06.03.2025, 16:05 ✶
Charles umościł się obok ojca i nagle świat stał się lepszy. Objęty ramieniem tatusia, mógł wierzyć, że jest bezpieczny, a wszystkie problemy jakoś da się rozwiązać. Robert odszedł, a oni dalej tu byli i musieli pozostać, choćby dla siebie nawzajem.
Tak musiało być, nawet jeśli ojciec nie miał dla niego zapewnień, że sytuacja się zmieni.
Zdradzenie się ze swoją słabością z klifu nie było Charlesowi na rękę. Miał ukrywać ten fakt przed światem, ale skoro już zaczął opowieść, mylnie zakładając, że Scarlett zdradziła jego sekrety, musiał kontynuować. Nie przyszło mu to łatwo, gdy wiercił się, wciskając czoło w ramię ojca, chcąc zniknąć pod jego ochroną.
- Chciałem, żeby to zniknęło. - Zdradził. - Mój wstyd, złość wuja... Twój wstyd. - Mamrotał, nie mając pojęcia, że wtedy nie tylko poczucie winy pchnięło go do takiego czynu, ale też pyłek samotniczek, który znalazł łatwą pożywkę na jego żalu. - Tak było najłatwiej. Chciałem tylko odreagować w Dolinie Godryka, ale kiedyś stanąłem na klifie... Tato... - Jego pięści zacisnęły się na koszuli Richarda, gdy wciskał twarz w ojca. Jego słowa stały się odrobinę zduszone, lecz wciąż wyraźne. - Skoczyłem do wody, tato. Do morza, w te największe fale. - Wyjaśnił szczerze. - Wszystko miało się skończyć, tak miało być lepiej, miałem się zabić i ulżyć wam we wstydzie i wszystkim innym. Było mi tak bardzo, bardzo źle, tato... I miało być lepiej, gdybym zniknął, ale jakaś dziewczyna skoczyła za mną i mnie uratowała, zanim uderzyłem w wodę. - Wyjaśnił. - Zabrała mnie z powrotem na klif i się mną zajęła... Nawet nie znam jej imienia, tato. A potem rozmawiał ze mną wuj Alexander. Znalazł mnie tam, musiał wiedzieć... Musiał wyczuć, że coś mi grozi. Że chcę sobie coś zrobić. Porozmawiał ze mną, uratował mi życie i wróciłem do domu. - Zakończył temat gwałtownie, szorstko. - Potem było tylko gorzej, krzyczałeś i wyrzuciłeś mnie z domu. Żałuję, że była tam ta dziewczyna, żeby mnie powstrzymać. Może ciągle miałbyś brata? Tak byś wolał, prawda? Stracić mnie, odzyskać wuja? Przepraszam, że nie umarłem zamiast niego.
Ostatnie słowa zabrzmiały znów drżąco, wilgotne.
Tak musiało być, nawet jeśli ojciec nie miał dla niego zapewnień, że sytuacja się zmieni.
Zdradzenie się ze swoją słabością z klifu nie było Charlesowi na rękę. Miał ukrywać ten fakt przed światem, ale skoro już zaczął opowieść, mylnie zakładając, że Scarlett zdradziła jego sekrety, musiał kontynuować. Nie przyszło mu to łatwo, gdy wiercił się, wciskając czoło w ramię ojca, chcąc zniknąć pod jego ochroną.
- Chciałem, żeby to zniknęło. - Zdradził. - Mój wstyd, złość wuja... Twój wstyd. - Mamrotał, nie mając pojęcia, że wtedy nie tylko poczucie winy pchnięło go do takiego czynu, ale też pyłek samotniczek, który znalazł łatwą pożywkę na jego żalu. - Tak było najłatwiej. Chciałem tylko odreagować w Dolinie Godryka, ale kiedyś stanąłem na klifie... Tato... - Jego pięści zacisnęły się na koszuli Richarda, gdy wciskał twarz w ojca. Jego słowa stały się odrobinę zduszone, lecz wciąż wyraźne. - Skoczyłem do wody, tato. Do morza, w te największe fale. - Wyjaśnił szczerze. - Wszystko miało się skończyć, tak miało być lepiej, miałem się zabić i ulżyć wam we wstydzie i wszystkim innym. Było mi tak bardzo, bardzo źle, tato... I miało być lepiej, gdybym zniknął, ale jakaś dziewczyna skoczyła za mną i mnie uratowała, zanim uderzyłem w wodę. - Wyjaśnił. - Zabrała mnie z powrotem na klif i się mną zajęła... Nawet nie znam jej imienia, tato. A potem rozmawiał ze mną wuj Alexander. Znalazł mnie tam, musiał wiedzieć... Musiał wyczuć, że coś mi grozi. Że chcę sobie coś zrobić. Porozmawiał ze mną, uratował mi życie i wróciłem do domu. - Zakończył temat gwałtownie, szorstko. - Potem było tylko gorzej, krzyczałeś i wyrzuciłeś mnie z domu. Żałuję, że była tam ta dziewczyna, żeby mnie powstrzymać. Może ciągle miałbyś brata? Tak byś wolał, prawda? Stracić mnie, odzyskać wuja? Przepraszam, że nie umarłem zamiast niego.
Ostatnie słowa zabrzmiały znów drżąco, wilgotne.