet jeśli należał do rodziny słynącej z trzeciego oka, to za grosz było w nim zainteresowania wróżbiarstwem, a przez to nie do końca rozumiał co dokładnie widział w kartach. Ale przynajmniej nadrabiał minął, tak samo frustrującą jak zwykle, z zaczepnym uśmiechem wymalowanym na twarzy, jakby wiedział dosłownie wszystko.