Ururu wszedł do gabinetu ściągając kaptur. Zjawił się nieco wcześniej, ale widocznie uzdrowicielka była już wolna. Powtórzył swoje "dzień dobry" lustrując kobietę wzrokiem. Gdyby nie spełniała jego ubzduranych oczekiwań, w każej chwili był gotów opuścić gabinet bez słowa wyjaśnienia.
Na szczęście czarownica zrobiła na chłopaku dobre wrażenie. Jej strój był profesjonalny, jednocześnie nie raził tradycyjną czarodziejskością. To duży plus. Nie wyglądała zbyt ciepło, co również mu się podobało. Kojarzył to z większą szczerością i otwartością. Nie lubił, gdy ludzie uśmiechali się i szczebiotali miłe słówka tylko z powodu społecznych ustaleń.
Inną sprawą był jego podejrzany lekki uśmiech. Z którego nie do końca zdawał sobie sprawę.
Annaleigh Dolohov nie była przypadkowo wybranym uzdrowicielem z praktyką w prywatnym gabinecie. Ururu zainteresował się jej nazwiskiem. Nie znał go. Bez względu na to, czy urodziła się z nim, czy weszła w jego posiadanie z powodu małżeństwa, uznał ją za osobę otwartą na inność. Chociaż na otwarcie na jego inność zdecydowanie trzeba spełniać o wiele więcej kryteriów.
Nie chciał mieć do czynienia z mężczyzną, ale o płci uzdrowiciela zdecydował podświadomie.
— Ururu Marquez, do usług — przedstawił się odruchowo całą formułką. Podał dłoń do stosownego uścisku bez zawahania, chociaż po pytaniu kobiety obydwoje mogli zdać sobie sprawę z tego, ile ten gest tak naprawdę zdradził.
Dłoń Marqueza była zimna. Nie zimna w taki sposób jak po spacerze w lodowaty dzień. Była zimna równomiernie od czubków palców do... do końca ciała. Annaleigh mogła też dostrzec z bliska nienaturalny odcień skóry czarodzieja. Dało się poznać, że jego skóra wpada w ciemniejszy kolor od typowego brytyjczyka, ale jednocześnie była jakaś wyprana z życia.
Pierwsza część odpowiedzi Ururu to wymowne milczenie. Chwila na obserwację tego, co kobieta mogła już dostrzec.
— Tak jak wspomniałem w liście, prosiłbym panią o całkowitą dyskrecję.
To była druga część odpowiedzi. Po niej usiadł prosto w wyznaczonym miejscu.
— 21 marca 1971 roku obudziłem się w nieznanym sobie miejscu. Objawy, jakie mi towarzyszyły: ogólne osłabienie, wrażliwość na światło, zawroty głowy, trudności w poruszaniu się, wybiórczy brak pamięci, problemy z mową... niskie tętno. Ledwo wyczuwalne. Minął rok, a moja skóra nadal tak wygląda, tętno pozostaje bez zmian. Mój apetyt uległ zmianie. Prawie nie bywam głodny, w dodatku moja dieta uległa zmianie. Reszta objawów zniknęła... oprócz pamięci. Wciąż nie pamiętam, co się ze mną stało przed i w trakcie... tego porwania — tu przerwał na chwilę. Jego oddech lekko przyspieszył ukazując przejęcie. Mimika pozostała bez zmian. — Nie wiem co się ze mną działo, ale podejrzewam, że byłem ofiarą testowania jakichś eliksirów, zaklęć, czegoś takiego... Możliwe, że modyfikowano moją pamięć, albo byłem w stanie śpiączki. Czy mogłaby mnie pani zbadać?
Celowo pominął jedną istotną informację, a mianowicie jak długo trwało jego porwanie. O tym później. Być może.