Była osłabiona. Poczuł to, kiedy zarzucała mu ręce na szyję. Jakby chciała się nimi zaczepić, ale bardziej wyglądało jakby tylko je oparła. Zawiesiła. Zabrał ją do swojego biura. Nie oglądając się za nimi, wiedząc, że kolega poszedł po uzdrowiciela. Czy podczas przesłuchania, Faye też wyglądała tak wyczerpana? Nie pomyśleli, aby jej jakoś pomóc? Najwyraźniej, nie.
Westchnął, kiedy po ułożeniu jej na kanapie, zaczęła wspominać dawne czasy. Pamiętał. Widocznie jedną cechę, dziedziczyli wspólnie – ryzykant. Każde w innym kierunku. W innym biegunie swoich działań. Wspomniane wydarzenie przez siostrę, nie skończyło się dobrze. Przyniosło więcej zmartwień rodzicom, niżeli braciom.
Podał jej szklankę z wodą, jeżeli miała siły pić z niej sama, utrzymać naczynie. Gdyby nie mogła, pomógłby jej się napić. Potrzebowała odpocząć, ale jej upartość, domagała się wiedzy. Informacji. Jakby nie chciała stąd wyjść, jeżeli nie otrzyma odpowiedzi. Na pewno uzdrowiciel ją odeśle do domu.
Słuchał jej, odbierając szklankę, którą dość szybko opróżniła. Wracając do stolika, aby ją odstawić. Na bok, do późniejszego umycia. Obejrzał się przez ramię, spoglądając na siostrę z opanowaniem. Wiedział, co tam jest. Co tam się dzieje. Nie bez powodu zabraniał jej tam wchodzić.
- Widziałaś widma?Nie odpowiedział wyczerpująco. Nie wyjaśniał jeszcze niczego. Zadał krótkie pytanie.
- Miałaś z nimi bliską styczność?
Dopytał. Być może chcąc wiedzieć, jak to przeżyła. Do swoich badań, jak spotkanie wilkołaka wpływa na obecność widm. Tylko się przemieniła. Nie zabrano jej duszy. Nie znaleziono jej martwej.
- I co najważniejsze.
Tutaj podszedł, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Co tam robiłaś?
Zmarszczył brwi, przypominając jej to, że przecież ostrzegał, aby tam się nie plątała. Patrzył na nią niczym surowy brat, którego nie posłuchała, narażając się na niebezpieczeństwo. Będzie musiał to jakoś zataić przed rodzicami. Albo odesłać ją do nich, do domu gdzie jest bezpieczniej niż tutaj.