07.03.2025, 01:33 ✶
– Cóż, z pewnością jest ważniejszy od zwykłego księcia. – odpowiedziała, kiedy Brenna już skończyła mówić. Jolene nie była znawczynią tytułów szlacheckich, ale na szczęście akurat tego typu książki nie wymagały posiadania zaawansowanej wiedzy historycznej. – Choć wydaje mi się, że autorka sama nie była pewna co oznaczał ten tytuł. Pewnie po prostu chciała podkreślić, że jej bohater ogólnie jest arcy. Arcy-przystojny, arcy-czarujący i tak dalej...
Tekst Brenny o tym, że w czarodziejskim świecie niby nie było arystokracji ani dziedziczenia tytułów, wywołał u Jo lekkie uniesienie brwi. Zwłaszcza, że padł z ust członkini jednego z najbardziej znanych czarodziejskich rodów. Doprawdy niesamowite, jak bardzo urodzenie oraz sytuacja życiowa potrafiły wpływać na światopogląd; ona sama już w młodym wieku przekonała się, że zdaniem wielu osób jej miejsce w hierarchii społecznej jest na samym dole. W porównaniu z nią, Brenna zdawała się żyć w zupełnie innym świecie. Bletchley nie skomentowała jednak wypowiedzi dziewczyny w żaden sposób, bo raz, że nie miała w tamtym momencie ochoty na poruszanie poważniejszych tematów, a dwa, że Longbottomówna na szczęście nie była uprzedzona w stosunku do osób o innym statusie krwi. Sam fakt, że pochodziła z jednej z mniej konserwatywnych rodzin oraz zadawała się z rówieśnikami półkrwi, dobrze rokował. Być może w dorosłym życiu Brenna zacznie zauważać nierówności społeczne i stanie po stronie tych mniej uprzywilejowanych. A przynajmniej Jolene miała taką nadzieję.
– Oj tak, wszyscy uwielbiają historie w stylu kopciuszka. Kto by nie chciał jednego dnia mieszkać w schowku pod schodami, a kolejnego dnia mieć skarbiec pełen złota? – Jo rzuciła z przekąsem. Ona sama nie potrzebowała żadnych pałaców ani książąt; spełnieniem jej marzeń był własny domek z ogródkiem oraz kochająca rodzina.
Rumieniec na twarzy Alice nie umknął czujnym oczom matki, ale Jolene przypisała go po prostu fantazjowaniu o wątkach romansowych. Jednak nawet gdyby się domyśliła, nie zmieniłoby to jej podejścia do córki. Kochała swoje dzieci takimi, jakie są, niezależnie od tego, z kim zdecydowałyby się związać w przyszłości. Zresztą, jako była ofiara nękania, Jo nie zamierzała dyskryminować nikogo ze względu na jakąkolwiek cechę.
– No dobrze dziewczęta, kończcie tę herbatę, bo w lodówce czekają lody. Kupiłam je z myślą o zrobieniu banana split, ale powinno wystarczyć też na porcje dla was.
Tekst Brenny o tym, że w czarodziejskim świecie niby nie było arystokracji ani dziedziczenia tytułów, wywołał u Jo lekkie uniesienie brwi. Zwłaszcza, że padł z ust członkini jednego z najbardziej znanych czarodziejskich rodów. Doprawdy niesamowite, jak bardzo urodzenie oraz sytuacja życiowa potrafiły wpływać na światopogląd; ona sama już w młodym wieku przekonała się, że zdaniem wielu osób jej miejsce w hierarchii społecznej jest na samym dole. W porównaniu z nią, Brenna zdawała się żyć w zupełnie innym świecie. Bletchley nie skomentowała jednak wypowiedzi dziewczyny w żaden sposób, bo raz, że nie miała w tamtym momencie ochoty na poruszanie poważniejszych tematów, a dwa, że Longbottomówna na szczęście nie była uprzedzona w stosunku do osób o innym statusie krwi. Sam fakt, że pochodziła z jednej z mniej konserwatywnych rodzin oraz zadawała się z rówieśnikami półkrwi, dobrze rokował. Być może w dorosłym życiu Brenna zacznie zauważać nierówności społeczne i stanie po stronie tych mniej uprzywilejowanych. A przynajmniej Jolene miała taką nadzieję.
– Oj tak, wszyscy uwielbiają historie w stylu kopciuszka. Kto by nie chciał jednego dnia mieszkać w schowku pod schodami, a kolejnego dnia mieć skarbiec pełen złota? – Jo rzuciła z przekąsem. Ona sama nie potrzebowała żadnych pałaców ani książąt; spełnieniem jej marzeń był własny domek z ogródkiem oraz kochająca rodzina.
Rumieniec na twarzy Alice nie umknął czujnym oczom matki, ale Jolene przypisała go po prostu fantazjowaniu o wątkach romansowych. Jednak nawet gdyby się domyśliła, nie zmieniłoby to jej podejścia do córki. Kochała swoje dzieci takimi, jakie są, niezależnie od tego, z kim zdecydowałyby się związać w przyszłości. Zresztą, jako była ofiara nękania, Jo nie zamierzała dyskryminować nikogo ze względu na jakąkolwiek cechę.
– No dobrze dziewczęta, kończcie tę herbatę, bo w lodówce czekają lody. Kupiłam je z myślą o zrobieniu banana split, ale powinno wystarczyć też na porcje dla was.