- Najwyraźniej zapomniałeś o tej istotnej rzeczy, bardzo szybko się uczę. - Niby podczas tej rozmowy co chwilę sobie wypominali to, jak dobrze się znali, ale jak widać znalazł się i moment, kiedy mogła mu przypomnieć o tym, że coś przegapił. Mrugnęła do niego w między czasie, a na jej twarzy malował się uśmiech, cieszyło ją to, że udało jej się go podejść, do tego metodą Ambroisa, to było naprawdę całkiem przyjemnym uczuciem.
Wiedziała, że raczej daleko było temu o czym mówiła do realizmu, wręcz przeciwnie, zabrzmiało to właśnie, jak te czarnowidzenie Roisa, ale mogła wykorzystać przeciwko niemu jego własną kartę, co przyszło jej całkiem lekko. Najważniejsze, że tego nie negował, tylko się z nią zgodził.
- Że niby ja? Coś Ty, nie śmiałabym godzić w Twoje ego, jest dla mnie zbyt wielkie, nie mam szans. - Uśmiechnęła się przy tym całkiem uroczo. Tak, zdecydowanie nie powinni iść w tę stronę, rozmawiać o tym wszystkim, bo to powodowało, że nim się obejrzą to przekroczą tę granicę o której nawet nie wspominali. Wiedziała, że tak będzie, łapała się na tym, że znowu zdarzało jej się na dłużej zawieszać wzrok na twarzy mężczyzny, przyglądać się mu, a kiedy czuła, że robi to zbyt długo odwracała wzrok, aby jej na tym nie przyłapał. To też już mieli za sobą, obiecała sobie, że nigdy tego nie powtórzy, a po raz kolejny wchodziła do tej samej rzeki. To nie mogło im przynieść niczego dobrego, miała tego świadomość. Ustalili coś między sobą, może nie oficjalnie, ale wnioski można było wysnuć z słów, które między nimi padły. Powinni się tego trzymać, to miało przynieść im spokój. Przynajmniej tak próbowała to sobie wyjaśnić, bo miała wrażenie, że będzie zupełnie przeciwnie.
Gdyby tak zależało im na tym, aby trzymać się tego, co sobie wyrzygali, to nie staliby tu teraz tuż obok siebie, nie zachowywaliby się w ten sposób. Niby udawali teraz tych wielkich przyjaciół, ale to nigdy nie było im pisane. Nigdy. Bardzo dobrze o tym wiedzieli, bo przecież też zdążyli sobie to przekazać.
- To prawda, mea culpa, muszę być uważniejsza. - Oczywiście, że powinna na niego uważać. Wiedziała, jak to z nimi bywa. Ambroise też potrafił ją zaskakiwać, nadal to robił, mimo tego, że przecież, jak już ustalili znali się na wylot. To nigdy nie było takie proste, nie w ich przypadku. Tutaj zawsze bywały momenty, w których nie wiedziała, jak zareaguje, czy co wymyśli. Też to w nim lubiła, bo dzięki temu ich wspólne życie nigdy nie było nudne. Może czasem ją wkurwiał, ale nie przjemowała się tym szczególnie, bo między nimi zawsze było więcej tych lepszych chwil. To o nich chciała pamiętać.
Nie miała pojęcia, dlaczego znowu to sobie robili. Znowu planowali coś wspólnie, po raz kolejny w przeciągu kilku dni, chociaż mieli się trzymać na dystans. Czy jak ogarną te palące się sprawy, to nie pojawią się kolejne, które będą musieli razem doprowadzić do końca? To było prawdopodobne, zwłaszcza, że jako sojusznicy chcieli pomagać sobie w tym, co im się przytrafiało. To nie było szczególnie rozsądne, bo ciągle będą się spotykać, a czuła, że jedyna, co mogłoby mieć na nich jakikolwiek wpływ to permanentny dystans. Powinni wybrać właśnie tę drogę, skoro już doszli do tego, że przebywanie obok siebie im nie służy i tylko niepotrzebnie miesza w głowach. Tyle, że trudno było odejść, zwłaszcza, kiedy zupełnie się tego nie chciało.
Nie do końca podobał jej się pomysł zaangażowania w to wszystko Fenwicka, właściwie to nawet nie nie do końca, a uważała to po prostu za głupi pomysł. Nie ufała mu. Wiedziała, że Ambroise nie zasugerowałby czegoś, czego nie był pewny, mimo wszystko... Nie do końca chciała się na to zgodzić. Nie chciała prosić tego typa o pomoc, zdecydowanie. Nie wzbudzał w niej pozytywnych uczuć, nie teraz, może kiedyś. Niby zgodził się im też pomóc z widmami... ale nie chciała szukać kolejnych interakcji, bo po prostu nie do końca akceptowała jego zachowanie. Jasne, nie miała pełnego obrazu, nie wiedziała, czym się kierował, mimo wszystko miała do niego lekki uraz.
- Tak, rozumiem. Wiem, że masz pracę... - Oczywiście, nie miała co do tego wyrzutów do Ambroisa. Zdawała sobie sprawę, że był dość zajętym człowiekiem, Mung zajmował mu sporo czasu, a do tego dochodził Nokturn. Nie mogła od niego wymagać tego, że rzuci wszystko (znowu) i wyjedzie z nią pilnować jej młodszego brata. To nie mogło się wydarzyć. Nie miała zamiaru go odciągać od obowiązków.
- Nie zostanie z nim sam. - Powtórzyła za Greengrassem. Na to mogła się zgodzić, ewentualnie. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby komukolwiek w tej sytuacji się stało. Nawet jeśli nie lubiła Rookwooda, to nie chciałaby być odpowiedzlana za ewentualną krzywdę jaką mółgby mu zadać jej brat, a zdawała sobie sprawę, że mogło być różnie. Nie sądziła, żeby ktokolwiek miał doświadczenie z młodym wampirem na odwyku, to mogło się skończyć naprawdę różnie.
Czy miała tak właściwie, jakieś inne wyjście? Chyba nie do końca. Nikt z jej znajomych nie nadawał się do tego, aby zamknąć go na odludziu z wampirem ćpunem. Może Erik mógłby sobie z nim poradzić, ale nie chciała po raz kolejny prosić go o pomoc, zwłaszcza, że też miał normalną pracę, pewnie musiałby brać urlop i nie ma się co oszukiwać, ale Longbottom wydawał się być dużo mniej szorstki od Rookwooda.
Oni potrzebowali u swojego boku kogoś, kto nie będzie miał skrupułów, kiedy przyjdzie taki moment. Wiedziała bowiem, że Astarotha stać na wiele.
- Jeśli się zgodzę, to jaką mamy pewność, że będzie chciał nam pomóc? - Nie jej, a im, tak to się dzisiaj zmieniło. Astaroth okazał się być bowiem ich kolejnym, wspólnym problemem. Na pewno nie zamierzała sama rozmawiać z Fenwickiem, w ogóle wolałaby z nim unikać jakichkolwiek interkacji.