Matka na pewno wspomniała o tym w którymś momencie, ale wyrzucił to z głowy tak szybko, jak się o tym dowiedział. Podczas całej uroczystości absolutnie pomijał wzrokiem rodzinę Averych, szczególnie Stellę. Obydwoje byli pierwszymi świadkami tragedii Kordelii. Pamiętał jej reakcję na widok martwej siostry w wannie. Pamiętał wszystko bardzo dokładnie. Pamiętał ją na pogrzebie.
Smutek po utracie Kordelii był płytki, dotyczący jego osobiście a nie samej żony. Nie łączył się w pełni z bólem swojej matki czy państwa Averych. Jednak ze Stellą było inaczej. Wiedział o łączącej siostry bliskości. Wiedział, co to znaczy miłość między rodzeństwem. A także czym jest ból po jego nagłej utracie. Czuł się winny nie tyle śmierci Kordelii, co cierpienia Stelli, ale uczucia i myśli z tym związane zepchnięte były na granice świadomości przez zbyt dużą intensywność.
Drgnął słysząc pierwsze szarpnięcia wiolonczeli. To nie był popularny instrument. Momentalnie wiedział, kto przesuwa smyczkiem po strunach. I był zaskoczony, jakby w ogóle o tym występie nie wiedział wcześniej.
Zdążył już spalić papierosa, ale odpalił kolejnego. Zamknął oczy, lecz wtedy widział obrazy z przeszłości. Wyglądał na nie mniej przygnębionego niż inni żałobnicy.
Muzyka odrzucała i przyciągała go jednocześnie. Chciał niepostrzeżenie wymknąć się z uroczystości. Ale utwór się skończył, a obok niego wyrósł Elliott.
Martin wyprostował się, wewnętrzne rozterki sprawiły, że na moment nieco bardziej rozsiadł się w kanapie. Spojrzał kuzynowi w twarzy.
Czemu miałby się nie pojawić? Nie był to byle jaki bal, a konkretna okazja. Jeśli ktoś Martina kojarzył, to wiedział, jak rzadko można go spotkać na szanowanych uroczystościach. Ale tym razem się pojawił. Właściwie... dlaczego?
Martin zastanowił się nad tym pytaniem. Matka nawet nie naciskała na niego. Poinformowała go o dacie, a ten posłusznie zjawił się u jej boku, gdy wychodzili z domu. Nie musiał iść. Matka wiedziała, jak ciężkie musiałoby być dla niego to wydarzenie. Nawet jeśli Martin chciał zmienić swoje życie i być bardziej otwartym na ludzi, pogrzeb nieznanej sobie osoby nie był do tego dobrą okazją.
A jednak się pojawił.
Wtedy uświadomił sobie dlaczego. Ale nie mógł tego powiedzieć głośno.
— Postanowiłem nadrobić swoją nieobecność na spotkaniach rodzinnych... niestety pierwszą okazją nadarzyła być się nieszczęśliwa okoliczność — odpowiedział i przekierował wzrok na ogród.
Nie mógł powiedzieć Elliottowi, że przyszedł tu, by spojrzeć na własną sytuację z innej perspektywy.