- Musisz sobie wreszcie uświadomić, że to wszystko zależy od Ciebie. - Tutaj też mieli chyba nieco inne zdanie. Prudence była zdania, że każdy był kowalem własnego losu, mógł na niego wpływać... Przynajmniej w większej części życia, bo w końcu też nie mogła przywrócić do życia Liama, ani w żaden sposób wpłynąć na to, co mu się przytrafiło. To wcale nie było takie proste, jak jej się mogło wydawać. Nieco spochurniała przez to, dokąd zaprowadziły ją jej myśli, właściwie ciągle się to działo. Wszystkie rozmowy prowadziły do tej jednej tragedii, która się im przytrafiła.
Eliasa ciągnęło do hazardu, Prudence do niekoniecznie mile widzianych praktych magicznych, zakazanych, każde z nich miało coś za uszami. Nigdy jednak nie chwaliła się bratu, co było jej odskocznią, może nie powinna była tak głośno komentować tego jego zainteresowania? W końcu jej było jeszcze bardziej potępiane przez społeczeństwo. Sama uważała, że ludzie boją się tego, czego nie znają, bo przecież ta dziedzina magii mogła również przynosić dobro. Szkoda, że nie każdy zdawał sobie z tego sprawę, kiedyś pewnie otworzą oczy, żeby nie było na to zbyt późno.
- Co to za głupie pytanie, oczywiście, że masz być szczery. - Wpatrywała się w brata krótką chwilę, bo nie do końca wiedziała, dlaczego w ogóle je zadał. - Wydajesz się być o tym przekonany, nie byłabym jednak taka pewna. Nastroje wśród ludzi od jakiegoś czasu są bardzo niespokojne, w końcu nadejdzie momet kiedy bańka pęknie, kiedy którejś ze stron się uleje i skończy się świat, który znali. Działo się to już w przeszłości, wszystkie czynniki świadczyły o tym, że stanie się to niebawem.
Chcąc nie chcąc wiedziała, jak to wyglądało w przeszłości, potrafiła łączyć fakty, wiedziała, że takie sytuacje rozpoczynały się w podobny sposób.
[b] - Obawiam się, że tym razem może nie być, aż tak optymistycznie. - Zdecydowanie mieli odmienne zdanie na ten temat. Prudence bała się, że już niedługo znany im świat odwróci się do góry nogami.
- Pojawiły się trupy, dużo pojedynczych trupów. - Powiedziała cicho, nie widać w niej było jednak zbyt wielu emocji, kiedy wspominała o zmarły. Przywykła do oglądania ciał, w końcu na tym polegała jej praca. Przynajmniej nie musiała sobie zarzucać, że nie była ich w stanie uratować.
- Ten marsz to był dopiero początek, wtedy zresztą nie doszło do tak wielu morderstw. - Ktoś musiał być osobą, która uświadomi jej brata o tym, jak to faktycznie wyglądało. Tak właściwie, pewnie wiele osób myślało podobnie do niego, bo nie znajdowali się tak blisko problemu jak ona. Może w pewien sposób to było nawet wygodne, bo ludzie nie panikowali, aż tak bardzo, kiedy problem ich nie dotyczył. Ona miała powody ku temu, aby się denerwować. - Ciekawe, czy w końcu i my zaczniemy im przeszkadzać, póki co interesują ich tylko mugolacy, ale z czasem i to może się zmienić. - Aktualnie niby nie byli pierwszym wyborem, jeśli chodzi o zainteresowanie popleczników Voldemorta, ale kto mógł przewidzieć, jak to właściwie się potoczy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control